2 stycznia 2005 roku zaczęła się moja przygoda z telewizją. Nigdy wcześniej nie pracowałem po tej stronie kamery – jako prezenter, dziennikarz informacyjny. Radio TOK FM,
a wcześniej Plus Poznań dało mi solidne podstawy do pracy w newsach. Ten rok był czasem morderczej pracy i nauki. Był przełomowy, bo zaczęło zmieniać się moje życie. To był swoisty test, sprawdzian z dziennikarskiego rzemiosła i zdolności do pracy przed kamerą. Potwierdzeniem tego, że zdałem egzamin jest nie tylko prowadzenie „Magazynu 24 godziny”, ale również nominacja do nagrody „Byk Sukcesu” w kategorii Debiut Roku. Nagrody przyznawane są przez miesięcznik Sukces.
Przez ten rok przybyło mi siwych włosów i miałem sporą dawkę stresu i adrenaliny, ale chyba tak musiało to wyglądać. Najlepszym sposobem na szybką naukę pływania jest rzucenie na głęboką wodę. Wtedy mamy jasność sytuacji: albo ktoś nadaje się do tej pracy albo tonie. Cieszę się, że pływam na powierzchni.
Wiele zawdzięczam zespołowi. To filar pracy w tej firmie. Pojedynczo nikt tu nic nie zdziała. Uważam to za jeden z sukcesów – współgram z nimi i razem tworzymy coś, co na antenie daje pozytywne rezultaty. W tym zespole „jest” przede wszystkim moja żona. Jej cierpliwość i wyrozumiałość pozwoliły mi
w pełni realizować się w pracy.
W kontekście tego, co wydarzyło się w tym roku, plany na 2006 są bardzo proste: doskonalenie tego, co już udało się osiągnąć. Praca nad sobą. Nie ma mowy o taryfie ulgowej. Zaczynam tak, jakby to był 1 stycznia mijającego roku, czyli na pełnych obrotach, z pokorą, świadomością tego, że przed mną sporo nauki.
Medialne wydarzenia 2005 roku
Pokolenie JPII
Niewątpliwie medialnym wydarzeniem roku była śmierć Jana Pawła II i wybór nowego Papieża. To było wydarzenie przełomowe w historii telewizji
i Watykanu. Jeszcze nigdy żaden Papież nie umierał na oczach całego świata i jeszcze nigdy śmierć człowieka nie była medialną ewangelizacją. Niewątpliwie JPII musiał właśnie tak odejść z tego świata. Chciał nam coś przekazać, a i my chcieliśmy to wszystko zobaczyć i „coś” na pożegnanie usłyszeć. Jeśli każde pokolenie ma swoją rewolucję, to moje pokolenie – ludzi obecnie 30-letnich właśnie taką przeszło. Rewolucja w duszy. Jeśli nie do wszystkich to dotarło, to z pewnością dotrze.
Po śmierci Karola Wojtyły cały świat za pośrednictwem kamer wszedł do komnat Watykanu, aby obserwować wybór nowego papieża po 27 latach papiestwa JPII. Okres od śmierci Wojtyły do wyboru kardynała Ratzingera na papieża był wyzwaniem i dla Kościoła i dla mediów. Myślę, że z małymi wyjątkami ten egzamin zdaliśmy.
Rok wyborów.
Parlamentarne i prezydenckie rozdanie – początkowo tak przewidywalne i oczywiste, zaskoczyło nawet największych speców od polskiej sceny politycznej. Wielka przegrana PO i przede wszystkim osobista tragedia jednego człowieka: Jana Marii Rokity. „Premier z Krakowa” przegrał nie tylko politycznie. Rokita musi czuć się fatalnie. Ten rasowy, niezwykle inteligentny polityk jest urodzonym przywódcą i długo szykował się do objęcia władzy w Polsce. Miał być premierem, a nie jest nawet w rządzącej koalicji. To tak jak dyskwalifikacja prowadzącego zawodnika na kilka metrów przed metą.
Ten rok należał do braci Kaczyńskich. Zdobyli pełnię władzy w kraju i taki był ich scenariusz. Koalicji z PO nie ma, bo być nie miało. Świadczą o tym dobitnie warunki stawiane Platformie: personalne wymagania nie do przeskoczenia przez liderów PO. Gdyby ustąpili PiS-owi, mielibyśmy kuriozalną sytuację, w której jedna partia unicestwia lub organizuje wewnętrzne życie drugiej za jej własną zgodą.
Armagedon SLD.
To cud, że Sojusz zdążył odbić się od dna i wejść do Sejmu. Afery, w które wplątani byli politycy SLD na pierwszy rzut oka przekreślały tę partię. Ale SLD ma też bardzo twardy elektorat i dlatego w Sejmie V kadencji może cieszyć się 55 posłami.
Afery
To był kolejny rok afer z politykami w roli głównej. Poznaliśmy finał większości z nich. Oczywiście nie można pominąć jednej z najgłośniejszych afer w III RP: Lew Rywin poszedł siedzieć. Ale wciąż nie poznaliśmy słynnej Grupy Trzymającej Władzę. Rywin konsekwentnie powtarza, że to wymysł dziennikarzy, którzy w ten sposób żywią aferę wymyśloną przez Gazetę Wyborczą.
Prezydent łaskawca
Na świecie nikt nie będzie o tym pamiętał. Pewnie niewielu o tym wie. W Polsce zakończenie 10 letniej prezydentury będzie się już na zawsze kojarzyć z ułaskawieniem Zbigniewa Sobotki. Ten akt prezydenta wobec partyjnego niegdyś kolegi zapisze się źle. Były wiceszef MSWIA nie pójdzie do więzienia, co dla człowieka z wyższych sfer musi być wielkim szczęściem. Tym bardziej, że pan Sobotka mógł obserwować dramat Lwa Rywina, a perspektywa zamiany wygodnego łóżka na więzienną pryczę każdego VIP-a musiała przerażać.
Wojna na teczki
Tego nie można pominąć. Od Listy Wildsteina rozpoczął się nowy etap w rozliczaniu z przeszłością, a finał zobaczymy w 2006 roku. Smutne jest tylko to, że esbeckie notatki często są i jeszcze wielokrotnie będą jedyną wyrocznią w ocenie człowieka, będą pisać jego CV i determinować funkcjonowanie w życiu społecznym. Na nic zda się uniewinnienie przez sąd, jeśli wcześniej ktoś pomówił. Przykład najdobitniejszy to Andrzej Przewoźnik. Sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa miał być agentem Łukaszem, co okazało się kompletną bzdurą. Ale Przewoźnik i tak został wyeliminowany z walki o fotel szefa IPN-u. Wojna na teczki wejdzie w decydującą fazę i przyniesie jeszcze wiele rozczarowań, gorzkich słów i łez.