Dark Mode Light Mode

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami!

Naciskając przycisk Subskrybuj, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszymi zasadami Prywatność Prywatności oraz. Regulamin. Możesz się też z kontaktować z nami.
Obserwuj nas
Obserwuj nas
Telewizja to okrutna miłość Discovery Channel i 13530 big1 Telewizja to okrutna miłość Discovery Channel i 13530 big1

Telewizja to okrutna miłość

O poczuciu sukcesu, nieodwzajemnionej miłości i iskrzeniu w telewizji opowiada w rozmowie z nami Agata Młynarska.

Jest Pani zarówno prezenterką telewizyjną, jak i gospodarzem masowych imprez. W jakiej roli Agata Młynarska czuje się lepiej?
Ja w każdej z tych ról czuję się bardzo dobrze. Ostatnio zmieniam swoją dotychczasową aktywność zawodową na rzecz bycia po drugiej stronie kamery. W przeszłości byłam już współproducentką programów, pracowałam przy scenariuszach i przy reżyserii, więc tym bardziej cieszę się, że współpracę z Polsatem zaczęłam od takiej aktywności, a nie od prowadzenia np. dużego show telewizyjnego. Bardziej zależało mi na tym, aby rozpocząć tutaj pracę w roli poważnego producenta i tak się stało chociażby w przypadku programu „Jak Oni śpiewają”.

Jestem również bardzo zadowolona, gdy uda mi się coś dobrze poprowadzić, czy to program, czy imprezę masową. W moim życiu te dwie aktywności zawsze się przewijały i występowały zamiennie. Nie ma więc frustracji, gdy nie mam akurat propozycji prowadzenia niczego na wizji, bo realizuję się we wszystkich wymienionych funkcjach. Telewizja to moje życie, obojętnie w jakiej roli w niej występuje.


Podczas tegorocznego festiwalu TOPtrendy jeden z koncertów poprowadzi Pani w duecie z Zygmuntem Chajzerem. Jak sobie Pani wyobraża tę współpracę?
Z Zygmuntem znamy się wiele lat i wielokrotnie mieliśmy okazję współpracować w różnorodnych przedsięwzięciach. Teraz będzie to wyglądało trochę inaczej, bo będziemy na scenie we czwórkę. Będą nam towarzyszyli Krzysztof Ibisz z Kasią Cichopek. Jestem bardzo szczęśliwa, że z moimi dobrymi kolegami będę razem na scenie i że razem będziemy mieli okazję prowadzić ten koncert. Niezwykle sobie cenię i Krzysztofa i Zygmunta, zarówno za życzliwość, jak i za zawodowstwo i myślę, że warto było czekać 17 lat na taką frajdę.


Przez 15 lat była Pani związana z telewizyjną Dwójką. Doświadczyła tam Pani wielu rządów i miała do czynienia z różnymi współpracownikami. Wydawało się, że nic nie jest w stanie zniechęcić Pani do pracy dla TVP2. Czemu w takim razie ten długoletni związek dobiegł jednak końca?
Doświadczyłam wielu rządów, ale tak naprawdę cały czas byłam pod jednymi rządami – Niny Terentiew. Kiedy przyszedł Bronisław Wildstein, pewne było, że czekają nas zmiany, a Nina Terentiew nie chciała ich już przechodzić na własnej skórze i złożyła wymówienie. Pewnym było, że nic już nie będzie takie samo. Ja niedługo później doświadczyłam brutalności telewizji, którą do tej pory znałam tylko z opowieści. Jest coś takiego w mediach, że nie kocha się tam ludzi, którzy odnieśli w nich sukces. Jest to dosyć brutalna rzeczywistość i warto sobie z niej szybko zdać sprawę, po to, żeby wybrać w swoim życiu tak okrutną miłość. Prawda jest taka, że telewizja Cię nie kocha, kocha Cię tylko publiczność. Miłość do telewizji jest zawsze uczuciem bez wzajemności. 

W telewizji nie jest żadnym problemem zdjęcie w ciągu sekundy z anteny programu, który jest uwielbiany przez widzów. Ja chciałam ubiec tę sytuację, ponieważ wiedziałam, że każdy następny prezes będzie chciał dokonywać zmian wśród ludzi, którzy będą pracować na jego sukces. Byłam głęboko przekonana o tym, że atmosfera w Dwójce zaczyna się psuć. Zaczęłam to odczuwać na własnej skórze. Z korytarza dowiedziałam się, że nie prowadzę już programu „Pytanie na śniadanie” i że właściwie od września będę bez pracy. Traf chciał, że Polsat wrócił do rozmów, które zaczął prowadzić ze mną rok temu. Dwójka była dla mnie domem zapewne bardziej niż dla któregokolwiek z prezesów. Odejście z Dwójki potraktowałam jako zamknięcie pewnego rozdziału i podjęcia wyzwania na innym polu. Teraz wiem, że to była dobra decyzja.


