Rodzina… właśnie się powiększyła, jest nas teraz troje. Antek ma mnóstwo „pseudonimów operacyjnych” i potrafi dawać w kość. W szerszym ujęciu – słowo „rodzina” najbardziej kojarzy mi się ze śpiewaniem kolęd podczas Wigilii.
Mieszkam… w M-4 o kolorowych ścianach, z odległym widokiem na biurowce w centrum Warszawy.
Moja kariera… bez mapy. Nowe wyzwania po prostu się pojawiały. Każde przynosiło coś interesującego. Karierę uważam za rodzaj surfingu – nie da się zaplanować wielkiej fali, a chodzi o to, aby mieć frajdę z jazdy, umieć korzystać z szansy.
Konkurencji zazdroszczę… szczerze mówiąc nie za wiele jest do pozazdroszczenia.
Brakuje mi odwagi… odwagi chyba nie. Ale na pewno nie ma we mnie brawury i braku rozsądku.
Porażki… jak się człowiek skupia na unikaniu potknięć to kończy jak jeden kolega, który tak się długo patrzył na swoje nowe buty (bo się je bał zabrudzić), aż się przewrócił i wybił sobie jedynkę. Nie potyka się tylko ten, kto się czołga. Ale marszu to nie przyspieszy. Więc nie zapamiętuję porażek.
Ludzi oceniam… szybko (ale nie ostatecznie). Krytykom takiego podejścia polecam „Blink” Malcolma Gladwella.
Rezygnuję, kiedy… musiałbym stać w zbyt długiej kolejce. Albo kiedy żeby wejść, trzeba zostawić plecak w punkcie obsługi klienta.
Nie interesuje mnie… bycie ważnym (to za Ingvarem Kampradem, twórcą Ikea – lepiej być wolnym niż ważnym). Nie trzeba być śmiertelnie poważnym, aby być serio.
Zawsze znajdę czas na… czytanie książek.
Znajomym polecam… prozę Toma Robbinsa. „Na wpół uśpieni w żabich piżamach” już dawno ustaliło moje priorytety. Też bym wybrał bilety lotnicze w ostatnim rozdziale.
Niezastąpiony gadżet… notes i długopis.
Pieniądze wydaję… dość rozsądnie. Chyba nie nauczyłem się nimi szastać, jako rodzina mamy niewygórowane potrzeby.
Podróże… lubię być w trasie, byle nie za długo. Marzy mi się camper i nie mniej niż miesiąc wolnego czasu (dłużej nie, bo jestem też domatorem).
Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami!
Add a comment
Add a comment