Joanna Stopyra: Od czego zaczyna Pan dzień?
Krzysztof Nagodziński: Nie jestem smakoszem kawy, nikt więc nie znajdzie mnie w biurowej kuchni od rana. Od razu kieruje się do gabinetu, rozpoczynając dzień od sprawdzenia poczty elektronicznej. Później czas wypełniają liczne spotkania i wiele ważnych telefonów.
Jest takie powiedzenie, że "pierwsza godzina dnia jest jego sterem". Brian Tracy w jednej ze swoich książek rekomenduje, aby początek dnia poświęcić na rozwój swojej wiedzy w obszarze, który nas interesuje, na mądre zaplanowanie dnia. Biorąc pod uwagę tempo w jakim żyjemy i ciągłe podłączenie do świata online, to dość trudne…
Ja rozwiązuję to w innym sposób. Mieszkam pod Warszawą, więc w drodze do pracy w samochodzie spędzam godzinę, drugą jak wracam. Mam więc dwie godzinny dziennie na przemyślenie wielu spraw, zaplanowanie harmonogramu każdego dnia. Cały plan mam w głowie: z kim się spotkać, jakiego maila wysłać, do kogo zadzwonić. Być może jest mi łatwiej takie rzeczy zapamiętać, bo mam ścisły umysł. Skończyłem studia inżynierskie, więc w pewnym sensie nie jestem typowym marketerem.
A co to znaczy być typowym marketerem?
Myślę, że ludzie z tej branży często postrzegani są jako wizjonerzy, ale nie w pełni orientujący się w liczbach, w biznesplanie. Muszę przyznać, że dzisiejszy dział marketingu jest bardziej skomplikowany niż był jeszcze kilka lat temu.
Pan z marketingiem związany jest już kilkanaście lat..
Tak, studia na UW skończyłem w 1997 roku. Następnie dwa lata studiowałem na SGH na Podyplomowych Studiach „Zarządzanie Marketingiem w przedsiębiorstwie”. Tuż przed obroną pracy magisterskiej zacząłem pracę dla Hasbro, światowego lidera zabawek premium. Byłem tam odpowiedzialny między innymi za wprowadzenie na polski rynek Furbi. To jedna z pierwszych interaktywnych zabawek na świecie, która zrobiła furrorę, także w naszym kraju. Później przeszedłem do Staedtlera, niemieckiej firmy artykułów biurowych, a od 2001 należę do zespołu polskiego oddziału międzynarodowego koncernu BSH Bosch and Siemens Home Appliances Group.
Był Pan więc odpowiedzialny za działania marketingowe w różnych branżach. Mówi Pan, że marketing jest dziś bardziej skomplikowany niż parę lat temu. Jak w takim razie marketing ewaluował? Co jest obecnie wyzwaniem marketingu?
Dzisiaj, coraz trudniej jest zaspokajać potrzeby klienta. W końcówce lat 90-tych wiele firm wchodziło na polski rynek, marketing był z kolei w początkowej fazie rozwoju. Ograniczał się do reklamy marki czy produktu w prasie lub w telewizji. Obecnie marketing jest zupełnie innym obszarem. Wyróżniłbym dwie jego części: Product Marketing i Brand Marketing.
Na jakich narzędziach opiera Pan działania marketingowe dla BSH?
W Polsce nadal dużą rolę odgrywa telewizja. W zeszłym roku robiliśmy badania odnośnie telewizyjnej kampanii naszych żelazek. Ten sam spot emitowaliśmy w Hiszpanii, Turcji i w Polsce. Jak pokazały badania, w wyniku tej kampanii w naszym kraju wzrosła sprzedaż oraz świadomość marki i produktu. Na pozostałych rynkach, od dawna nasyconych telewizją, produktami, jej wpływ nie był aż tak znaczący. W Polsce widać natomiast szybki wzrost znaczenia Internetu w komunikacji marketingowej. W przyszłości to właśnie ten kanał będzie wyznaczał trendy w tych działach.
Jakie działania w takim razie są skuteczne na innych rynkach?
Doradztwo, szkolenia dla sprzedawców oraz ekspozycja w punktach sprzedaży.
AGD to branża bliska prozie życia. Wydawać by się mogło, że ciężko zaprojektować dla takich produktów jak kuchenka, pralka, czy suszarka ciekawe kampanie, a jednak wam się udaje. Myślę tutaj np. o Siemens Fresh Look.
Tą kampanią chcieliśmy zakomunikować klientom w sposób nietypowy, że suszarka do ubrań jest potrzebnym sprzętem w gospodarstwie domowym tak, jak pralka czy lodówka. Do współpracy w roli jurorów konkursu związanego z kampanią Siemens Fresh Look zaprosiliśmy osoby związane z modą: Macieja Zienia oraz Karolinę Malinowską. Stworzyliśmy magazyn o tym samym tytule, który określiliśmy jako pierwszy społecznościowy magazyn o modzie, który tworzą czytelnicy. Chcieliśmy dotrzeć do odbiorców z pomysłem, a nie bezpośrednio z produktem. Nie spodziewaliśmy się, że projekt aż tak się rozwinie. Obecnie trwa już jego trzecia edycja. To potwierdza moje wcześniejsze słowa, że dziś marketing, aby być skuteczny, musi być niestandardowy.
I odwoływać się do emocji… co w przypadku pralek, czy lodówek jest dość trudne.
To prawda. Produkty AGD od zawsze są traktowane jako takie, które po prostu muszą być w każdym domu. Urządzając mieszkanie mówimy: muszę kupić płytę, zmywarkę, lodówkę. Nie mamy do nich podejścia jak do designerskich mebli. Nam zależy na satysfakcji klienta. Chcemy, żeby klient kupując nasz produkt, był pewny, że dokonuje najlepszego wyboru. Przekazujemy mu ważny komunikat: kupując zmywarkę, kupujesz na kilkanaście lat produkt, dzięki któremu zaoszczędzisz swój czas, zużycie wody, czy prądu. Pokazujemy, że odpowiedni wybór AGD wpływa później na jakość naszego codziennego życia w pewnym sensie. Dlatego ważne jest, by dokonując zakupu, pamiętać o parametrach technicznych, a nie kierować się jedynie niską ceną. Powinniśmy być świadomi tego, że zakup dobrego produktu, oznacza inwestycję na lata.
Może design jest sposobem na to, żeby zmienić percepcję sprzętów AGD?
