„W ciągu kilku dni niemal wszystkie telewizje przeszacowały ograniczenia: większość filmów dozwolonych dotąd za zgodą rodziców dziś jest dostępna od lat 12, podobnie większość filmów tylko dla dorosłych okazała się dozwolona od 16 lat.” – czytamy w Gazecie Wyborczej.
„Co tydzień repertuar telewizyjny aż pęka od takich wątpliwości, a do tego jesteśmy świadkami swoistego wyścigu: kiedy jedna ż anten TVP pokazuje film >Cześć, Tereska< wyłącznie widzom dorosłym, inna gotowa jest go pokazać już licealistom. To nie pierwsze takie przeszacowanie granic wieku. Kiedy reklamy wkraczały do naszej telewizji (w czasach siły wodospadu i pewnej takiej nieśmiałości), granic wieku nie było wcale, bo toczyła się walka o jak najszerszą widownię i rynek spotów.” – pisze Gazeta Wyborcza. „Obecny liberalizm też da się przełożyć na pieniądze: według nowych przepisów filmów od lat 16 nie wolno pokazywać przed 20:00. Najzabawniejsze jest jednak to, że rozporządzeniu w sprawie kwalifikowania audycji lub innych przekazów mogących mieć negatywny wpływ na prawidłowy fizyczny, psychiczny lub moralny rozwój małoletnich towarzyszy obszerny załącznik, określający, jakie treści, zachowania, nawet słowa są odpowiednie dla danej kategorii wiekowej. W załączniku o zachowaniach seksualnych mówi się 15 razy, o przemocy razy 12, o agresji sześć, zaś każdy zakaz znajduje szerokie psychologiczne uzasadnienie.” – czytamy w Gazecie Wyborczej. „To zupełnie jak w osławionym Kodeksie Haysa. Tyle że Willa Haysa w Hollywood bali się wszyscy i choć kodeks jego imienia został zniesiony pół wieku temu, kino i telewizja wyzwalały się spod jego władzy dobre 40 lat. W Polsce potrzeby ustalania granicy wieku dla filmów od dawna nikt nie bierze serio: jakiekolwiek ograniczenie dostępności tytułu traktowane jest niemal jako zamach na wolność gospodarczą.” – pisze Gazeta Wyborcza.