Dark Mode Light Mode

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami!

Naciskając przycisk Subskrybuj, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszymi zasadami Prywatność Prywatności oraz. Regulamin. Możesz się też z kontaktować z nami.
Obserwuj nas
Obserwuj nas
Nikt nie zawinił, Lisa powiesili m 14883 Nikt nie zawinił, Lisa powiesili m 14883

Nikt nie zawinił, Lisa powiesili

Wszystko wskazuje na to, iż nie zobaczymy już Tomasza Lisa w roli prowadzącego Fakty TVN. Sprawy zaszły już bowiem za daleko na to, aby dziennikarz mógł pozwolić sobie na powrót. Wiele wskazuje również na to, ze sama stacja nie jest zainteresowana jego powrotem na wizję. Cała sytuacja nasuwa bardzo przykrą refleksję, że polski rynek medialny jest strasznie niedojrzały – zarówno pod względem nadawców, jak i odbiorców.

Zaczęło się od niewinnego sondażu przeprowadzonego przez Pracownię Badań Społecznych na zlecenie tygodnika Newsweek Polska. Po publikacji wyników zawrzało. Okazało się bowiem, że 38-letni Tomasz Lis, wybitny dziennikarz, któremu w ciągu 6 lat udało się stworzyć najpopularniejszy i najbardziej opiniotwórczy wieczorny dziennik telewizyjny w Polsce, ma szanse na zajęcie drugiego miejsca w przyszłorocznych wyborach prezydenckich.

Publikacja wyników sondażu na łamach Newsweeek Polska była wystarczającym powodem dla władz TVN do szybkiej i zdecydowanej reakcji – zawiesiły one Lisa w pełnieniu obowiązków wydawcy i prowadzącego Faktów, flagowej audycji informacyjnej kanału. Powód, dla którego zawieszono Tomasza Lisa, wydaje się absurdalny. Nie miał on bowiem nic wspólnego z artykułem, który ukazał się na łamach Newsweeka. Nic, oprócz krótkiego cytatu, w którym mówił, że wyniki sondażu to dla niego szok. I trudno się dziwić takiej reakcji Lisa. Wracając do poprzedniego wątku, gdyby okazało się, że np. – hipotetycznie – 18 proc. Polaków widziałoby w roli prezydenta Kamila Durczoka, to czy władze TVP powinny go natychmiast zawiesić w roli prowadzącego Wiadomości TVP1? Absurd w najczystszej postaci.

Zapraszamy Ciebie na konferencję

HEALTH & BEAUTY DIGITAL & MARKETING TRENDS 2025

Marketingsummit.eu

16 KWIETNIA 2025 | Hotel RENAISSANCE - WARSZAWA


II Edycja konferencji dla liderów branży beauty & health!

🔹 AI i nowe technologie – jak zmieniają reguły gry w marketingu beauty?
🔹 e-Commerce 3.0 – personalizacja, która naprawdę sprzedaje!
🔹 Nowe pokolenia, nowe wyzwania – jak mówić do Gen Z i Alpha, żeby słuchali?
🔹 TikTok i influencer marketing – od viralowych hitów do realnych konwersji!
🔹 ESG czy greenwashing? Jak tworzyć autentyczne strategie zrównoważonego rozwoju?
🔹 Jak stworzyć społeczność wokół marki i budować lojalność klientów w digitalu?
🔹 Retail przyszłości – co musi się zmienić, aby sprzedaż stacjonarna przetrwała?


📅 Program i prelegenci - Marketingsummit.eu
🎟️ Bilety - Marketingsummit.eu
🎤 Zostań prelegentem - Marketingsummit.eu

Reklama

A może w całej sprawie władzom TVN chodziło tak naprawdę o zupełnie cos innego? Nie należy wykluczyć, iż szukały one pretekstu do pozbycia się z hukiem kłopotliwego, bo niezależnego, dziennikarza, który w dodatku kosztuje stację dziesiątki tysięcy złotych rocznie. Trudno było pozbyć się Tomasza Lisa w innych okolicznościach. Bo argument, iż twórca dziennika, na którym stacja zarabia krocie, żąda za dużej gaży jest – w warunkach demokracji mediów – stary i niemodny.

W krajach Europy Zachodniej, czy w USA, prezenter, bądź – to bardziej trafne, anglojęzyczne określenie – anchor to osoba, która zarabia rocznie miliony dolarów. Stacje telewizyjne wręcz biją się o najpopularniejszych prezenterów. Kiedy Tom Brokaw dostał propozycję od sieci informacyjnej CNN, sieć NBC, dla której pracuje od kilkudziesięciu lat, natychmiast zaproponowała mu lepsze warunki finansowe. Tak dzieje się w krajach, gdzie rynek medialny jest ustabilizowany. Polski rynek cały czas tworzy wrażenie dzikiego, którym tak naprawdę rządzi przypadek.

Podsumujmy… fakty. Stworzony przez Lisa wieczorny dziennik w ciągu 6 lat urósł do rangi najbardziej opiniotwórczego i najbardziej zbliżonego do standardów doświadczonego zagranicznego dziennikarstwa. Sam Lis zyskał miano jednej z największych osobowości polskiej telewizji. Nic zatem dziwnego w tym, że negocjując kolejny kontrakt, twardo obstawał przy swoich postulatach. Jest gwiazdą telewizyjną – ma do tego prawo. Ale, jak widać, nie w polskich warunkach.

