Dark Mode Light Mode

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami!

Naciskając przycisk Subskrybuj, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszymi zasadami Prywatność Prywatności oraz. Regulamin. Możesz się też z kontaktować z nami.
Obserwuj nas
Obserwuj nas
Mam pomysł na telewizję publiczną i 13237 big Mam pomysł na telewizję publiczną i 13237 big

Mam pomysł na telewizję publiczną

Z Maciejem Pawlickim, producentem i prowadzącym program "Polacy", rozmawiamy o zarządzaniu płynącym transatlantykiem jakim jest TVP.

Kim jest Maciej Pawlicki?
Producentem niezależnym, scenarzystą, kreatorem fragmenciku polskiej medialnej rzeczywistości. Kimś, kto nieźle się bawi w świecie mediów, a jednocześnie sądzi, że można się w nim zajmować sprawami ważnymi. Mówić ludziom o czymś istotnym w różnorodny sposób. Wielu ludziom, a nie tylko wybranej elicie. Mówienie głupstw masowej widowni jest proste, mówienie rzeczy ważnych hermetycznym językiem elity także nie jest trudne. Prawdziwym wyzwaniem zaś jest mówienie o rzeczach ważnych tak, by dotarły one do masowej widowni.


Co Pan rozumie przez rzeczy ważne?
Nie chcę, by zabrzmiało to zbyt edukacyjnie, ale rzeczą ważną jest mówienie na głos, że codziennie musimy dokonywać wielu pozornie drobnych wyborów i te drobne wybory mają istotne konsekwencje dla nas i dla otoczenia. Warto to ludziom uświadamiać, choć trzeba to zrobić sprytnie, bez moralizatorskiego tonu, bo wtedy efektu nie ma, albo bywa odwrotny.


W czasach Wiesława Walendziaka był Pan dyrektorem telewizyjnej Jedynki. Co się zmieniło od tego czasu w profilu stacji?
Bardzo wiele się zmieniło, bo świat medialny zmienia się bardzo szybko. Trzeba się elastycznie dostosowywać do nowych form i coraz sprytniej proponować widzom treści i programy, aby były konkurencyjne wobec innych bodźców. Jest w Jedynce wiele rzeczy bardzo dobrych, są i takie, które mi się nie podobają, ale komentować ich mi nie wypada, jestem człowiekiem z zewnątrz. Jako dyrektor Jedynki musiałem zajmować się bardzo wieloma koniecznymi rzeczami, które mniej mnie interesowały. Teraz mogę zajmować się wyłącznie tym, co naprawdę nie interesuje. Niezależność zewnętrznego producenta jest niesłychanie cenna.


Ale nie odcina się Pan od stanowiska, które zajmował w Jedynce?
Oczywiście, że nie. Bardzo cenię tamten okres, zespół, z którym pracowałem i nasze dokonania. Traktuję to jako ważne doświadczenie, podobnie zresztą jak późniejszą pracę w telewizjach komercyjnych.


Wspomniał Pan, że świat mediów się zmienia. Co w takim razie ewoluuje w telewizji?
Gwałtownie zwiększa się liczba programów oraz formy przekazu, nieustannie więc poszerza się pole naszego wyboru. Za chwilę będziemy mieli spersonalizowaną telewizję w komórkach i wiele innych, interaktywnych form. Może to jest właśnie ten moment, w którym ludzie mediów mogą pokazać, że mając taki wielki wybór – można wybrać ciekawie, że mają nie tylko cyniczny dystans do tego karykaturalnego, zidiociałego widza żłopiącego piwo na kanapie i tępo wgapionego w ekran, ale, że można wzbogacać ten wybór nie tylko ścigając się kto głośniej wrzaśnie i szybciej obniży poziom, lecz także oferując umysłową aktywność opakowaną w atrakcyjną formę. Wyobraźnię i aktywność widza można rozbudzić i właśnie teraz rośnie na to szansa.


