– Mandaryna wykosiła starających się o występy na Sopot Festival 2005 wokalistów Emi, Goyę, Makosa, a nawet Pawła Stasiaka z Papa Dance. Coraz głośniej zaczęto mówić, że jest niekwestionowaną kandydatką na zwyciężczynię konkursu o Bursztynowego Słowika, a tu nagle Radiostacja puszcza „Every night” Mandaryny. Głos niby ten sam, melodia prawie, a jednak fałsz i bełkotliwy angielski wskazują na kompletne beztalencie. Brzmi to jak śpiew Enrico Iglesiasa, który kilka lat temu pojawił się w Internecie. Tamto wycie pogrążyło niegdysiejsze bożyszcze nastolatek w niepamięci. – donosi Super Express.
Maciej Durczak, były menedżer Mandaryny, nie jest zdziwiony. – Marta nigdy nie ukrywała, że nie potrafi śpiewać. Jest doskonałą tancerką i robi znakomity show – przyznaje. – Materiał, który trafił do radia, odkrywa nagą prawdę.
– Cios zadany tuż przed najważniejszym dla Mandaryny występem. Zagranie jak z kampanii wyborczej na prezydenta – równie brudne i zaskakujące, choć dotychczas w świecie muzycznym nie do pomyślenia. – pisze „SE”
– Nasi DJ-e sami znaleźli ten kawałek na ogólnodostępnym portalu joemonster.org. W ramach żartu puścili to, bo ogólnie mamy zasadę, że nie gramy tego rodzaju muzyki – mówi Anna Wenham z Radiostacji. – To nie był atak na Mandarynę. Nikt z nas nie wiedział o szantażu.
– Tuż przed festiwalem w Sopocie, na którym wystąpi Mandaryna, ktoś robi taką akcję i wypuszcza utwór w sieci. To nie dzieje się przypadkowo. Chcą ją zniszczyć. W Polsce, gdy tylko pojawi się osoba odnosząca sukces, to zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce jej dokopać. Mandaryna to typowy przykład na tę tezę. – mówi Marcin Bisiorek, dyrektor muzyczny Radia Eska.