I nie należy tutaj obarczać winą jedynie nadawcy, bo to widzom jest właściwie wszystko jedno. Polska mentalność cały czas żyje przeświadczeniem, że nie ważne kto, nie ważne jak, ważne, żeby po prostu było. Przykładem tego są Wiadomości, emitowane o cały czas „świętej” porze – 19:30. W ciągu ostatnich 10 lat przez to pasmo przewinęło się cale multum prowadzących – jedni się pojawiali, inni znikali, a widzom i tak było wszystko jedno, bo oglądali dalej, co pokazały słupki. W Wiadomościach przez dłuższy czas, co można nazwać pewnego rodzaju fenomenem, udaje się utrzymać Jolancie Pienkowskiej.

Polscy widzowie, przyzwyczajeni do PRL-owskiej cenzury i przez 50 lat karmieni wyłącznie publicznym nadawcą propagandowym, nie dostrzegają w telewizji osobowości. Owszem, następuje powolna zmiana tego sposobu zachowania społeczeństwa, ale nie jest ona na razie w takim stadium, by którykolwiek z nadawców, przez utratę ze swojej anteny osobowości, nawet tak wybitnej, jak Tomasz Lis, miął to odczuć gorzko na wynikach oglądalności. Nie należy się spodziewać, aby – z powodu braku swojego twórcy – Fakty straciły na oglądalności.

Niedojrzałe są zarówno polskie media, jak i ich odbiorcy. Przykładem tego mogą być pamiętne wydarzenia w Radiu Zet. Prezes Robert Kozyra regularnie pozbywał się z rozgłośni ludzi, którzy byli w niej od niemal samego początku. W pewnym momencie ktoś zaprotestował. Niemal 30 czołowych dziennikarzy stacji zagroziło, że jeżeli sytuacja się nie zmieni, odejdą z pracy. Prezes się nie przejął. Dziennikarze odeszli. Całe wydarzenie, i spadek jakości serwisów informacyjnych, który był jego następstwem, nie wpłynęły w negatywny sposób na słuchalność Zetki. Z perspektywy czasu można powiedzieć, iż Kozyra miął rację – wiedział, co robi. Obciął koszty, rozwiązał swoje problemy z pracownikami, a antena na tym nie ucierpiała.

Zwykłych widzów, czy tez słuchaczy to nie razi. Zauważają to ludzie, którzy znają mechanizmy rządzące zagranicznymi mediami. Tam nie ma mowy o wielkich układach, czy sympatiach politycznych. Jeśli ktoś jest dobry – zawsze zostanie doceniony. Lojalność nadawcy względem swoich gwiazd jest ogromna. Owszem, bywają wyjątki, jak pamiętne zwolnienie Petera Arnetta, korespondenta MSNBC w Bagdadzie. Ale stało się to po tym, gdy udzielił on wywiadu irackiej telewizji – był to wywiad antyamerykański, doskonale użyty przez tamtejsza propagandę.

Wróćmy do Tomasza Lisa. Prawdopodobnie nie usłyszymy już charakterystycznego „Tomasz Lis, Fakty, witam państwa, zaczynamy od…”. Jeśli tak się w istocie stanie, będzie to strata dla TVN, która być może – w mniejszy, lub w większy sposób – ujawni się z czasem. Lis sam stwierdził – i według mnie miał rację – iż nie jest królikiem, którego można wkładać i w dowolnym momencie wyciągać z kapelusza.

Co dalej z najlepszym polskim anchorem? Jest bardzo prawdopodobne, iż po wielu latach, upomni się o niego Telewizja Polska, której prezesem zostanie w lutym Jan Dworak, kojarzony w Platformą Obywatelską. W zeszłym tygodniu wyrażał się on, nie bez wzajemności, bardzo pochlebnie o Lisie. Nie możemy zatem wykluczać, iż jeszcze w tym roku usłyszymy: „Tomasz Lis, Wiadomości, witam państwa”.

Wszystko będzie zależało od tego, czy TVP przyjmie twarde warunki, jakie zapewne postawi Lis. Nie jest on osobą, która może sobie pozwolić na brak wpływu na program firmowany własnym nazwiskiem. Jeśli Telewizja Polska nie zapewni mu takiej niezależności, nie należy zapominać, iż jest jeszcze Polsat – stacja, która już wcześniej chętnie widziałaby Lisa u siebie. Dając mu pełną swobodę, Informacje miałyby szanse stać się tym, czym były Fakty Lisa, albo i nawet czymś więcej.

A TVN? Poradzą sobie. Tworzenie flagowej audycji informacyjnej TVN w wypadku odejścia jej dotychczasowego prowadzącego, przejmie w każdej chwili ekipa TVN24, która ma dwie zalety: jest już zarówno doświadczona (również w tworzeniu Faktów), oraz relatywnie tańsza i bardziej wydajna. Z ostatnich wypowiedzi Lisa można wywnioskować, że bardzo niechętnie odnosi się on do połączenia redakcji Faktów i TVN24. Choć trudno dzielić skórę na niedźwiedziu, bo ani Lis ani jego pracodawca nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa, całkowite połączenie jest już jednak coraz bliżej.

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami!

Naciskając przycisk Subskrybuj, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszymi zasadami Prywatność Prywatności oraz. Regulamin. Możesz się też z kontaktować z nami.
Add a comment Add a comment

Dodaj komentarz

Previous Post
"Penthouse" wraca i 6249 big

"Penthouse" wraca

Next Post
W obronie praw własności intelektualnej<br>Podsumowanie akcji Koalicji Antypirackiej m 14891

W obronie praw własności intelektualnej<br>Podsumowanie akcji Koalicji Antypirackiej





Reklama