Dark Mode Light Mode

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami!

Naciskając przycisk Subskrybuj, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszymi zasadami Prywatność Prywatności oraz. Regulamin. Możesz się też z kontaktować z nami.
Obserwuj nas
Obserwuj nas
Dziennik.pl rozczarował Artegence i 12486 big Dziennik.pl rozczarował Artegence i 12486 big

Dziennik.pl rozczarował

Przedstawiciele agencji Zentropy Partners, Click5, FFCreation, Artegence, Heureka i MindChili rozbierają Dziennik.pl na czynniki pierwsze.

Bartosz Gołębiowski, dyrektor kreatywny Click5
Wpisując adres www.dziennik.pl w przeglądarce ciekaw byłem w jaki sposób projektanci nawiązali do szaty graficznej wydania papierowego. Okazuje się jednak, że wydanie internetowe gazety niewiele łączy graficznie z jej drukowanym protoplastą.

Zestawienie ogromnej ilości czerwonych apli i akcentów, przejść tonalnych we wszystkich nagłówkach działów, wirującej kuli ziemskiej w logo (!), pulsującego i migającego 'tickera’ umieszczonego w nagłówku, animowanych fotografii w prawej kolumnie tworzy wręcz jarmarczny efekt i sprawia, że ciężko się skupić na istotnych treściach. Tak silne podkreślenie elementów nawigacyjnych i pomocniczych (nagłówki, pasek z datą i imieninami) jest dosyć zagadkowym zabiegiem. Czy to właśnie na nie czytelnicy powinni zwracać uwagę? A jeżeli tak, to dlaczego?

Z drugiej strony layout dziennika.pl jest dosyć przejrzysty i standardowy. Strona główna nie przytłacza ilością treści, co często jest błędem wydawnictw tego typu. Trójkolumnowy układ to rozwiązanie powszechnie spotykane w sieci, dlatego nawigacja po serwisie mogłaby być dla większości użytkowników intuicyjna i bezproblemowa…  Niestety jest one nienajlepiej rozwiązana na podstronach i niepotrzebnie wszędzie powielane są treści z głównej strony, które znaleźć możemy w bocznych kolumnach.

Ogólne wrażenie jest negatywne: serwis atakuje kolorystyką zastosowaną w zagadkowy sposób, nie ma własnego odrębnego stylu, opiera się na dosyć sztampowych rozwiązaniach graficznych i brakuje w nim wielu narzędzi, które stały się standardem w przypadku internetowych wydań gazet papierowych. Konkurencyjne serwisy polskie i zagraniczne poprzeczkę zawiesiły znacznie wyżej.


Marek Piotrowski, dyrektor zarządzający FFCreation.com
Głównym plusem nowego serwisu jest intensywne eksponowanie treści multimedialnych, za co należy bardzo pochwalić twórców.

Niestety zdecydowanie więcej można wyliczyć minusów serwisu Dziennika Online. Pominę fakt, że gdy poproszono mnie o komentarz serwisu – przez kilka godzin nie mogłem go obejrzeć (brak przygotowania do wzmożonego ruchu). 

Po otworzeniu strony głównej Dziennika, pierwszą reakcją była chęć wyłączenia okna przeglądarki i przejścia na stronę Gazety Wyborczej, która większą uwagę przywiązała do wrażeń wizualnych. Przyznaję, że wcześniej widziałem już tą szatę i byłem przekonany, że jest to tymczasowa – tzw. „zaślepka” serwisu, który ma dopiero powstać. A tutaj – niespodzianka :) Porównanie interfejsu użytkownika do reliktu internetu jest bardzo trafne. Dziwi również brak spójności kolorystycznej z Dziennikiem w wersji drukowanej i większa zbieżność z Faktem tego samego wydawcy.

Stworzenie tej jakości graficznej serwisu dziwi, skoro na świecie jest mnóstwo benchmarków serwisów o bardzo dobrej funkcjonalności i szacie, jak chociażby Herald Tribune (www.iht.com), czy znakomicie lepiej stworzona nowa odsłona Gazety Wyborczej.

Można jedynie wyrazić nadzieję, że twórcy serwisu potraktują tą odsłonę jedynie jako rozgrzewkę i wkrótce będziemy mieli szansę obejrzeć nową odsłonę www.dziennik.pl, gdzie jeszcze intensywniej będą wykorzystywane multimedia, dopracowana zostanie funkcjonalność i szata graficzna, a także dodane narzędzia skutecznie wykorzystywane w portalach społecznościowych z doby web 2.0.


