Dark Mode Light Mode

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami!

Naciskając przycisk Subskrybuj, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszymi zasadami Prywatność Prywatności oraz. Regulamin. Możesz się też z kontaktować z nami.
Obserwuj nas
Obserwuj nas
Zawsze stoję po stronie twórców Budżet i 13389 big Zawsze stoję po stronie twórców Budżet i 13389 big

Zawsze stoję po stronie twórców

Z Jackiem Kulczyckim, prezesem OTO Film Studio, rozmawiamy o prowadzeniu domu producenckiego, koszmarach reklamowych i specyfice polskiego rynku.

Czym się zajmuje spółka, której właścicielem jest Jacek Kulczycki?
Jako OTO Studio Filmowe zajmujemy się w 90 proc. produkcją filmów reklamowych. Interesuje nas również produkcja filmów dokumentalnych i fabularnych. Działająca w ramach naszego holdingu Orka jest studiem postprodukcyjnym. Poza tym istnieje Laboratorium, które zajmuje się wywoływaniem filmów, ich transferem i wykonywaniem kopii. Posiadamy również studio dźwiękowe Cafe Ole.


Kilka lat temu mówił Pan, że próbujecie przełamywać monopol w dziedzinie obróbki taśmy filmowej, ale napotykacie problemy, ponieważ ciężko znaleźć zainteresowanych ofertą. Czy teraz sytuacja wygląda inaczej?
Tak, zdecydowanie inaczej. Rzeczywiście, ciężko było przełamać monopol państwowej wytwórni i przekonać do siebie producentów, którzy byli przyzwyczajeni, że filmy wywołuje się na Chełmskiej. Polscy producenci skażeni są pewnym konserwatyzmem. Na szczęście gospodarka w kraju ruszyła do przodu, koniunktura zaczęła się nakręcać, a nam dzięki cenom i jakości udało się przekonać producentów do współpracy. Jeszcze kilka lat temu w Polsce powstawało rocznie 15 filmów fabularnych. Teraz mamy ich dwa razy tyle, a jak grzyby po deszczu rosną sale kinowe. Co za tym idzie potrzebnych jest więcej kopii filmowych, a dla nas to powód do radości.


Czy widzicie dla siebie, wśród domów produkcyjnych, poważną konkurencję?
Tak, konkurencja jest ogromna. Mamy świadomość, że w tej chwili jesteśmy największym i najstarszym prywatnym domem produkcyjnym w kraju, ale nieuczciwie byłoby powiedzieć, że nie ma innych, dobrych firm produkcyjnych. Ich liczba oscyluje między 15, a 20. Uważamy się za firmę z pierwszej trójki w branży produkcyjnej. 


Pracujecie tylko na rynku polskim, czy pojawiają się też zlecenia zagraniczne?
Wychodzimy poza granice Polski. Laboratorium, będące częścią holdingu jakiś czas temu zdobyło rynek skandynawski. Pracujemy dla Danii, Szwecji i Norwegii, poza tym dla Ukrainy oraz dla krajów nadbałtyckich, które w ogóle nie posiadają swoich laboratoriów do wywoływania filmów. Dużo skorzystaliśmy na wejściu Polski do Unii Europejskiej. Wiadomo, że ceny u nas są niższe niż na rynkach zachodnich, ale dopóki istniały bariery i granice tak swobodny transfer usług był niemożliwy. Zainwestowaliśmy w promocję i udało nam się zdobyć udziały w rynkach zagranicznych.


Co, Pana zdaniem, czeka w najbliższych lata branżę produkcyjną?
Wszystko zależy od tego, o jakiej firmie mówimy. Jeśli chodzi o Laboratorium to na pewno trend rosnący będzie trwał, bo filmów, a co za tym idzie kopii filmowych będzie przybywało. Rynki, z którymi mamy do czynienia z pewnością też będą się rozwijać. Inwestujemy też w nowe technologie, bo pewnym jest, że prędzej, czy później taśma filmowa całkiem zniknie i zostanie zastąpiona techniką cyfrową. Już teraz 20 proc. filmów fabularnych, które powstają w Polsce zapisywanych jest na nośnikach HD. Będą też powstawały kina Digital Cinema, które będą wyświetlać nie z kopii filmowych, ale właśnie z nośników wideo.

Tak samo duży rozwój technologii nastąpi w branży postprodukcyjnej. Zarówno w muzyce, jak i w postprodukcji obrazu. Dziedzina efektów specjalnych również rozwinie skrzydła. I nie mam na myśli tylko efektownych eksplozji, ale też tak przyziemne rzeczy jak chociażby zaaranżowanie sceny z wróblami, którą zlecił nam Janusz Kamiński podczas pracy nad postprodukcją filmu „Hania”. Animacja 3D będzie się gwałtownie rozwijała. Gdybym trzy lata temu udzielał tego wywiadu, to powiedziałbym, że nie można stworzyć za pomocą komputera realistycznie wyglądającej sierści zwierzęcia. Teraz już wiem, że jest to jak najbardziej możliwe. Również produkcja filmów reklamowych będzie się rozwijać. Produkować będziemy bardziej profesjonalnie, szybciej, a do tego taniej.


Jak odnosi się Pan do inicjatywy powołania Stowarzyszenia Małych Agencji Reklamowych. Czy bylibyście Państwo zainteresowani przystąpieniem do takiego projektu?
Istnieje wyraźny podział na agencje reklamowe i domy produkcyjne i my, jako firma produkcyjna absolutnie nie chcemy wchodzić w kompetencje agencji reklamowych, bo mamy inne zadania. Uważam, że inicjatywa powołania SMAR jest słuszna, ale my raczej nie mamy z nią nic wspólnego.


