Maciej Kozielski: Serwis Dziennik.pl był zapowiadany od kilku miesięcy. Czym spowodowane było opóźnienie w uruchomieniu projektu?
Piotr Bugajski: Nie ogłaszaliśmy konkretnego terminu startu serwisu w obecnej wersji. Późną wiosną uruchomiliśmy czysto promocyjną stronę Dziennika. A jeśli później pojawiały się jakieś terminy dotyczące startu nowej wersji, to były to spekulacje prasowe.
MK: W jaki sposób chcecie Państwo przyciągnąć internatów? Czym będziecie się wyróżniać na tle innych internetowych wydań gazet?
PB: Żaden dziennik w Polsce nie ma własnej strony internetowej z informacjami, które są aktualizowane tak często, a jednocześnie pisane przez zespół dziennikarzy, tworzących osobną redakcję. Najczęściej są to informacje po prostu ‘przeklejane’ z agencji. My sami piszemy teksty i sami zdobywamy newsowe informacje.
Czym chcemy się wyróżniać? Szybkością działania, aktualnością, wszechstronnością w informowaniu o tym, co ważne i ciekawe. Przywiązujemy też dużą wagę do multimediów, np. materiałów wideo – nawiązaliśmy w tym celu współpracę z telewizją CNN. Dzięki temu można u nas zobaczyć filmowe relacje z najważniejszych wydarzeń na świecie. Wyróżnikiem jest też bogaty serwis zdjęciowy. Nasze ‘Fotowiadomości’ przedstawiają najważniejsze wydarzenia dnia właśnie w formie zdjęciowej wraz z odsyłaczami do artykułów na aktualne tematy. Atrakcją serwisu są też ‘Wirtualne Podróże’ – fotograficzne panoramy ciekawych miejsc, które pozwalają internautom ‘spacerować’ np. po pomieszczeniach Pałacu Prezydenckiego. To jeden z tych elementów serwisu, który chcielibyśmy intensywnie rozwijać.
MK: Nie obawiacie się Państwo, że uruchomienie serwisu Dziennik.pl wpłynie na spadek sprzedaży Dziennika, choćby poprzez publikowanie treści z drukowanego wydania w Internecie?
PB: Nie. Przeciwnie. Mamy nadzieję zdobyć sympatię jeszcze większego grona czytelników zarówno papierowego, jak i internetowego wydania Dziennika.
MK: Dziękuję za rozmowę.