Prezes TVP zabronił Pani udziału w koncercie galowym z okazji 10-lecia Fundacji Polsat, mimo, że wcześniej wielokrotnie podejmowała Pani z nią współpracę. Czemu tym razem nie było zgody?
To była kropla, która przelała czarę goryczy i która zaważyła na moim przejściu do Polsatu. Ta propozycja była dla mnie ogromnym wyróżnieniem, ponieważ do wzięcia udziału w koncercie byli zaproszeni ludzie, którzy kojarzą się z pracą charytatywną. Wśród tak bezdyskusyjnie wielkich nazwisk jak Małgosia Foremniak, Beata Tyszkiewicz, Krzysztof Kolberger, czy Maria Pakulnis byłam jedyną osobą etatowo związaną  z telewizją publiczną. Do tej pory dostawałam zgody kolejnych prezesów na wzięcie udziału w takich przedsięwzięciach, a prezes Wildstein takiej zgody mi nie udzielił. Doszłam do wniosku, że czas najwyższy, abym to ja sama decydowała o tym co robię i w czym biorę udział. Moje życie nie może przecież zależeć od kolejnego prezesa, który zresztą już się zmienił.


Pojawiają się głosy, że od jesieni miałaby Pani poprowadzić talk-show Polsatu konkurencyjny dla „Rozmów w toku” Ewy Drzyzgi. Czy to prawda?
Nie będzie to program konkurencyjny dla Ewy Drzyzgi. Od dawna wiem, czym chciałabym się  zajmować w moim dojrzałym życiu zawodowym i jaki program chciałabym prowadzić, ale długo szukałam dla niego odpowiedniego formatu. Zdecydowanie najbardziej interesują mnie relacje międzyludzkie i aspekt dzieci, ponieważ temu oddałam się całkowicie w mojej pracy zawodowej. Znalazłam adekwatny do tego format realizowany w telewizji hiszpańskiej, który Hiszpanie kochają i oglądają pasjami.

Ten program będzie się nazywał „Dzień Kangura” i od jesieni pojawi się na antenie Polsatu. Będzie polegał na tym, że znana osoba, gwiazda show-biznesu lub polityk, na cały dzień zostanie oddelegowana do wielodzietnej rodziny. Rodzice w tym czasie dostaną wolne, a na ich miejsce wkroczy „kangur”, czyli gwiazda. Będzie musiała wypełnić obowiązki, które zwykle należą do rodziców rozbrykanej gromady. Wszystko dziać się będzie pod okiem kamer, więc gwiazda, na co dzień wystylizowana, nie będzie mogła w tak nieprzewidywalnych warunkach niczego udawać. Po wszystkim dwie gwiazdy razem z rodziną spotkają się w studiu, a dzieci zdecydują, która postać lepiej poradziła sobie z opieką. Mogę śmiało zdradzić, że dzieci pokochały np. Krzysztofa Ibisza, który zabrał je do restauracji na robienie pizzy, a one w tym czasie doprowadziły miejsce prawie do totalnej ruiny. Wszystkiemu towarzyszyć będzie masa śmiechu, a ja będę miała przyjemność prowadzić ten program.


Ma Pani opinię „jednej z najlepiej rozpoznawalnych prezenterek telewizyjnych. Dla wielu byłby to powód do dumy, ale Pani mówi: „nie mierzę sukcesu miarą rozpoznawalności i popularności”. Czym w takim razie?
Owszem, są to dowody na pewien sukces medialny, ale nimi się sukcesu nie mierzy. Nie ma nic gorszego w mediach, jak nie zaistnieć mimo pracy, którą się wykonuje. Jakiś rodzaj osobowości, charyzmy jest niezbędny i jeśli ludzie to zauważają, to co fantastycznego. Nie umiem jednak powiedzieć czym się mierzy sukces, bo w Polsce chyba jednak nadal nie do końca pieniędzmi. Ja miałam naprawdę poczucie sukcesu, kiedy poczułam zaufanie ludzi tu, w Polsacie. Od razu wzięłam się z nimi do roboty i wierzę, że zostałam zaakceptowana – tak właśnie rozumiem sukces zawodowy. Miałam również poczucie sukcesu, kiedy parę dni temu prezes Polsatu – Mirosław Błaszczyk powiedział mi tak: „wiem, że mam dziś w Polsacie najlepsze osoby w tym kraju. I Pani jest jedną z nich.” Kolana mi się ugięły, bo żaden prezes przez 17 lat nie powiedział mi czegoś takiego. Poczułam się jak osoba spełniona zawodowo i jak osoba, która dzięki takiej motywacji może zrobić 10 razy więcej.


Przeprowadziła Pani w swojej karierze wywiady z gwiazdami, zarówno polskiego, jak i światowego formatu: od Catherine Denevue po Ninę Andrycz. Którego rozmówcę wspomina Pani najmilej? Czy któraś rozmowa była przełomowa w Pani postrzeganiu rzeczywistości?
Zawsze zazdrościłam Grażynie Torbickiej tego, że znajdywała w sobie ciekawość do rozmów z największymi gwiazdami, które są znudzone dziennikarzami. Grażyna Torbicka powiedziała mi kiedyś, że dla niej ten problem w ogóle nie istnieje, bo ona traktuje tych ludzi, jak równych sobie, od których chce po prostu coś ciekawego usłyszeć. Zrozumiałam wtedy, dlaczego nie chcę przeprowadzać takich rozmów. Prawda jest taka, że mnie ci ludzie w ogóle nie interesują. Interesują mnie przede wszystkim ludzie zwykli, którzy mają coś niezwykłego w sobie. Coś, co mogłabym pokazać światu, bo prawdopodobnie nigdy nie ujrzy to światła dziennego. Ważne jest dla mnie, żeby zaistniał jakiś kawałek prawdy, gdy oni się przede mną otwierają. Takie rozmowy dają mi przekonanie, że najważniejsze w życiu zawodowym to uwierzyć we własne uczucia.

