Biznes, E-commerce

Twój sklep online odnosi sukcesy? To znak, że dopiero zaczynają się kłopoty....

sklep online

Więcej o:

E-commercee-sklep

Zgodnie z raportem przygotowanym przez Neustar na grupie 300 administratorów mniejszych serwisów e-commerce, na wzrost ruchu o 100% przygotowanych jest 55% ankietowanych, na trzykrotny skok już zaledwie 27%, zaś z przyrostem liczby odwiedzin o 300% poradzi sobie już tylko 7% badanych.

Wzrost zainteresowania ofertą oraz rosnące w górę słupki zysków to wymarzony scenariusz, jednak bez właściwego przygotowania na dynamiczny wzrost skali biznesu, sukces może okazać się bardzo „niebezpieczny”.

Kłopotliwe oblicze sukcesu

Problemy z obsłużeniem bardzo dynamicznie rosnącego ruchu internetowego na stronie WWW nie są jedynie fikcyjną wizją służącą do straszenia świeżych przedsiębiorców, ale najrzeczywistszą prawdą. Wszystko dlatego, iż za pośrednictwem różnych narzędzi, w tym tych poprawiających pozycjonowanie witryny w wyszukiwarkach czy działań stricte reklamowych, administratorzy platform e-commerce dążą do systematycznego zwiększania liczby odwiedzin, które to naturalnie przekładają się na wzrost wartości sprzedaży. Zdarza się jednak, iż stają się poniekąd „ofiarami własnego sukcesu”, nie przygotowując infrastruktury IT na nawet kilkukrotnie wyższe wartości sieciowego ruchu generowanego przez coraz liczniejsze rzesze klientów e-sklepu.

- Szczyty internetowego ruchu bardzo ciężko przewidzieć. Owszem, można prognozować wzrost odwiedzin, np. w okresach przedświątecznej gorączki zakupowej, kiedy to zgodnie z naszymi statystykami przybywa ich nawet o 300%, jednak nie oznacza to wcale, że jest to jedyny okres wzmożonego ruchu na witrynie. Wiele zależy od działań marketingowych, planów właścicieli platform e-commerce oraz dynamiki działań biznesowych, w wyniku których pewnego dnia możemy mieć do czynienia z prawdziwym „oblężeniem” liczonym nawet w setkach tysięcy unikalnych użytkowników platformy miesięcznie - tłumaczy Rafał Kuśmider z dhosting.pl.

Straty spowodowane czasową niedostępnością strony z powodu zbyt dużej liczby odwiedzin zwykle bywają dotkliwe. Wszystko zależy tutaj oczywiście od poziomu obrotów, jednak najlepsze wyobrażenie kosztów awarii dają przykłady retailowych „gigantów” – jak przyznaje Amazon, już 100 milisekund przestoju może kosztować go 1% dziennej wartości sprzedaży, zaś zdaniem Google każde dodatkowe pół sekundy czasu wczytywania poszukiwanej strony powoduje na niej spadek ruchu o 20%. Klienci, zwykle mając do wyboru mnóstwo alternatyw zwyczajnie nie zamierzają czekać.

Czerwona lampka

O zmianie formy utrzymania e-sklepu w cyberprzestrzeni warto pomyśleć już w momencie, gdy zauważymy rosnącą liczbę odwiedzin na portalu. Jest to możliwe do stwierdzenia, o ile panel zarządzania serwisem WWW po stronie dostawcy hostingu jest wyposażony w narzędzie do monitorowania ruchu. Jeżeli nie mamy do niego dostępu, alternatywą może być sprawdzenie wyników odwiedzin strony na portalach takich jak SimilarWeb.com czy Compete.com, choć oczywiście w tym wypadku wskazania mogą nieco odbiegać od stanu faktycznego.

- Przedsiębiorcy swoją przygodę z branżą e-commerce zaczynają zazwyczaj od hostingu współdzielonego. Jego główna zaleta to niska cena, jednak wadą jest dzielenie zasobów z innymi użytkownikami, przez co ruch generowany przez jednego z nich ma wpływ na poprawność działania stron należących do pozostałych klientów. Gdy więc platforma zaczyna osiągać marketingowy sukces, jest tylko kwestią czasu, kiedy zacznie zwalniać lub nawet całkowicie przestanie odpowiadać. Warto więc już nieco wcześniej rozważyć opcje ulokowania jej w innym miejscu – dodaje Rafał Kuśmider z dhosting.pl.

