Joanna Stopyra: Jak wynika z Pani CV z marketingiem jest Pani związana właściwie od początku kariery zawodowej, ale finanse to zupełnie nowa branża....
Dorota Haller: Zgadza się. Jestem marketingowcem i pr-owcem z krwi i kości. Komunikacją zajmuję się od 20 lat. A ponieważ wyzwania mnie motywują i je uwielbiam, to zmieniając pracę, zawsze zmieniam branżę. Nie jestem klasycznym człowiekiem FMCG, czy finansów. To pozwala na wejście w nową branżę ze świeżym spojrzeniem i nieszablonowymi pomysłami, na spojrzenie na markę i ofertę z innej perspektywy. Lubię „chodzić“ w butach klienta i patrzeć jego oczami.
W takim razie, co Pani wniosła swoją osobą do BNP Paribas?
Myślę, że oprócz właśnie świeżego spojrzenia osoby z zewnątrz, wniosłam różnorodne doświadczenie, w tym cenne z branży usługowej. Przez prawie 5 lat pracowałam w Polskich Liniach Lotniczych LOT. I choć może sie to wydać zaskakujące, to dostrzegam szereg podobieństw pomiędzy lotnictwem i finansami.
Na czym polegają te podobieństwa?
Jest ich wiele, ale na przykład jest podobna segmentacja rynku, grup klienckich. Poza tym w obu branżach wykorzystywane są te same narzędzia marketingowe np. lojalizacji.
Claim BNP Paribas: Bank zmieniającego się świata wskazuje na dynamizm jego działalności, elastyczność szybkie reagowanie na otoczenie. Nadążenie za zmianami, to ogromne wyzwanie dla marketera.
Bank zmieniającego się świata
To prawda. Globalnie bank komunikuje się właśnie tym hasłem. Jest to nasze hasło korporacyjne. Lokalnie, na polskim rynku przyjęliśmy claim: Porozmawiajmy o Twoich planach. Nasza strategia komunikacyjna jest inna od wielu banków w Polsce, które swoje działania opierają na ambasadorach marki, czyli celebrytach. W BNP Paribas staramy się dokładnie rozumieć potrzeby ludzi i na nie odpowiadać. Tak też komunikujemy się z rynkiem. Chcemy być i jesteśmy blisko ludzi – dosłownie i w przenośni. Poza tym, przy tak młodej marce jak BNP Paribas na rynku polskim, bardzo ważne jest budowanie świadomości marki. I to jest obecnie moje największe wyzwanie.
Czym się wobec tego Pani obecnie inspiruje? Co nakręca Panią do działania?
DH: Motorem moich działań jest zdecydowanie sukces (śmiech). Mojego zespołu i mój. Wierzę w „team spirit“. Nawet ten najmniejszy sukces motywuje. Inspiruje mnie klasyczna szkoła marketingu. Zawsze mam w głowie cytat Jack‘a Trout‘a „Differentiate or die“. Uważam, że można zmieniać świat, także świat biznesu, niekoniecznie inwestując wiele milionów i czekając na efekt przez szereg miesięcy. W przypadku marek usługowych, istota sukcesu często tkwi w drobnych czynnościach, które pokazują, że marce zależy na kliencie. Jak mawia mój szef o bankowości detalicznej „retail is detail“. Clue pracy skutecznego marketera to rozumienie potrzeb klienta i właśnie to mnie interesuje. Lubię pracować z ludźmi. Gdybym nie była marketerem, pewnie zostałabym psychologiem. Jeśli mówimy o inspiracji, to muszę jeszcze wspomnieć o szeroko rozumianym designie, kinie, teatrze i balecie. Ostatnio byłam na fenomenalnej premierze „Snu nocy letniej“. Twórczy aspekt życia jest dla mnie źródłem wielu przemyśleń i pomaga mi w mojej pracy, pomimo tego, że marketing jest dziedziną mocno biznesową...
Marketing zdaje się być taką dziedziną, która czerpie zarówno ze sztuki, jak i z biznesu.
Marketerzy zdecydowanie powinni znać trendy, wiedzieć co w danym czasie ludzi interesuje, co w trawi piszczy w Polsce, Europie i na świecie. Ja nowinki z szeroko pojętego lifestylu śledzę w internecie na portalach Pinterest, Twitter, Facebook... Jestem bardzo digitalowa
Padło właśnie słowo, które przez wielu marketerów utożsamiane jest z przyszłością. Według Pani co jest przyszłością marketingu?
Przyszłość marketingu: mobile
Zdecydowanie mobile. Myślę, że smartphony i tablety zmienią totalnie konsumpcję internetu, mediów. Ta rewolucja już dzieje się na naszych oczach.