Pańskie nazwisko widnieje na liście tzw. Pampersów, czyli osób, które były zgromadzone wokół Wiesława Walendziaka, w czasach, gdy był on prezesem TVP. Czy identyfikuje się Pan z tym określeniem i czy w ogóle uważa je za obraźliwe?
Tak, oczywiście identyfikuję się, nawet jeśli ktoś określił mnie mianem super pampersa, bo to właśnie ja ściągnąłem do Jedynki dużą grupę młodych ludzi wcześniej niezwiązanych z TVP. Starsi redaktorzy byli wstrząśnięci, jak trzydziestolatki mogą im wydawać polecenia i to było oczywiście złośliwe określenie, ale dla wielu nabrało pewnego pozytywnego znaczenia, bo wiedzieliśmy co chcemy robić i wiedzieliśmy jak. Zarówno oglądalnościowo, jak i merytorycznie był to sukces. Środowisko pampersów jednak od wielu lat już nie istnieje, rozeszliśmy się do różnych rodzajów aktywności. I choć ideowo wiele nas łączy, to także niemało dzieli.


Pojawiły się pogłoski, że kandydował Pan teraz po raz kolejny na stanowisko prezesa TVP. Czy to prawda?
Nie kandydowałem. To był fakt medialny. Owszem, zastanawiałem się nad tym kilka dni, ale doszedłem do wniosku, że nie jestem jeszcze na to gotowy.


To czemu jednak Pan nie kandydował?
Nie wykluczam, że kiedyś w przyszłości chciałbym się takiego zadania podjąć, bo mam pomysł na telewizję publiczną, ale uważam, że to jeszcze nie ten moment. To bardzo trudne zadanie i trzeba do niego dojrzeć. Gdy kandydowałem w 2003 roku – chciałem zostać nie prezesem całej instytucji, ale wiceprezesem ds. programowych. Rola prezesa jest nieco inna politycznie, w tym sensie, że trzeba do pewnych niezbędnych reform przekonać wszystkie środowiska, także polityków.


Jak Pan ocenia zamieszanie w TVP związane z odwołaniem Bronisława Wildsteina? Czy było dla Pana zaskoczeniem, że nowym prezesem został Andrzej Urbański?
Chyba dla nikogo nie było to zaskoczeniem. Nie ma co ukrywać, że było bardzo prawdopodobne, że ten konkurs wygra, chociaż moim zdaniem miał jednego poważnego kontrkandydata- wybitnego dokumentalistę Andrzeja Jurgę. Sądzę, że gdyby dziś Andrzej Urbański zaprosił go do współpracy – zrobiłby bardzo dobrze. A jeśli chodzi o odwołanie Wildsteina – ogromnie cenie rzeczy, które robi jako publicysta i pisarz. Tu jego niezależność intelektualna, przekora i bezkompromisowość są bezcenne. Od strony programowej zdarzyło się za jego krótkiej prezesury wiele rzeczy znakomitych – jak choćby spektakl teatru telewizji jak „Norymberga” czy serial „Oficerowie”. Ale do zarządzania takim płynącym transatlantykiem, jakim jest TVP i skutecznego reformowania go chyba trzeba mieć zdolność do sporego kompromisu. Wygląda na to, że Wildstein nie zdołał zbudować wystarczająco szerokiego poparcia dla swych działań. Nie należy go winić za to, że pozostał sobą.


Andrzej Urbański jest osobą, która będzie umiała pójść na takie kompromisy?
Osobowościowo na pewno tak. Nie wiem jak to się ułoży politycznie, bo on powinien budować szersze poparcie polityczne dla tego, co się dzieje w telewizji. Szersze tzn. nie tylko koalicyjne. Myślę, że jego ambicją będzie poszerzenie poparcia również u innych środowisk opiniotwórczych. Zobaczymy czy okaże się skuteczniejszy.


Andrzej Urbański nieustannie akcentuje powrót do misyjności TVP. Czy w obliczu tak zaawansowanej komercjalizacji telewizji jest to w ogóle możliwe?
Od zawsze twierdzę, że podział na tzw. misję i komercję w TVP jest chory i nie powinien istnieć. W telewizji publicznej zdecydowana większość programów powinna mieć jednocześnie charakter misyjny i być skierowana do szerokiej publiczności. To, co dobre powinno być popularne, a to, co popularne powinno być dobre. Jeśli zaś wyraźną linią oddzielamy programy misyjne od komercyjnych, to w programach rozrywkowych zwalniamy się z dbania o poziom, a w programach misyjnych od razu rezygnujemy z walki o oglądalność, bo to „tylko misja”. Jedno i drugie jest szkodliwe. Znaczna część programów misyjnych powinna myśleć o widzu masowym, a wszystkie programy komercyjne powinny dbać o to, by być na dobrym poziomie artystycznym, intelektualnym, estetycznym. Niestety – mamy do czynienia z wygodnym samorozgrzeszaniem się.


