intrygujący wizualnie, czy może tylko lansuje graficznie niedopracowanie…
Tomasz Kosiński, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika Aktivist
+ Tytuł. Słowo „Lans” jest już nieco wysłużone i budzi mieszane uczucia, lecz skutecznie zapada w pamięć.
+ Wyrazista okładka. Jej najmocniejszym punktem nie jest jednak zdjęcie, tylko zajawki „udające” odblaskową naklejkę – to one przyciągają uwagę.
– Niestety tylko okładka jest graficznie dopracowana. Layout boleśnie rozczarowuje. Jest kompletnie niespójny, magazyn sprawia wrażenie monstrum zlepionego z kilku przypadkowych części. Zazwyczaj jest skrajnie przeładowany grafiką i kolorem, jednak zdarzają się takie kwiatki jak prościutka ostatnia strona, która wydaje się pochodzić z zupełnie innego tytułu. Ogólnie rzecz biorąc miało być chyba modnie i kolorowo, wyszło nieudolnie i zupełnie nieczytelnie. Niektórych tekstów po prostu nie dałem rady przeczytać.
– Tę sytuację pogłębia średnia jakość druku, która kojarzy się raczej z magazynem dla studentów, niż z tytułem który, jak rozumiem, ma być w jakimś stopniu ekskluzywny.
– Zadziwia nieco sposób redagowania tekstów. Mam tu na myśli zabawy ze znakami przestankowanymi – zamiast cudzysłowu czy nawiasu pojawiają się slashe w różnej ilości. Powstają w tenże sposób takie potwory jak (uwaga, to dokładny wyimek z wywiadu, łącznie z dwukropkiem) : // – A, niech będzie Diablo//. Bardzo ciężko się do tego przyzwyczaić, to pole zdecydowanie nie jest dobrym miejscem do poszukiwań oryginalności w czasopiśmie.
– No i same teksty. Na razie sporo quasi-filozoficznych rozważań o lansie jako takim, a właściwego lansu (czyli o rzeczach świeżych i modnych) mniej. Oryginalnym pomysłem jest gra planszowa w środku pisma, jednak znowu szata graficzna nieco utrudnia potencjalną zabawę. Ponad to felietony, wycinanka, ciekawostki, profile „nowych twarzy”. Na razie bez błysków.
– Sesje, a raczej jedna sesja mody. Zupełnie nijaka.
Pierwszy numer Lansu sprawia wrażenie co najmniej niedopracowanego. W zasadzie można poprzestać na krytyce szaty graficznej, ponieważ dyskwalifikuje ona całość, niezależnie od jej zawartości.
Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek tak bardzo zmęczył się podczas czytania. Zastanawiam się kto poza mną będzie gotowy podjąć podobny trud, bo nie widzę zupełnie targetu pisma. Dla czytelników aspirujących do miana lansiarzy może być ono niezrozumiałe, a dla właściwych hipsterów (osób intensywnie podążającymi za trendami) nieco nie na czasie i, jakby to powiedzieć, mało lansiarskie.
Paweł Palikot, grafik i projektant, dyrektor artystyczny tytułów Marie Clare i Maxim
+ Ładne logo, ale gwiazdek używa już Machina. Czy nie ma innych symboli graficznych?
+ Ładna okładka zapowiadająca pismo w stylu A4. Dobre wrażenie jednak pryska zaraz po zajrzeniu do środka.
+ i – za Pawła Sito. Można się było spodziewać lepszego produktu w stylu Machiny, a nie darmowej gazetki.
– Brak przejrzystości, brak nawigacji, brak konsekwencji w budowaniu stron. Gdzie są te działy, które zapowiada spis treści?
– Layout ani nowoczesny, ani indywidualny, bez stylu, słaba typografia.
– Otwarcia sekcji z mocną nawigacją (to plus), ale za to zaprojektowane cieżko, po prostu brzydko
– Zbyt dużo starych pomysłów na rozwiązania graficzne. Kolaż rozwiązań widzianych kilka lub kilkanaście lat temu. Generalnie projekt zrobiony bez polotu.
Monika Żyła – Kwiatkowska, projektantka makiet czasopism Tylko Rock, Aktivist, Exklusiv, Przegląd Sportowy, Insider i Kino
+ Ciekawa winieta, Lans zapowiada „hi-tekowo – dynamiczny” charakter pisma.
+ Interesujące poszczególne rozkładówki.
+ Pomysłowy graficznie dział asortyment.
– Za mało charakterystyczny i niezbyt nowatorski projekt.
– Brak pomysłu na makietę – brak spójności poszczególnych działów, brak konsekwentnej kompozycji, zła nawigacja – trudno znaleźć działy w magazynie, kompletny brak rytmu.
– Każdy materiał w innym stylu graficznym, brak oddechu w kompozycji.
– Typografia nieumiejętnie dobrana. Font niecharakterystyczny, w zbyt wielu odmianach, ze złą interlinią w tekście.
– Nieczytelne tytuły, słabe nagłówki, wszystko przypomina eksperymentowanie w rodzinie fontu, a nie sprawne poruszanie się w typografii.
Grafika magazynu nie zachęciła mnie do zapoznania się z zawartością. Projekt Lansu nie jest ani nowatorski, ani „lanserski”. Projekt nie czyta się jako makieta. Jest to raczej zbiór obrazów i plakatów wsadzonych we wspólną okładkę.
Poszczególne działy wyrwane z kontekstu makiety mają dosyć ciekawe rozwiązana graficznie, jednak magazyn w całości robi wrażenie zlepku rożnych istniejących wydawnictw lifestylowych. Brak charakteru w makiecie spowoduje, że projekt nie zapada w pamięć.
Rafał Szczepaniak, malarz, grafik, fotograf
+ Ciekawe, oryginalne i czytelne logo magazynu.
+ Intrygująca modelka na okładce.
+ Dobre zdjęcia.
– Magazyn jest bardzo niespójny, rządzi nim chaos i brak proporcji.
– Mało atrakcyjna typografia, dobór czcionek, ich wielkość i ułożenie (np. zbyt szerokie kolumny, zbyt duże światło międzyliterowe, za mała interlinia) nie zachęca do czytania.
– Zbyt duża ilość elementów, rozkładówki są ciężkie i zdecydowanie brakuje w nich światła.
– Brak stałych elementów spajających pismo.
– Lans sprawia wrażenie składanego na szybko, bez pomysłu, z dużą ilością zapożyczeń z innych polskich pism o podobnej tematyce.