O tym w jaki sposób bezrobotny mechanik otrzymał niemal 1 700 głosów w niedzielnych wyborach i jak wielki wpływ ma internet na kształtowanie opinii społeczeństwa…
Jak powszechnie wiadomo sieć daje praktycznie nieograniczone możliwości, jeśli chodzi o szybkość i rozmiar informacji oraz możliwość przekazywania tejże poza cenzurą, w dowolnym miejscu i czasie. I choć internet nie może jeszcze aspirować do statusu alternatywy dla tradycyjnych mediów i ich roli w kształtowaniu politycznych postaw, to jednak może on stać się ucieczką od tworzonej przez te środki przekazu niezdrowej atmosfery. Dr Mirosław Filiciak, badacz najnowszych mediów mówi, iż „widać wyraźnie, że rolę dawnego drugiego obiegu – miejsca, w którym można bez skrępowania zamieszczać swoje opinie przejęła sieć” (Polityka, Nr 12, marzec 2006). Szum medialny powstały wokół osoby Krzysztofa Kononowicza jest świetnym przykładem ucieczki od polityczno-medialnej rzeczywistości. Szczególnie jeśli wpiszemy to zjawisko w szerszy kontekst odradzającej się politycznej satyry, która ostatnimi czasy przyjmuje styl elektronicznego komentarza ‘na gorąco’ wypierając niejako bardziej tradycyjne formy społecznego manifestu.
Kononowicz to najgorętsze obecnie nazwisko polskiego internetu. Spot wyborczy białostocczanina poprzez serwis YouTube obejrzało już niemal dwa i pół miliona osób. Swoją emisję nagranie miało także w popularnym programie telewizyjnym „Szkło kontaktowe”. Jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne, tworzone przez internautów witryny poświęcone kandydatowi Podlasia XXI wieku, zaś w serwisach aukcyjnych licytujący wciąż podbijają ceny charakterystycznych, słynnych swetrów a’la Kononowicz – kwoty przekraczają niekiedy nawet 300 złotych. Czy można już zatem mówić tu o fenomenie, czy może raczej o pewnym rodzaju politycznej satyry? I czy dowcip ten nadal śmieszy, jeśli podkreślić fakt, że nieznany dotąd szerszej publiczności mężczyzna otrzymał w niedzielę prawie 2 proc. poparcia dla swojego „programu”?
Może jednak mamy do czynienia z – mniej lub bardziej przemyślaną – strategią w dziedzinie marketingu politycznego? Wg doniesień Newsweeka kandydatura Kononowicza wymyślona została przez dr historii Marka Czarniawskiego. Komitet wyborczy Podlasie XXI wieku, założony przez jednego z działaczy PPN, szukając swojego kandydata na prezydenta Białegostoku wybrał znanego, miejscowego przedsiębiorcę, który jednak na udział w wyborach się nie zgodził. W głowach działaczy zrodził się więc pomysł poparcia prostego, żeby nie powiedzieć biednego, człowieka. Polityka przecież lubi skrajności. Bogaty się nie zgodził, wzięli więc bezrobotnego, który pochwalić się może jedynie elementarną znajomością języka polskiego, licząc chyba na sukces tej miary co Wałęsa. Początkowe sondażowe wyniki Kononowicza mieściły się w granicach błędu statystycznego. W ciągu ostatniego tygodnia, dzięki emisji kuriozalnego nagrania w popularnym serwisie YouTube sonda na stronie internetowej urzędu miejskiego w Białymstoku pokazała blisko 97-procentowe poparcie dla kandydata Podlasia XXI wieku. I choć w niedzielnych wyborach takiego wyniku Kononowicz nie powtórzył, to jednak 1676 głosów, przekładające się na blisko dwa procent poparcia każe nam zastanowić się nad kondycją polskiej polityki.
Za wspólny mianownik niezadowalającej wyborczej frekwencji i fenomenu Kononowicza można uznać kilka czynników, m.in. frustrację i apatię społeczeństwa, niski poziom edukacji obywatelskiej jak również nieoswojenie z demokracją i upadek autorytetu polityków. Nie ma w Polakach poczucia obywatelskiej podmiotowości. I przekonania, że glosowanie to czynność społeczna. Istnieje za to silne przeświadczenie, że „wszyscy oszukują” a wybory nic nie zmieniają – maleje również ogólne zainteresowanie elitą polityczną i sprawami państwa jako większej całości. W takim kontekście mimowolnie przychodzą mi na myśl słowa amerykańskiej anarchistki Emmy Goldman, która powiedziała niegdyś, że „gdyby wybory coś zmieniały, już dawno byłyby zakazane”. Ot i krótkie to podsumowanie naszej społecznej postawy. Nie posiadamy świadomości przynależenia do demokratycznego państwa i stworzonego od podstaw narodu, które wywiesiło na sztandarach hasła wolności słowa i które to walczyło o możliwość decydowania o własnych losach. Janusz Kochanowski w zbiorowej publikacji „III Rzeczpospolita w trzydziestu odsłonach” pisze, że „znaczenia kapitału społecznego nie doceniamy, podobnie jak wody i świeżego powietrza”. I tak jak to zwykle bywa potrzebę odczuwamy dopiero gdy zaczyna nam czegoś brakować, lub gdy zostanie nam to odebrane, wtedy też „zdajemy sobie sprawę, że dokonując różnego rodzaju społecznych i politycznych wyborów, kształtujemy siebie i nasze społeczeństwo, w sposób zasadniczy dla jego […] przyszłości.”
Gdy media zaczynają kreować sytuacje, a nawet zjawiska społeczne znaczy to tyle, że instytucja demokracji niedomaga, a w funkcjonowaniu władz występuje jakaś niesprawność. Prasa, telewizja, czy internet winny jedynie komentować zastaną rzeczywistość, sprawować funkcję kontrolną, nigdy zaś kreacyjną. Taki bowiem podział zapewnia nam sprawne działanie państwa jako spójnego organizmu. Kandydaturę Kononowicza wypromowało niejako samo społeczeństwo, któremu to media pokazały jego własne, lustrzane odbicie – w krzywym zwierciadle. I choć nikt raczej nie dopatrzyłby się w sobie jakichkolwiek podobieństw z bezrobotnym mechanikiem z Białegostoku, to niemal każdy na co dzień, podziela postulaty programowe kandydata Podlasia. Różnica tkwi co najwyżej w estetyce wypowiedzi. I swetrze.
Paulina Chacińska
Mediarun.pl