Michał Smyk, information architect Zentropy Partners
Zacznijmy może od pozytywnego stwierdzenia, że serwis www.dziennik.pl na pierwszy, bardzo ważny rzut oka, sprawia wrażenie, że ma do zaoferowania kilka prawidłowych pod kątem użyteczności rozwiązań. Wyraźne menu, punkt skupienia uwagi (artykuł dnia), prawidłowe nagłówkowanie i linkowanie.

Zbyt dużo ruchomych elementów na stronie przeszkadza skupić się na treści, a ponadto w obliczu narastającego zjawiska „baner blindness” (ludzie omijają wzrokiem wszystko, co zdaje się przypominać reklamę) zwiększa ryzyko że najważniejsze dla twórcy, nie będzie dostrzeżone przez użytkownika.
– Na serwisie dziennik.pl rusza się baner na górze ekranu – ale cóż, to w końcu baner.
– „Piszą” się najnowsze informacje w czarnym polu pod paskiem z datą i wyszukiwarką – co nawet zachęca do czytania, dużo bardziej niż gdyby efekt polegał na przewijaniu się paska z tytułami.
– „Nasuwają” się zdjęcia w prawym boksie „fotowiadomości” – co także jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ ten rodzaj ruchu jeszcze jest jeszcze akceptowany.
– Obraca się glob w napisie „Dziennik online” z lewej strony…. Chwileczkę, glob w napisie „Dziennik online”?

Jeżeli poprzednie ruchy miały zwracający uwagę na ważne treści charakter, to jaką wartość dodaną dla użytkownika prezentuje obracająca się Ziemia? W całym tym zrównoważonym układzie ruchu, wpadamy na efekt, jaki widziałem na swoim Netscapie, mniej więcej w roku 1996. Chociaż może akurat w tamtej wersji Netscape’a spadały meteoryty… Ogólnie ikona globu ziemskiego w serwisie dostarczającym wiadomości jest do zaakceptowania. Jednakże ruch jest tu zdecydowanie zbędny.

Treść – autorom serwisu wyszło na pewno przekazanie użytkownikowi co jest najważniejsze, co najnowsze, co pokazują jako wideo.

Przeglądanie serwisu www  przypomina trochę łowienie ryb na spinning. Zarzucasz wędkę, błystka spada pod wodę, potem powoli wyciągasz ją – niejako wracając do „punktu wyjścia”. Potem znowu zarzucasz… aż wreszcie trafisz na coś, co chciałeś znaleźć. Jeśli na serwisie link powrotu do „punktu wyjścia” – czyli strony głównej – jest schowany pod logotypem, wiele osób może tego nie zrozumieć. Utrudni to użytkownikom szybki powrót do początku i ponowne „zarzucenie wędki”…


Bartłomiej Wyszyński, dyrektor kreatywny Artegence
Dziennik.pl nie może zachwycać w żaden sposób. Zaczynając od designu, funkcjonalności, a kończąc na przystosowaniu do współpracy z robotami wyszukiwawczymi. „Rozbierając” Dziennik na elementy pierwsze możnaby powiedzieć, ze np. w zakresie jakości GUI (interfejsu uzytkownika) jest rozwiązaniem sztampowym. Stosowanie wersalikow w menu głównym nie ma sensu, gdyż wszyscy wiemy, że rozwiązanie takie jest mniej czytelne niż napisanie nazw działów z małych liter. Układ w tradycyjną „L”kę też nie powala. Podcień zaś jest zwyczajnie niemodny i nawiązuje chyba do internetu z lat ’70 (to oczywiście żart, po prostu taki podcień wyszedł dawno temu z mody).

Na plus można zaliczyć na pewno obecność na serwisie plików wideo. Rozwiązanie z YouTube czy Google Video. W porównaniu z Gazeta.pl na plus wypada opublikowanie wideo we flashu. Dzięki temu wideo jest od razu dostępne z poziomu, czyli w kontekście czytanej informacji. Na „zachodzie internetu” można by było takie wideo zapisać w swoim profilu do ulubionych. W Dzienniku nie można tego zrobić.

Rozczarowujące jest w przypadku Dziennik.pl pozbawienie go możliwości nawigowania po tagach. Gazeta.pl tagów też nie ma, ale przynajniej publikuje kontent najczęściej czytany przez użytkowników.

