Do jakiej grupy docelowej kierujecie państwo Tygodnik?
Staramy się docierać do dość dużej grupy, czyli do odbiorców w wieku 20-45 lat. Podstawowym wyróżnikiem, jeśli chodzi o odbiorców jest przywiązanie jednak do spraw duchowych, a nie wiek. Co ciekawe, badania socjologów wskazują, że młodzi ludzie w przedziale wiekowym 18-24 są bardziej nastawieni na wartości patriotyczne i konserwatywne niż się wydaje. Istnieje zjawisko 4xR, czyli rodzina, religia, rozsądek i rynek. Kierujemy nasza ofertę do osób, którym bliskie są takie wartości.
Czy taka grupa docelowa nie jest zbyt wąska?
Z naszych informacji wynika, że jest to duży procent społeczeństwa. Problem polega tylko na tym, że muszą się oni dowiedzieć, że takie pismo jest i że jest kierowane właśnie do nich. Zainteresowana tematyką populacja jest natomiast tak liczna, że z powodzeniem może utrzymać Tygodnik.
W jaki sposób zatem zainteresowani dowiedzą się o piśmie?
Oczywiście warunkiem powodzenia projektu jest kampania. Planujemy akcje w radiu, prasie i internecie. Inwestycja w telewizję w tym przypadku wydaje się być dla nas mało opłacalna ze względu na zbyt duży koszt dotarcia. W Polsce dużo osób zaangażowanych jest w różne organizacje pozarządowe, wolontariaty i ośrodki katolickie i z ich strony liczymy na szeptaną reklamę. Kampania będzie jasno precyzowała do kogo kierowane jest pismo, a narzędziem promocyjnym ma być marketing bezpośredni.
Zapowiadacie Państwo, że chcecie budować poprzez kampanię „snobizm na nowy tygodnik”. Jak rozumieć to sformułowanie?
Snobizm może być złym określeniem, nieco na wyrost. Chodzi nam raczej o zapotrzebowanie. Aby ktoś kupował tytuł musi mieć potrzebę na treści w nim zawarte i my właśnie chcemy stworzyć takie pragnienie u odbiorców. Nasz magazyn ma rozwiać wątpliwości dotyczące treści etycznych, światopoglądowych i religijnych. W tej chwili właściwie nie ma medium, które w komunikatywny sposób poruszałoby te kwestie. Chcemy kształtować opinie.
Czy istnieje na rynku konkurencja dla Tygodnika?
Widzimy, że na rynku jest wolna przestrzeń i chcemy się w nią wstrzelić. Jest obszar, którego nikt nie zagospodarował, pomiędzy czołowymi świeckimi tygodnikami opinii, jak Polityka, Wprost, czy Newsweek, a między katolickimi pismami stricte wyznaniowymi, jak Gość Niedzielny. Nie ma natomiast pisma, które pisałoby o najważniejszych sprawach politycznych, kulturalnych i społecznych, ale z punktu widzenia człowieka wierzącego. Nie chcemy pisać o sprawach obrzędowości, czy życiu wewnętrznym Kościoła. Poza tym dbamy o głębszą analizę i nie jesteśmy politykocentryczni, bo polityka wcale nie musi być najważniejszą sferą w społeczeństwie. My chcemy spojrzeć na nią z innej perspektywy.
Chcecie Państwo być pismem masowym i uplasować się tuż za Polityką, czy Newsweekiem. Czy wierzy Pan, że tak wysoka pozycja możliwa jest na rynku, a jeśli tak, to ile dajecie sobie czasu na jej zajęcie?
Jestem przekonany, że jest miejsce dla takiego pisma. Odrębną kwestią jest to, czy uda nam się zająć to miejsce. Nie dajemy sobie konkretnego czasu, bo sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie i ciężko ją przewidzieć. Wszystko zależy od początkowej sprzedaży, od nowych inwestorów i wielu innych zmiennych.
Jaki będzie początkowy nakład?
Około 180-200 tys. egzmemplarzy.
Nieuniknione są porównania do Ozonu, m.in. dlatego, że większość składu redakcji to poprzedni twórcy tamtego pisma. Czy Tygodnik będzie następcą Ozonu?
Linia programowa tych dwóch pism w pewnym sensie będzie zbieżna, ale nigdy nie wchodzi się drugi raz do tej samej rzeki. Pismo będzie inne począwszy od makiety i layoutu, przez układ wnętrza. Poglądy na łamach tytułu będą podobne, ale profil pisma będzie bardziej wyraziście zarysowany.
Wierzy Pan, że Tygodnikowi uda się nie tylko zaistnieć, ale i utrzymać na rynku?
Mam taką nadzieję.
Tytuł magazynu jest zastanawiający, ze względu na swój ogólny charakter, a dość wąską grupę docelową. Skąd pomysł na taki tytuł i czy jest to wersja ostateczna?
Tak. Magazyn będzie miał jeszcze podtytuł „wiara, rodzina, praca” i ma dyskretnie, bez narzucania sugerować przedmiot naszych zainteresowań. Wyróżniona w środku sylaba też oczywiście nie jest przypadkowa. Poza tym istnieje rodzaj naturalnej leksykalizacji, która polega na tym, że mówiąc słowo „gazeta” mamy konkretny tytuł na myśli. Podobnie jest także z Dziennikiem. Myślę, że ten zabieg będzie sprzyjał również nam.
Rozmawiała Małgorzata Roman
OD REDAKCJI
Rozmowa została przeprowadzona 21 listopada. Dwa dni później przedstawiciele spółki Media Dei ogłosili decyzję o przesunięciu startu Tygodnika (nie podano dokładnej daty). Pierwotnie debiut pisma planowano na 7 grudnia.