Nieplanowane emocje podczas koncertów uświadamiają mi, że tam, na scenie, może wydarzyć się coś o wiele ważniejszego niż podczas rozmowy z Georgem Bushem. Muszę przyznać, że jak robiłam wywiad z Catherine Denevue to byłam załamana, bo na rozmowę przyszła zimna, wystudiowana, zniechęcona, zmęczona odpowiadaniem na pytania i zirytowana upływem lat gwiazda. Zobaczyłam kreację i byłam nią przerażona. Z drugiej zaś strony, gdy rozmawiałam z Sophią Loren to zobaczyłam pełną życia i wigoru kobietę, która zdecydowała się reklamować makaron, bo kocha życia. Ujrzałam wielką indywidualność i rewelacyjną babkę, która poświeciła mi więcej czasu niż miała. Są zatem też i zaskoczenia wśród gwiazd, ale jeśli miałabym wskazać ludzi, którzy naprawdę mnie interesują, to zawsze będą to ci zwykli.


W czasie swojej przygody z telewizją prowadziła Pani z Jurkiem Owsiakiem program młodzieżowy „Róbta, co chceta”. Jak ocenia Pani pomysł powstania O.TV, czyli telewizji Owsiaka na platformie cyfrowej N?
Sądzę, że jest to genialny pomysł. Uważam Jurka za człowieka, który zawsze wyprzedzał czasy, w których żył. Taki też był jego program „Róbta, co chceta”. Był inteligentny, prześmiewczy, kabaretowy. Nowatorska była jego estetyka i przesłanie. Byliśmy z innej bajki, głównie przez sposób myślenia, ale nie tylko. Orkiestra również wyprzedziła swój czas. Swoją skutecznością, wiarygodnością i efektywnością. Uważam, że decyzja Jurka o odejściu jest kolejnym, znakomitym posunięciem. Jestem przekonana, że stworzy coś wspaniałego w tym kanale. Wymyśli na pewno coś rewolucyjnego, bo on sam w sobie jest chodzącą rewolucją. Jurek zawsze miał genialne pomysły i jego wybicie się na niezależność przez własną stację to świetny pomysł. Myślę, że ten kanał będzie po to, żeby pokazywać pozytywne oblicze młodzieży. Moim zdaniem, to będzie Rock&rollowe Discovery.


Czy zgadza się Pani ze stwierdzeniem, że era prezenterów telewizyjnych dobiega końca?
Era prezenterów, którzy pojawiają się między programami nic sobą nie wznosząc już się skończyła, ale era człowieka w telewizji nigdy nie dobiegnie końca. Prezenter telewizyjny jest osobowością i showmanem, który wypełnia sobą przestrzeń telewizyjną. Na pewno nie skończy się era prezenterów-gospodarzy, bo są oni niezbędni, żeby nadać ludzki, ciepły charakter telewizji. Prezenter, który pojawia się przed programem, tylko po to, aby powiedzieć co Państwo zobaczą, albo usłyszą nie jest już potrzebny, bo wypiera go kultura obrazkowa, czyli zwiastuny. Kiedyś prezenterzy byli po to, żeby podtrzymywać temperaturę i napięcie między programami. Teraz telewizja tak się rozwinęła i tak przyspieszyła, że potrzebni są prezenterzy w postaci wielkich osobowości o ogromnej energii.


Czy Agata Młynarska jest taką „wielką osobowością o ogromnej energii”?
Jeśli chodzi o energię to chyba tak, natomiast osobowość ciężki mi ocenić. Jedni pewnie uważają, że tak, inni, że nie. Ja na to pytanie nie mogę odpowiedzieć. Na pewno jestem osobą na tyle wyrazistą, żeby jednych zachwycać, a innych wkurzać, ale sukces osoby medialnej to budzenie emocji. I tych pozytywnych, i tych negatywnych, bo tylko wtedy następuje iskrzenie. Ja jestem osobą, która wywołuje i jedne i drugie i bardzo dobrze, bo telewizja musi wywoływać emocje.


Rozmawiała Małgorzata Roman

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami!

Naciskając przycisk Subskrybuj, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszymi zasadami Prywatność Prywatności oraz. Regulamin. Możesz się też z kontaktować z nami.
Add a comment Add a comment

Dodaj komentarz

Previous Post
4,56 mln widzów „Skazanego” m 479028

4,56 mln widzów „Skazanego”

Next Post
Onet.pl pomoże Operze zdobyć użytkowników m 1174

Onet.pl pomoże Operze zdobyć użytkowników





Reklama