Wniosek o zawieszenie prezesa publicznej telewizji złożył poseł SLD Bogdan Lewandowski. Uzasadnił to materiałami, które są dostępne dla komisji, a także zarzutami Adama Michnika wobec TVP o nierzetelne relacjonowanie zeznań składanych przez niego przed ową komisją.
– Mam wrażenie, że sposób relacjonowania moich zeznań przed wielce szanowną Komisją prowadzi do okłamania opinii publicznej – powiedział w poniedziałek przed komisją Adam Michnik, redaktor naczelny Gazety Wyborczej, który nagrał na dyktafon propozycję łapówkarską, jaką Lew Rywin złożył Agorze. O świadome wprowadzanie w błąd opinii publicznej Michnik oskarżył również Polską Agencję Prasową.
Oprócz KRRiT, która odpowiedziała, iż zawieszenie prezesa publicznej telewizji nie leży w jej kompetencjach, członkowie komisji zwrócili się również do prokuratora generalnego. Chcą, aby przeprowadził on czynności śledcze wobec Kwiatkowskiego. Chodzi tu o m.in. zabezpieczenie billingów, dokumentów i dysków twardych szefa TVP.
Jak powiedział Jan Maria Rokita z Platformy Obywatelskiej, członek komisji, w świetle zeznań Adama Michnika może się okazać, iż Robert Kwiatkowski jest podejrzany w tej sprawie.
Na stronach internetowych TVP można było przeczytać w niedzielę artykuł pt. „Pamięć Michnika”. – Z tego felietonu wynika, że jedyne co miałem Komisji do powiedzenia to to, że nic nie pamiętam albo, że zasłaniam się tajemnicą dziennikarską co do prowadzonego przez Gazetę śledztwa – mówił przed komisją Adam Michnik.
– Co więcej, czytamy na tej karcie internetowej co następuje: „podczas przesłuchania ujawniono, że zeznania jakich udzielił prokuraturze prezes TVP Robert Kwiatkowski wskazują, że ktoś ze środowiska Agory i Gazety Wyborczej był inicjatorem propozycji łapówkarskiej jaką złożył Lew Rywin” – mówił Michnik.
– I dalej: „Michnik odmówił odpowiedzi na pytanie, kto według jego przypuszczeń mógł stać za propozycją. Dalej: 'przy szczegółowych pytaniach redaktor naczelny Gazety Wyborczej często mówił, że nie pamięta, nie pamięta czy rozmawiał o sprawie z prezydentem, czy były próby nacisku na niego” – kontynuował zeznania przed komisją redaktor naczelny Gazety Wyborczej.
Tymczasem, jak poinformowali przedstawiciele Telewizji Polskiej, pojawienie się tej informacji na jej stronach internetowych było „efektem nałożenia się na siebie dwóch tekstów”. Wobec osoby odpowiedzialnej za tekst mają „zostać wyciągnięte konsekwencje”.
– Jak ja dziś na to patrzę, to w moim przekonaniu ta koncentracja mediów, ten punkt, który w Agorę godzi to była zasłona dymna. Istota rzeczy: ten zapis otwierał drogę do prywatyzacji Dwójki. To jest istota rzeczy. Ktoś Dwójkę chciał sprywatyzować i na tym zarobić duże pieniądze. A tutaj Agora mu mogła przeszkadzać. To są spekulacje, wszystko. Ja tego nie potrafię udowodnić inaczej niż logicznym rozumowaniem. Dlatego nie wymieniam żadnych nazwisk – mówił Michnik.