Podczas przesłuchania funkcjonariusze nabrali jednak podejrzeń, że to nie dziennikarze, ale Jarucka może być w posiadaniu tych dokumentów. Jeszcze tego samego dnia przeszukali jej mieszkanie, nie czekając na pisemną zgodę prokuratury.
– Odbyło się to w trybie pilnym, bo zachodziło podejrzenie, że Jarucka może się ich pozbyć. Uprawnienia Agencji pozwalają w sprawach niecierpiących zwłoki dokonać przeszukania. Zostało one uzgodnione z prokuraturą, a dopiero potem zatwierdziła ona pisemnie ten wniosek – tłumaczy Magdalena Stańczyk, rzecznik ABW.
– U Jaruckiej depesz nie znaleziono. Przesłuchano więc dziennikarzy „Metra”, ale, jak mówi jego naczelny Jerzy Wójcik, dopiero na przełomie marca i kwietnia. – Jak wyjaśnił mi funkcjonariusz, powodem było zeznanie Jaruckiej. Miała powiedzieć, że mamy tajne depesze i przygotowujemy wielki tekst na temat przecieków. Odparłem, że depesz nie mamy i tekstu nie przygotowujemy. Dziwię się, iż przesłuchano nas tak późno – powiedział „Rz” Wójcik. – pisze „Rzeczpospolita”.