Dark Mode Light Mode

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami!

Naciskając przycisk Subskrybuj, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszymi zasadami Prywatność Prywatności oraz. Regulamin. Możesz się też z kontaktować z nami.
Obserwuj nas
Obserwuj nas
W Polsce dominuje smutna przeciętność Paralotna i 11049 big W Polsce dominuje smutna przeciętność Paralotna i 11049 big

W Polsce dominuje smutna przeciętność

W jakich okolicznościach Paralotna zadomowiła się na rynku i jakie były kulisy nagradzanych kampanii firmy Nikon wyjaśnia Michał Holewjusz, dyrektor kreatywny agencji.

Mediarun.pl: Paralotna. Co oznacza nazwa agencji?
Michał Holewjusz: Zakładałem firmę z Pawłem Lisem. Tworzyliśmy zatem parę, a naszą ambicją było tworzenie rzeczy naprawdę kreatywnych, czyli lotnych. Stąd Paralotna.


Zamieniliście pracę w sieciowej agencji na własny biznes. Czy doświadczenia zdobyte w teamach kreatywnych przydały się przy realizacji pierwszych projektów pod nowym szyldem?
Przydały się doświadczenia, niestety nie kontakty. Wynieśliśmy stamtąd na pewno umiejętność pracy w dużym stresie i olbrzymim tempie. Ostatni rok pracy to było nieustające pasmo przetargów. To hartuje. Robiliśmy wszystko, duże kampanie wizerunkowe, produktowe, promocje, BTL. Umieliśmy poruszać się na każdym polu. Ale własna firma to i tak zupełnie inna historia…


Początki były trudne – pierwsza siedziba agencji to 10 metrów kwadratowych w warszawskim centrum handlowym. Jak wspomina Pan ten okres?
Z perspektywy pięciu lat to był radosny okres. Cechował mnie raczej niezdrowy optymizm, który teraz trudno mi nawet wytłumaczyć. Miałem ogromny pokład energii i ogromną wiarę, że musi się udać. Nie do końca też chyba wiedziałem, co ma się udać. Przede wszystkim chciałem robić dobre, kreatywne kampanie… Nie było jakiegoś konkretnego celu biznesowe, czy jasnego planu rozwoju.


Pamięta Pan pierwszego klienta agencji?
Oczywiście. Na początku biegałem po wszystkich kogo znałem i pokazywałem portfolio, przekonując wszystkich, że jesteśmy najlepsi. Ale życie szybko zweryfikowało mój zapał i nie udało nam się nic zrobić dla klientów, których wcześniej znaliśmy z innych miejsc. Musiałem działania new bussinesowe zaczynać od początku i tak trafiliśmy na telewizje muzyczna Viva Polska, Roto Frank i Novartis, gdzie wygraliśmy pierwsze przetargi. To dało pierwsze pieniądze na zakup sprzętu i zatrudnienie kogoś, a w oczach rynku rosła nasza wiarygodność.


Branża zwróciła na Was uwagę w momencie startu kampanii Nikona. Dzięki kreacjom Paralotnej firma w rekordowo krótkim czasie zdobyła dużą część rynku, jest również jedną z najlepiej rozpoznawalnych marek aparatów fotograficznych w Polsce.
Nie do końca. Przed Nikonem było kilka bardzo fajnych kampanii, ale musze się zgodzić, że z Nikonem zrobiliśmy kilka bardzo dobrych kampanii. Ich sukces jest w tym wypadku także naszym sukcesem.


Odbierając nagrody za projekty podkreślali Państwo, że tego typu kreacje mają szansę zaistnieć dzięki odwadze klienta. Tymczasem kolejne kampanie produktów Nikona będą już adaptacją zachodnich pomysłów centrali…
Tak i nie. Klient wykazał się dużą odwagą robiąc kampanie lokalnie, wbrew zaleceniom centrali. Ale bastion nie może trwać wiecznie. Dlatego adaptowaliśmy jedną kampanię, która nie przyniosła oczekiwanych efektów. Na szczęście działania Nikona nie ograniczały się do tego jednego produkty i tej jeden kampanii. Ale teraz znowu pojawia się szansa… Jako jedyna polska agencja dostaliśmy srebrne Effie, a wyniki sprzedaży były fenomenalne. Połączyliśmy w działaniach dla Nikona ciekawą strategię komunikacji z bardzo dobrą kreacją i wynikami sprzedaży. O to mi chodzi w reklamie.


Wspomniane Effie, dwie Kreatury, wyróżnienie na konkursie Złote Orły i pięciu nowych klientów – to bilans ubiegłego roku. Co może Pan dodać do tego zestawienia?
To statystyka. Ważniejsze jest dla nas poczucie własnej wartości i zaufanie klientów. Nagrody na festiwalach pomagają budować nasza markę i są jakimś drogowskazem dla marketerów. Ale to nie wszystko, ważna jak pracujemy z klientem na co dzień, jak staramy się przy kolejnym zleceniu, czy nadal nam zależy. Czasami łatwej zdobyć nowego klienta niż utrzymać starego. To nie nasza filozofia.

Do tego zestawienia mogę dodać jeszcze to ze mamy bardzo dobry i zgrany zespół. Praca w agencji to praca zespołowa. Sukcesy agencji to nie sukcesy jednej osoby.


Czy może Pan ujawnić jak wyglądał 2005 rok dla agencji pod względem finansowym?
Porównywalnie z latami poprzednimi. Zmieniła się natomiast nieco struktura zarobków. Mniej było produkcji np. drukarskich a więcej sprzedawaliśmy samej kreacji. W tym roku jesteśmy w trakcie kilku produkcji kilku spotów telewizyjnych wiec nasze obroty w 2006 na pewno wzrosną.


Jak ocenia Pan obecną kondycję polskiego rynku reklamy?
Rynek reklamowy to bardzo pojemne pojęcia. Jest ożywienie, ale klienci przyzwyczaili się do kosztów, które ograniczali w okresie recesji. Już dawano skończyło się eldorado. Została ciężka praca. Jeśli chodzi o poziom reklamy w Polsce to jest kilkanaście czy kilkadziesiąt osób nawet bardziej niż firm, które robią dobre rzeczy. Dominuje smutna przeciętność.


Rozmawiał Łukasz Macheta

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami!

Naciskając przycisk Subskrybuj, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszymi zasadami Prywatność Prywatności oraz. Regulamin. Możesz się też z kontaktować z nami.
Add a comment Add a comment

Dodaj komentarz

Previous Post
Paweł Reszka współpracuje z Radiem Zet m 1251

Paweł Reszka współpracuje z Radiem Zet

Next Post

Sołowow nie wyda ogólnopolskiego dziennika





Reklama