Wspomniane opcje to zwykle wybór wirtualnego serwera VPS, serwera dedykowanego lub hostingu w chmurze obliczeniowej. Każda z nich wiązać się będzie jednak ze znacznie wyższymi niż dotychczas kosztami – pytanie więc, jakich zasobów będziemy potrzebowali w tej bliższej, oraz dalszej przyszłości, podpisując umowę na usługę hostingową, która w większości przypadków obarczona jest sztywnymi limitami.

- Na to pytanie chyba nikt nie jest w stanie odpowiedzieć wprost, gdyż w branży e-commerce sytuacja może zmieniać się diametralnie z dnia na dzień. Stąd kosztujący kilkaset złotych rocznie VPS może okazać się niewystarczający, a generujący koszty w wysokość nawet 17 tys. złotych rocznie serwer dedykowany ponadwymiarowy, bo może nie zostać wykorzystany nawet w 50%, przez co firma sporo przepłaci za usługi. Alternatywą może być elastyczny web hosting, który analizuje ruch na stronie i w razie potrzeby zwiększy zasoby, nawet na 1 czy 2 godziny, by potem wrócić do stanu wyjściowego, gdy liczba odwiedzin wróci do normy. Rozliczanie godzinowe oznacza, że rachunek powiększy się więc o raptem kilka złotych za okres, w którym potrzebna była większa moc serwerów, a stronie nie grozi spowolnienie nawet w najtrudniejszych chwilach – stwierdza Kuśmider.

Polityka dostawców

Przy rozważaniu zmiany dostawcy usług utrzymania serwisu WWW warto zwrócić uwagę także na inne aspekty. Pierwszy z nich to jakość obsługi klienta i gwarantowanej pomocy technicznej – brak dedykowanego „opiekuna” usługi hostingowej oznacza zwykle, że na jakąkolwiek pomoc jesteśmy zmuszeni czekać zbyt długo. Korporacje obsługujące setki a nawet tysiące klientów potrzebują nieco czasu, by odwołać się do naszego konkretnego problemu, a branży e-handlu każda sekunda przestoju oznacza wymierne straty. I to nie tylko finansowe – według wyliczeń firmy Radware już jedna sekunda braku odpowiedzi internetowego sklepu powoduje spadek konwersji o 7%, liczby odwiedzin o 11% a satysfakcji klientów o 16% w skali roku. Co do strat finansowych – godzina zauważalnego wydłużenia się czasu wczytywania strony generuje średnio 4,100$ straty, jeśli zaś przestanie ona przez ten czas odpowiadać całkowicie, sklep narazi się utratę średnio 21 tys. $.

Druga kwestia to wciąż wzbierająca fala fuzji i przejęć, dobrze widoczna na polskim rynku usług IT. – Polscy dostawcy hostingu dynamicznie konsolidują się z większymi podmiotami o międzynarodowym zasięgu. Przykład może tutaj stanowić przejęcie Home.pl przez 1&1, czy firmy domeny.pl przez fundusz H88 S.A. Nie ma w tym nic złego, o ile niesie to ze sobą odświeżenie oferty, redukcję cen i korzyści dla samych klientów, a nie jedynie gwarantuje dostęp dużym graczom do polskich odbiorców tego typu usług. Rzeczywistość pokazuje jednak, że zazwyczaj zmierza to w tym drugim kierunku – wystarczy spojrzeć na ranking dostępny na portalu WebHostingTalk, gdzie dostawcy tacy jak Nazwa.pl czy Home.pl zbierają od użytkowników dość niskie noty, w porównaniu do krajowych usługodawców, zwykle ocenianych wyżej – mówi Rafał Kuśmider, z dhosting.pl.

 

Poprzednik artykułNastępny artykuł

DODAJ SWÓJ KOMENTARZ

NEWSLETTER


Czy wiesz, że Mediarun informuje o ważnych trendach w Polsce i na Świecie?

Zapisz się teraz do Newslettera Mediarun, publikujemy w nim poradniki, raporty, oraz inspiracje dzięki, którym możesz rozwijać swoje kompetencje.

NEWSLETTER


Cześć, czy wiesz że Mediarun informuje o najważniejszych trendach i zmianach marketingowych w Polsce i na Świecie?

Jeśli chcesz aby nic Ci nie umknęło, zapisz się do newslettera Mediarun.