Przy Krajowej Izbie Producentów Audiowizualnych powstała nowa sekcja – producentów filmów reklamowych. Do udziału w pracach nowej sekcji zgłosiło się 16 domów produkcyjnych, w tym Państwo. W przeszłości były już podejmowane próby zintegrowania środowiska, ale ostatecznie nigdy nie były one respektowane. Teraz będzie inaczej?
Tak, teraz będzie inaczej, ponieważ już widać pewne efekty naszej działalności. Rzeczywiście podejmowaliśmy wcześniej próby pojednania, próbowaliśmy zaznaczyć wspólne obszary działania i pokazać, że się lubimy. Teraz wyraźnie akcentujemy, że jesteśmy konkurencją, ale że mamy wspólne kwestie do uregulowania, chociażby umowy między domami produkcyjnymi, a agencjami aktorskimi. Zdecydowanie łatwiej jest nam prezentować stanowisko agencjom, kiedy jesteśmy zjednoczeni, a nie wtedy, gdy działamy w pojedynkę. Mamy przecież wspólne cele.


Realizacja jakiego spotu była dla Państwa najtrudniejsza? Który spot przysporzył nieoczekiwanych trudności albo okazał się wyzwaniem?
Jesteśmy dużą firmą i liczba realizowanych przez nas spotów waha się miesięcznie od 4 do 6, więc takich historii jest cała masa, ale wybiorę przykładową. Realizowaliśmy dla Orlenu spot reklamowy i zatrudniliśmy do niego znanego na świecie reżysera, specjalistę w dziedzinie motoryzacji. Ściągnęliśmy kaskaderów z Los Angeles, sprzęt z Londynu, a największym wyzwaniem okazało się wybranie miejsca do zrealizowania filmu. Okazało się, że reżyser uznał za najlepsze miejsce do nakręcenia filmu rondo Marszałkowska – Al. Jerozolimskie. Mieliśmy ogromny problem, żeby przekonać go, że realizacja spotu z pędzącymi bez kierowców autami w centrum miasta jest u nas niemożliwa i żadnym rozwiązaniem nie jest nawet zapłacenie miastu. W innych krajach jest to powszechna praktyka, a w Los Angeles 30 proc. budżetu miasta stanowią właśnie takie dochody. Na szczęście udało nam się znaleźć inne miejsce na zrealizowanie kaskaderskich wyczynów zatrudnionej ekipy.


Jak Pan ocenia, jako człowiek z branży, poziom polskich spotów reklamowych?
Wprawdzie istnieje w Polsce czołówka specjalistów od reklamy, wybitnie kreatywnych, ale niestety tylko sporadycznie zdarzają się reklamy na bardzo dobrym poziomie, które spokojnie mogą zdobywać nagrody na festiwalach. Większość osób zdaje sobie sprawę, że poziom polskich reklam nie jest najwyższy. Przyczyny tego są różne. Klienci często mają pretensje do agencji, że te są mało kreatywne. Same agencje zaś skarżą się czasem, że klient wywiera tak duży nacisk, że kreatywni nie mogą wykazać swojego talentu. Myślę, że problem leży gdzieś pośrodku. Podobne tendencje miały miejsce na całym świecie. Rynek angielski, uważany za ten, który ma najlepsze reklamy również nie jest pozbawiony licznych koszmarów reklamowych. Moja teoria jest taka, że do pewnego poziomu trzeba spokojnie, bez skoków dojść.


Zbliża się 15-lecie firmy. Największy sukces to…
To, że firma przetrwała 15 lat. OTO jest w tej chwili najstarszą, działającą na rynku firmą producencką i mimo, że mieliśmy lepsze i gorsze momenty, to jednak przetrwaliśmy i jesteśmy gdzieś w czołówce. Moim celem jest utrzymać firmę na takiej pozycji przez kolejne 15 lat albo i więcej.


Skończył Pan reżyserię. Czy to pomaga w prowadzeniu domu produkcyjnego?
Tak, pomaga. Kiedy zaczynałem tę działalność próbowałem połączyć dwa zawody – reżysera i producenta. Później okazało się, że nie da się pogodzić tych dwóch zajęć. Reżyser zazwyczaj dąży do czegoś innego niż producent, bo ten chce wyprodukować film w określonym czasie za określone pieniądze. Reżyser natomiast chce przede wszystkim zrobić jak najlepszy film i jego ograniczenia producenckie mało interesują. Przez pierwsze lata próbowałem to łączyć, a potem doszedłem do wniosku, że trzeba się za czymś opowiedzieć. Moje wykształcenie reżyserskie zdecydowanie pomaga, bo przez to, że byłem reżyserem zawsze stoję po stronie twórców.


Czy jest szansa, że jeszcze kiedyś na Pańskiej wizytówce pojawi się informacja „Jacek Kulczycki, reżyser”?
Na pewno nie, ponieważ uważam, że jeśli z czegoś się zrezygnuje albo nie wykorzysta w odpowiednim momencie to nie ma, co do tego wracać. Na wizytówce raczej będzie widniało „producent” niż „prezes zarządu”, ale już nie „reżyser”.


Rozmawiała Małgorzata Roman

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami!

Naciskając przycisk Subskrybuj, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszymi zasadami Prywatność Prywatności oraz. Regulamin. Możesz się też z kontaktować z nami.
Add a comment Add a comment

Dodaj komentarz

Previous Post
Absolut globalnie, ale nie w Polsce TBWA i 13383 big

Absolut globalnie, ale nie w Polsce

Next Post

Sopot Festival po raz kolejny





Reklama