Już od dwudziestu lat Instytut Pantone wskazuje kolor, który będzie wyznaczał trendy w nadchodzącym roku. W 2020 dominującym odcieniem miał być „zachęcający do wychodzenia poza schematy” Classic Blue. I choć w minionym roku pod wieloma względami wcale nie było kolorowo, to warto jednak przyłożyć do tego okresu wzornik barw marketingowych i podsumować 2020 właśnie z tej perspektywy.
Dominującymi kolorami ubiegłego roku z pewnością były między innymi: Eko Zielony wraz z licznymi działaniami proekologicznymi; Dumny Tęczowy, w ramach którego podejmowano wiele ważnych kwestii dotyczących społeczeństw LGBT+; czy też Kobiecy Róż z szeregiem aktywacji poruszających problem dyskryminacji płciowej. Kampanie tego typu, choć niezwykle istotne, nie wzbudziły we mnie jednak większego zainteresowania, ponieważ już od lat zajmują miejsce na pierwszym planie marketingowego pejzażu. Rok 2020 przykuł więc moją uwagę zupełnie innymi odcieniami. Mowa tutaj o Spleśniałej Zieleni, Zbutwiałej Bieli i Brązie Miesiąc Po Terminie – kolorach zgnilizny zdobiących Whoppera od Burger Kinga. Kolorach realizmu antyreklamy, która sporadycznie, ale niezwykle śmiało zdobiła malowniczy krajobraz marketingu w ubiegłym roku.
Czym właściwie jest antyreklama?
Jak w ogóle rozumieć pojęcie „antyreklamy”? Jest wiele prób opisujących i systematyzujących ten termin. Najczęściej wspomina się o odwróconej psychologii, szczerości czy burzeniu czwartej ściany jako wyznacznikach antyreklamy. Oprócz tego zwraca się uwagę na autotematyzm, humor, brak jawnego eksponowania produktu czy nawet samego logotypu marki. Akcentuje się także kwestię tego, że antyreklama stanowi całkowite „przeciwieństwo i zaprzeczenie standardowej reklamy”. Za jednego z prekursorów opisywanej formy marketingu podaje się przeważnie Volkswagena i jego kampanię z 1959 roku z hasłami „Think small” lub „Lemon” promującymi Beetla. Słownikowe ujarzmienie antyreklamy, wobec tak wielu różnych wyznaczników, staje się zadaniem trudnym i skomplikowanym. Nie chcę tu narzucać jakichś wyjątkowo ciasnych ram, w których próbowałbym ująć analizowany termin, jaki przecież z każdą nową kreacją ewoluuje i poszerza swoje znaczenie. W moim odczuciu antyreklamę można opisać w szeroko rozumianych kategoriach zaprzeczenia standardowej reklamy, w której o promowanym produkcie (lub usłudze) zawsze mówi się pochlebnie i podkreśla się jego atrybuty wraz z wyeksponowaniem logotypu marki. Tym wszystkim antyreklama nie jest. A jaka była w 2020 i czemu ma szasnę na stałe zagościć w kreacjach najbliższych lat?
Burger King i piękno pleśni
W lutym Burger King przygotował kontrowersyjną akcję „The Moldy Whopper” przedstawiającą flagowy produkt w dość niecodziennej odsłonie. W ramach aktywacji ukazano 34-dniowy timelapse pleśniejącej kanapki, która wizualnie nie miała nic wspólnego z apetycznością. Niemniej „niedoskonałości” burgera tylko pozornie były jego wadami. Końcowy komunikat („The beauty of no artificial preservatives”) świetnie pointował całą historię, próbując przekształcić początkowo negatywny wydźwięk ostatecznie na własną korzyść. Zjawisko antyreklamy zostało tu wyrażone za pomocą pokazania zupełnie nieapetycznego produktu, który zamiast smakowicie rozbudzać zmysły – odstręczał i odpychał. A jednak kampania zwróciła uwagę użytkowników i wywołała szeroką dyskusję w mediach społecznościowych.
Działanie marki można zatem rozpatrywać w kategoriach antyreklamy, która w przeciwieństwie do standardowych zabiegów marketingowych nie prezentuje wyidealizowanego świata czy produktu. Wręcz przeciwnie – eksponuje defekty, ale wyłącznie po to, by dokonać wolty komunikacyjnej i przekuć wady w swoje zalety. I choć antyreklama nie jest innowacyjnym środkiem wyrazu, to mam wrażenie, że w najbliższym czasie możemy być świadkami kontynuowania takiego trendu. Szczególnie że odzew i sentyment fanów Burger Kinga były w zdecydowanej większości pozytywne.
Trend został wykorzystany także przez polski oddział Burger Kinga, który w listopadzie opublikował na swoim fanpage’u komunikat zachęcający do zamawiania jedzenia również z innych restauracji. Tym samym marka próbowała wspomóc całą branżę w obliczu pandemicznych obostrzeń. I choć z takiego działania faktycznie mogą skorzystać wymienione w komunikacie brandy, to największe benefity trafiają finalnie do Burger Kinga, który buduje swój wizerunek na empatyczności.
Jednak wśród zabiegów antyreklamowych rzadziej spotyka się te w pełni zamierzone. Częściej dominują całkowicie przypadkowe i spontaniczne – niewynikające ze świadomego procesu. Taka sytuacja jest zawsze sporym wyzwaniem dla marki, której reakcja wpłynie na jej wizerunek i postrzeganie.
Antyreklama po polsku: Apart i bracia Golec
„Ofiarą” spontanicznej antyreklamy padł między innymi słynny już spot Apartu, którego przesłodzony i sztucznie wykreowany świat został sparodiowany przez Klub Komediowy. Reakcją marki była publikacja krótkiego komunikatu w komentarzu pod filmem: „Zrobiliście nam tym dzień. :D Już wiemy, kto będzie robił naszą kolejną reklamę! (…)”. W ten sposób Apart dokonał tak zwanego „embrace the meme”, w pełni akceptując rolę, jaką mu przypisano. Taki zabieg to najprostsza, ale wydaje się, że nadal skuteczna metoda dokonania zwrotu komunikacyjnego i przekucia krytyki w pozytywne konotacje z marką. Dla ukazania kontrastu warto tu wspomnieć o zupełnie przeciwnej reakcji braci Golec. Muzycy w 2017 roku upomnieli internautów, którzy przerobili jedną z piosenek zespołu. Artyści wezwali ich do usunięcia utworu łamiącego prawa autorskie, co oczywiście spotkało się z jeszcze większą falą memicznych przeróbek szkalujących Golców. Odpowiedź Apartu była zatem właściwą reakcją, dzięki której marka skutecznie uniknęła potencjalnego efektu Streisand, eliminując przy tym negatywny antyreklamowy wydźwięk.