Dziennik Online zdaje się nie zauważać tendencji web 2.0. Zarówno w zakresie nawigacji serwisu, architektury informacyjnej, jak i rozwiązań technologicznych (patrz Ajax). Wszystko to powoduje, że już na starcie Dziennik Online jest… stary. Tak naprawde należałoby wymienić na nowy. Gazeta.pl w dostrzeganiu tendencji web 2.0 jest dużo lepsza. To może być jej silna przewaga.


Łukasz Dyszy, dyrektor techniczny MindChili
Na pierwszy rzut oka serwis Dziennik.pl może wzbudzać kontrowersje. Widać duży wpływ serwisu Spiegla z lat 1999-2006 (strona spiegel.de z kwietnia 1999 i z kwietnia 2006), co rodzi pytanie, dlaczego nie wykorzystano najnowszego wzoru. Najważniejsze jednak jest to, czy serwis spełni oczekiwania wydawcy Dziennika i odniesie mierzalny sukces.

Uzasadnione są zarzuty dotyczące agresywnej kolorystyki, zachowawczego designu i innych rozwiązań, jednak nie sposób pominąć faktu, że w papierowym wydaniu Dziennik na pierwszych 3 stronach zaserwował przystępnie i elegancko podaną instrukcję obsługi serwisu, łącznie z modyfikacją szaty graficznej, aby przypominała wydanie internetowe. Tak przygotowany użytkownik z grupy docelowej (czytelnik Dziennika) trafiając na stronę na pewno poczuje się o wiele swobodniej.

Nie można pominąć jednak kilku wad technicznych. Budowa serwisu oparta na tabelkach powoduje, że czas ładowania jest o kilkadziesiąt procent dłuższy niż u konkurencji, a boczne menu w przypadku reklam wyświetlanych na górze strony staje się niewidoczne. Te wady wyeliminowano w nowym Spieglu, miejmy nadzieje ze nowy 'stary’ serwis Dziennik.pl doczeka się drugiej młodości.


Michał Wolniak, dyrektor kreatywny Heureka
Podstawowym plusem serwisu Dziennika jest to, że nareszcie się pojawił. Wśród wielu młodych, dynamcznych ludzi (a do takich odwołują się przecież redaktorzy Dziennika) brak wydania online był postrzegany jako przedpotopowe podejście do internetu. Po prostu pojawiło się już pokolenie, dla którego sieć jest medium najważniejszym – czego twórcy gazety do tej pory nie zauważali.

Niestety, archaiczne postrzeganie sieci ma spore odzwierciedlenie w tym co Dziennik pokazał we wtorek. Po pierwsze layout i kolorystyka – mało dynamiczne, ciężkie, bardzo kontrastowe. Zdecydowanie dalekie od winiety wersji drukowanej gazety która sugerowała większą lekkość i przejrzystość projektu. Serwis ogląda się mało przyjemnie i męczy oczy.

Po drugie i ważniejsze – bardzo kiepskie wykorzystanie zalet medium, czyli możliwości budowania relacji bezpośrednich z czytelnikami. Po kolei: nisko usytuowane (czyli słabo zauważalne) przyciski do polecania tekstów znajomym, kiepsko eksponowane w całym serwisie forum, brak mechanizmów wewnętrznych organizujących treści najczęściej czytane, komentowane, polecane, brak blogów dziennikarzy. To wszystko powoduje, że czytelnik ma głównie okazję poczytać teksty, a marne są szanse, że wejdzie w relacje z marką, zaangażuje się, zwiąże się z nią silniej. Pod tym względem w porównaniu z ostatnio odnowionym serwisem www.gazetawyborcza.pl dziennik.pl wypada bardzo blado.

Rozumiem, że Axel Springer stara się zaistnieć przy najmniejszych możliwych kosztach, ale to bardzo przykre – i moim zdaniem to błąd strategiczny – że internet traktuje jako medium drugiej kategorii. W przypadku takiego brandu jak Dziennik sieć powinna w strategii komunikacji być traktowana priorytetowo. A przygotowując cały projekt Dziennika Axel pokazał, że potrafi podejść do sprawy ultraprofesjonalnie, bez chałturzenia.

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami!

Naciskając przycisk Subskrybuj, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszymi zasadami Prywatność Prywatności oraz. Regulamin. Możesz się też z kontaktować z nami.
Add a comment Add a comment

Dodaj komentarz

Previous Post

Madson & Grey wchodzi do Polski

Next Post

Metro trzecią gazetą w Polsce





Reklama