Sumę kontraktu podpisanego w 2000 roku przez Canal+ z PZPN obniżono o 40 proc. Mimo tego żaden z klubów nie znalazł nowej telewizji, która mogłaby transmitować jego spotkania; wszyscy pozostali przy C+. Opiewający na 100 mln USD kontrakt zapewniał większości z nich stały dochód przez pięć lat, a dla biedniejszych z nich był podstawowym źródłem finansowania. Drużyny ekstraklasy otrzymywały dotychczas od 700 tys. do 1 mln dolarów.
Co prawda C+ nie zrzekł się praw do transmisji meczów drugoligowych, ale nie będzie stawiać przeszkód, jeśli któraś z drużyn znajdzie lokalną stację, która pokaże mecze. Druga liga nie dostanie wcale w przyszłym sezonie pieniędzy od C+, choć dotychczas kluby otrzymywały 2,2 mln USD do podziału.
Czy polskim klubom grozi zatem bankructwo? Prezes PZPN Michał Listkiewicz uspokaja, że nie. Tłumaczy, iż przed podpisaniem umowy z C+ kluby sportowe funkcjonowały nienajgorzej, więc i teraz nie powinno być kłopotów z przetrwaniem. Listkiewicz obiecał, że PZPN zrobi wszystko, by polska piłka nie ucierpiała z powodu obcięcia wpływów z transmisji.
Również kibice nie powinni ucierpieć z powodu redukcji wydatków na sport. Jak powiedział Gazecie Wyborczej Jacek Okieńczyc, szef sportu w C+, oferta programowa stacji ma się nie zmienić, polska liga pokazywana będzie w dotychczasowym wymiarze. Z ekranów nie znikną też ligi zagraniczne. – Właśnie podpisaliśmy nowy, trzyletni kontrakt na pokazywanie włoskiej Serie A – uspokaja Okieńczyc. – Liga hiszpańska, francuska i angielska także pozostają u nas. Niewykluczone również, że skróty z meczów polskiej ligi pokazywać będzie TVN, a nie jak dotychczas telewizja publiczna. Trwają rozmowy między C+ a stacją Waltera.