Dzieje się tak dlatego, że polskie litery w SMS powodują wykorzystanie przez komórkę znacznie większej liczby znaków niż deklaruje w regulaminie świadczenia usług każdy operator.
Gazeta Wyborcza wyjaśnia, że na przykład w nowym modelu Nokii wpisane polskie słowo „miś” „zjada” nie 3 a 90 znaków. Z kolei w niektórych aparatach Siemensa ten sam tekst „pożera” aż 400 znaków.
Eksperci tłumaczą, że jest to wina oprogramowania, jakie zostało wgrane w telefon. Podkreślają też, że można by zniwelować to zjawisko, ale wówczas producenci telefonów komórkowych nie byliby w stanie zaoferować polskiej pisowni.
Dlatego też – póki co – kilkunastu milionów użytkowników „komórek” musi liczyć się z tym, że używanie przez nich polskich znaków w SMS-ach będzie się wiązać z podwójnymi lub potrójnymi opłatami za jedną wiadomość – pisze Gazeta Wyborcza.