Uświadamiamy. Było wszystko, czego potrzebuje młody widz w czasie wakacji – od prostytutki, po specjalistyczne narzędzia uciech cielesnych, potocznie zwanych sado – maso. Podczas, gdy kurtyzana ze szczegółami opowiadała o swoim zawodzie, prowadzący program Irek Bieleninik demonstrował widzom na własnej osobie, do czego służą poszczególne, skórzane akcesoria.
Zgromadzone licznie przed telewizorami pociechy, dostały praktyczną lekcję wychowania seksualnego, czyli tego, co od dawna najróżniejsze rządy, w najróżniejszych postaciach, starały się wprowadzić pod strzechy polskich szkół. Zatem, zamiast znęcać się nad telewizją publiczną, moglibyśmy pogratulować jej pomysłowości. Wszak wreszcie, omijając szkołę, wprowadziła ów kontrowersyjny temat do swojej edukacyjnej misji. Najpierw dokonał tego Sławek Z., dyrektor TVP1, w ramach Teleranka, później Nina T., od kilku kadencji szefowa TVP2.
Owe „edukacyjne” pozycje programowe, oprócz tego, iż „edukują”, zwiększają oglądalność zarówno Jedynki, jak i Dwójki, co przyciąga z kolei reklamodawców. Spójrzmy na to także z innej strony. W każdym z dwóch przypadków, emisja pociągnęła za sobą zwolnienia. Tym samym Teleranek i Biuro ogłoszeń zyskały jeszcze jedną misję – reformatorską, mającą na celu redukcję zatrudnienia, w mocno przeludnionej TVP.
Jola jest naga. Następnym krokiem władz publicznej telewizji, realizującej rzekomo publiczną misję, powinno być wprowadzenie pewnych modyfikacji w pozostałych programach. Należałoby zacząć od kolejnej reformy Wiadomości. Niedawne wprowadzenie szklanego stołu, odsłaniającego pieczołowicie skrywane przez wiele lat nogi Joli Pieńkowskiej, to stanowczo za mało.
Sugerujemy zatem skorzystanie z doświadczeń naszych wschodnich sąsiadów, którzy już dawno wpadli na praktyczny pomysł „rozbieranych serwisów informacyjnych”. Byłoby to typowe połączenie pożytecznego (wsłuchiwanie się w kolejne doniesienia na temat niezwykle udanej kadencji rządu Leszka Millera i niepowodzeń jego poprzedników) z przyjemnym, a zarazem również pożytecznym (lekcja anatomii w wykonaniu np. red. Kamila Durczoka, obnażającego swe ciało na oczach milionów). Co więcej, co jakiś czas prezenter mógłby wtrącać, jaką nazwę noszą poszczególne, obnażane organy. Oprócz większej widowni, TVP zaoszczędziłaby sporo na klimatyzacji.
Przykre wnioski. Lekcję dostały dzieci, wnioski powinni wyciągnąć rodzice. Okazuję się, iż pozostawienie pociech przed którymkolwiek z kanałów TVP, grozi poważnymi problemami wychowawczymi. Co odpowiemy naszemu robaczkowi, gdy ów spyta się nas np. o to, „dlaczego ta Pani lubi fiku miku urozmaicone tanią elektroniką z Tajwanu”. Pytań może powstać tak wiele, jak wiele tego typu pozycji programowych zaserwuje nam publiczny nadawca.
Telewizja Polska oczywiście nie poczuwa się do winy. Sławek Z., szef Jedynki, zwalił winę w sprawie Teleranka na stażystkę, a Nina T. zwolniła szefa dokumentu TVP2. Sami szefowie zostali ukarani naganą, która z pewnością wywołała w nich takie poruszenie, iż nawet poczwórny różaniec nie przyjdzie tu z pomocą.
W cywilizowanym państwie, szef programowy kanału podałby się dobrowolnie do dymisji. Co więcej, opinia publiczna nie pozostawiłaby na takiej osobie suchej nitki, co przełożyłoby się np. na problemy ze znalezieniem pracy przez ową osobę w przyszłości. W Polsce, jakże pięknym kraju, zapomniano jednak o dobrych obyczajach. Prezentacja skórzanej sex – bielizny w porze największej oglądalności telewizji przez dzieci? No problem!
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, na codzień nękająca nadawców prywatnych, „wyraża zaniepokojenie”, „niesmak” i temu podobne frazesy, z których nic konkretnego, poza tym, że istnieją, nie wynika. Możemy być pewni tego, iż w wypadku przedostania się takiego „Michałka” na antenę np. Polsatu, ów nadawca miałby poważne problemy, które przełożyłyby się np. na dotkliwą karę finansową.
Bo Nina jest boska. Stosowanie restrykcji finansowych wobec publicznego nadawcy nie ma najmniejszego sensu. Czemu? Nazajutrz moglibyśmy usłyszeć wypowiedź prezesa Kwiatkowskiego, iż ten – wobec braku funduszy i konieczności zapłacenia nieszczęsnej kary – musiał zdjąć z anteny np. Teatr Telewizji. Skoro kar finansowych nie można stosować, to może chociaż personalne? Też nie – Sławek Z. i Nina T. to niezastąpieni specjaliści. Pozostaje jedynie pytanie: Od czego? Od telewizji raczej nie…