Na początku lat 90. wiele sieci kin rozpoczęło gwałtowną rozbudowę. Żeby ją sfinansować, przedsiębiorstwa musiały zaciągnąć gigantyczne kredyty, które teraz trzeba spłacać.
Teoretycznie nie byłoby z tym problemu, skoro rosną dochody z wyświetlania filmów, ale to tylko teoria. System udostępniania kinom filmów działa w ten sposób, że kina pokazujące filmy w premierowym tygodniu muszą oddawać wytwórniom o wiele większą część wpływów niż te, które pokażą film później.
Jednocześnie strategie marketingowe wytwórni skupiają się na promocji wielkich hitów, takich jak „Monsters Inc.”, „Harry Potter i kamień filozoficzny” czy „Władca pierścieni”.
Premiery filmów następują tak szybko po sobie, że kina nie nadążają z zarabieniem pieniędzy, a na zyski kina liczą dopiero w drugim tygodniu grania filmu. Jednocześnie w większości wypadków filmy, które miały idące w miliony dolarów wpływy w pierwszym tygodniu, w kolejnych potrafią odnotować nawet 50 proc. spadki liczby widzów.
W zeszłym roku pierwsze sieci kin zaczęły prosić w sądach o ochronę przed wierzycielami. To pierwszy krok na drodze do bankructwa. Dotknęło to m. in. sieci: Loews Cineplex Entertainment (291 kin z 2539 ekranami) oraz Carmike Cinemas (329 kin z 2361 ekranami) – obie wyjaśniały swoje problemy właśnie skróceniem okresu, w którym jeden obraz zarabia na siebie w kinach.
Innym problemem jest rosnąca cena biletów. W ostatnim dziesięcioleciu wpływy w amerykańskich kinach prawie się potroiły, w tym samym czasie liczba sprzedanych biletów wzrosła tylko o ok. 30 proc – oznacza to, że kiniarze wzrost swoich wpływów sfinansowali głównie wzrostem ceny biletów, a nie większą liczbą klientów.
Jak podkreślają analitycy cytowani przez „Wall Street Journal”, dalszy wzrost w branży będzie możliwy tylko, jeśli amerykańska gospodarka wyjdzie w ciągu kilku miesięcy z wiszącego nad nią kryzysu, bowiem w przeciwnym razie konsumenci nie będą wydawali swoich pieniędzy na takie luksusy jak bilet do kina.
Więc chociaż przyszły rok znów zapowiada się nieźle dla wytwórni filmowych, to amerykańskie kina wątpią, czy uda im się zarobić na takich jak: „Men in Black II”, drugie części „Harrego Pottera” i „Władcy Pierścieni” oraz piąta część „Gwiezdnych Wojen”.
Kiniarze wiedzą, że spora liczba hitów, które wejdą na ekrany jeden po drugim oznacza, że poszczególne filmy będą się dobrze sprzedawały najwyżej parę tygodni, a to oznacza, że ich zyski będą niskie, o ile w ogóle jakieś będą. Jednak wytwórnie odmawiają jakichkolwiek rozmów na temat zmiany systemu dzielenia się zyskami z dystrybucji filmów.