Czyta Pan Film?
Teraz nie. Jest słaby.


A gdy był Pan naczelnym w 1994 roku?
Mam ogromny sentyment do tego pisma. Tworzyłem jego wolnorynkową formułę, prywatyzowałem je. Film miał konkurencję – po stronie intelektualnej Kino, w którym pojawiały się głębsze teksty i analizy, a po stronie komercyjnej Cinema i tytuły. Dziś Film je w znacznej mierze zastąpił. Ostatni dobry okresem dla Filmu to czas, kiedy naczelnym był Igor Zalewski. Było to pismo komercyjne, ale z drugiej strony miało ambicje intelektualne, było prowokujące, inne, miało swój charakter. Dziś jest nijakie. Sytuacja może jednak się zmieni teraz, gdy jest ono ponownie w polskich rękach. Paradoksalnie rozwijające się media elektroniczne nie muszą być zagrożeniem dla magazynów filmowych, bo atrakcyjnie wydane i artystycznie prowokujące pismo jest gadżetem, które może dać poczucie przynależenia do pewnej elity. I takim pismem Film powinien się stać.


Obecnie jest Pan prowadzącym, producentem i współscenarzystą programu publicystycznego TVP 1 „Polacy”. Za nami 25 odcinków. Który uważa Pan za najciekawszy? Który wzbudził najwięcej emocji?
Bardzo dużą oglądalność, powyżej 2 mln, miało kilka programów, natomiast zdecydowanie największą miał odcinek o uczciwości, a raczej o jej braku. Jeśli zaś chodzi o emocje to zdecydowanie największe wzbudził program o eutanazji. Odzew był naprawdę duży.


W pierwowzorze programu „Polacy”, czyli w wersji holenderskiej po 3 miesiącach nadawania nastąpiła wymiana uczestników. Polska wersja ma już 6 miesięcy. Czy wobec tego planujecie Państwo zmianę osób biorących udział do tej pory w programie?
Owszem. 14 kwietnia w siedmiu miastach Polski organizować będziemy castingi, żeby wyłonić nowych uczestników. Część już wymieniliśmy w trakcie tego półrocza, teraz planujemy dalsze zmiany. Nie wykluczone jednak, że niektórzy uczestnicy pozostaną aż do lata.


Czy uważa Pan, że wszystkie grupy społeczne są należycie reprezentowane w programie?
Niestety nie do końca. Zdecydowanie niedoreperezentowana jest wieś. Mamy mało zgłoszeń od ludzi ze wsi. Według socjologicznej „mapy Polski” powinniśmy mieć ze wsi 12 uczestników, a mamy jedynie kilkoro. Jednak staramy się by program był jak najbardziej reprezentatywny dla polskiej opinii publicznej.


Czy będzie Pan współpracował z telewizją Puls?
Mam nadzieję współpracować z tą stacją, ale nie wiem jeszcze w jakiej formie. Jako producent mam dla tej telewizji kilka bardzo dobrych pomysłów.


Widzi Pan potencjał w tej stacji?
Ogromny. Konkurencja na pewno drży.


Rozmawiała Małgorzata Roman

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami!

Naciskając przycisk Subskrybuj, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszymi zasadami Prywatność Prywatności oraz. Regulamin. Możesz się też z kontaktować z nami.
Add a comment Add a comment

Dodaj komentarz

Previous Post
Irańczycy z USA obrażeni filmem "300" i 13101 big

Irańczycy z USA obrażeni filmem "300"

Next Post
RMF FM liderem w I kwartale 2007 roku m 310824

RMF FM liderem w I kwartale 2007 roku





Reklama