To, że przestajemy pisać listy stało się faktem. W 2013 roku wysłaliśmy ich 1,35 mld. Ale w tym roku jest dużo gorzej. - "Szacunki wskazywały, że rynek zwykłych listów spadnie o 10 proc." - mówi Janusz Wojtas, członek zarządu Poczty Polskiej odpowiedzialny za sprzedaż i marketing.
W takim tempie rynek systematycznie kurczy się od dłuższego czasu. Jednak w ostatnich miesiącach tąpnięcie jest dużo większe. - "W przypadku klientów indywidualnych, a mamy 99 proc. tego rynku, spadek jest o 23-24 proc. A przy korporacyjnych to zależy od branży. Uśredniając, korporacje wysyłają ponad 20 proc. mniej listów niż rok temu" - mówi Wojtas.
- "Nie znam kraju w Europie, gdzie ten spadek byłby tak mocny" - wyjaśnia Wojtas. Średnio w Unii wolumen listów krajowych obniżył się w ostatnich latach o 3 proc. I tak w Niemczech rynek listów zmalał w latach 2009-13 o 7 proc., a we Włoszech w tym samym czasie - o 30 proc.
Paczka zamiast listu
Listy umierają powoli. Te prywatne zabija przemiana cywilizacyjna i tempo życia. Po co pisać listy czy kartki świąteczne, skoro można wysłać e-mail albo SMS-a? Albo wiadomość na Facebooku od razu ze zdjęciem? Mniej papierowych listów wysyłają też firmy, bo to rodzi koszty, których nie można przerzucić na klienta. Papierowe faktury są zastępowane przez faktury elektroniczne, podobnie jak wyciągi.
Złote czasy listów zaczęły się na początku lat 60. ubiegłego wieku. Poczta Polska, będąca monopolistą, dostarczała 900 mln listów i kartek rocznie. Pod koniec dekady pierwszego sekretarza Władysława Gomułki w obrocie było już 1,5 mld sztuk. I ten trend utrzymywał się mniej więcej do 1989 roku.
Drugi boom na listy to koniec lat 90. Internet w Polsce był jeszcze w powijakach, a banki przesyłały hurtowo wyciągi dołączane do rachunków osobistych, pojawiły się też sieci komórkowe Plus i Era (w 1996 roku) oraz Idea (w 1998 roku), wystawiające miliony papierowych faktur miesięcznie. W 1999 roku wysłaliśmy 2,09 mld sztuk listów.