Radio PiN znajduje się w polskim eterze już od trzech lat. Jest to udany okres dla tej rozgłośni?
PiN stał się silną rozpoznawalną marką. Udało się zachować konsekwentny, przyjęty na początku ambitny profil radia, nie rujnując przy tym właściciela. Myślę, że nie można nie uznać pierwszych trzech lat naszego istnienia za okres bardzo udany.
Jaką pozycję uplasowało sobie Radio PiN? Czy wyniki słuchalności są zadowalające?
W grupie ogólnej słuchaczy czyli tzw. „15+” w stawce wszystkich 26, czy 27 stacji, które słychać w Warszawie najczęściej w falach radio tracka smg/krc zajmujemy 10 miejsce. Wśród stacji lokalnych jesteśmy w pierwszej trójce–czwórce. W naszej grupie docelowej, czyli wśród osób w wieku 25-45 lat z wykształceniem wyższym najczęściej jesteśmy na podium, często przed Trójką i RMFem! A podkreślę, że nie jest to „sztuczna” grupa typu: blondynki noszące złote okulary, ale prawdziwy, mocno handlowy target liczący w Warszawie ok. 200 tysięcy osób.
Mówi się, że w planach waszej rozgłośni jest zwiększenie zasięgu o kolejne miasta. Mógłby Pan to potwierdzić?
Tak. Złożyliśmy do KRRiT aplikację z prośbą o dobór częstotliwości i rozszerzenie Koncesji. Będziemy również startować w ogłaszanych konkursach koncesyjnych. Wszystkich w dużych miastach. Radio PiN moim zdaniem dowodzi, że ambitna oferta może być również atrakcyjna dla dużej grupy słuchaczy i walka biznesowa nie musi oznaczać sprzedawania popowej miałkiej papki, czy to w wersji bardziej czy mniej soft.
Wasza stacja jest pierwszą w Polsce i jak dotąd chyba jedyną rozgłośnią ekonomiczno-biznesową. Czy obawiacie się możliwości powstania konkurencji?
Nie, nie obawiamy się. Płacą nam za to, by być krok przed konkurencją. Dopóki takowej nie ma, mamy ułatwione zadanie.
Wydaje się, że Radio PiN 102FM nie ma sobie równych. W Polsce brakuje konkurencyjnej dla Was rozgłośni. Czy nie obawiacie się jednak konkurencji?
Zauważam coraz więcej sygnałów typu „grać muzykę taką jak pin”. Stworzyliśmy coś w rodzaju unikalnego formatu, nie boję się konkurencji, która chciałaby nas naśladować. Oryginał zawsze będzie lepszy. Brzmi to trochę megalomańsko, ale to nie te kategorie. Po prostu poszukiwanie własnych pomysłów i dróg jest bardziej ryzykowne, ale przynosi w razie powodzenia – większe korzyści. Ważne, by decyzje podejmować nie w sposób loteryjny, ale przemyślany i poparty bystrą interpretacją badań.
W maju do waszej ekipy dołączył Janusz Zadura, były współpracownik ‘Wydarzeń’ TV Polsat. Jak dotychczasowy pracownik telewizji sprawuje się w stacji radiowej?
Janusz nie jest człowiekiem telewizji, ale człowiekiem radia! Radio pozostaje w każdym na zawsze, a Zadura był przecież bardzo długo serwisantem Zetki. Co jak co, ale serwisy informacyjne, w dawnych czasach, gdy szefową newsów w Zetce była Paulina Stlarek, to była naprawdę pierwsza liga. Zadura tam się uczył jak być dobrym serwisantem. No i jest. Proszę posłuchać.
Wracając do planowanego zwiększenia zasięgu stacji, możliwe jest wejście Radia PiN do pakietu Cyfrowego Polsatu i do innych – niż Aster i UPC – sieci kablowych?
Staramy się o to. Dział techniczny ma co robić.
Jak układa Wam się współpraca z innymi komercyjnymi rozgłośniami radiowymi?
Współpraca? Nie jesteśmy przewrażliwieni i np. dopuszczamy współpatronaty nad różnymi imprezami. Ale o ścisłej współpracy raczej bym nie mówił. Są takie plany – plany tworzenia – powiedziałbym – czegoś w rodzaju rodziny kilku rozgłośni – ale nie mogę jeszcze zdradzać szczegółów.
Rozpoczęła się jesienna kampania reklamowa Radia PiN. W komunikatach poinformowano, że jest to jednoczesna promocja 3.urodzin waszej stacji. Czy możemy oczekiwać jeszcze jakichś niespodzianek z tej okazji?
Możemy.
Jakie są najbliższe plany Radia PiN?
Najważniejsza sprawa to rozwój terytorialny o którym wspominałem. To nasz skok w świat już nie tylko bilansującego się biznesu, ale przedsiębiorstwa przynoszącego zyski przy wytwarzaniu ambitnego produktu. A o to przecież chodzi tym, którzy nie chcą budować – z pełnym szacunkiem – fabryki makaronu .
Dziękuję za wywiad.