Jak to się robi w Ameryce? Jak wyjaśnia nam Katarzyna Sławińska, korespondentka „Faktów” TVN w Waszyngtonie, debaty prezydenckie w Stanach Zjednoczonych ogląda kilkadziesiąt milionów widzów. – Amerykanie bardzo czekają na debaty telewizyjne tuż przed wyborami. To jedyna szansa by poznać w takiej bezpośredniej wymianie zdań poglądy kandydatów – tłumaczy nam dziennikarka.
Katarzyna Sławińska mówi nam, że po debatach przez wiele dni trwają dyskusje, kto był ich zwycięzcą. – To też jedyna szansa dla kandydatów by zaprezentować się wielkiej, masowej publiczności – na wiecach wyborczych kandydaci spotykają się z kilkudziesięcioma tysiącami – w czasie debat maja szanse na zaprezentowanie swoich poglądów, swojego stylu i „uwiedzenie” kilkudziesięciu milionów wyborców – dodaje korespondentka.
U naszych zachodnich sąsiadów podczas ostatnich wyborów odbyła się jedna debata, którą przygotowywały ARD, ZDF, SAT1 i RTL. – Jedna porządna debata ma lepszy oddźwięk wśród społeczeństwa, czekają na nią miliony telewidzów – wyjaśnia nam Tomasz Lejman, berliński korespondent RMF FM.
– Jedna debata telewizyjna jest wynikiem zupełnie innego podjęcia polityków do tutejszych mediów. Nie dociera się do nich bezpośrednio tak jak w Polsce. Mają swoich rzeczników i doradców – tłumaczy nam Tomasz Lejman. – Kampania wyborcza jest bardzo bogata, dlatego media decydują się na wspólną debatę telewizyjna, przygotowywana z wielkim rozmachem. Jest to właściwie wielka impreza, na która wykładana jest bardzo grupa kasa – dodaje dziennikarz.