Kruk wezwała Radio TOK FM, by „bezwarunkowo wyeliminowało w przyszłości tego typu nadużycia”. Chodzi o dwie audycje satyrycznego programu na żywo „Woobie doobie” z 23 i 30 listopada zeszłego roku.
23 listopada do radia zadzwonił słuchacz i wyrecytował własny wierszyk: „Drogi prezydencie, najwyższa już pora wszystkim wrednym krytykom pokaż swego pisiora. Ha, ha. Dobre co?”.
Kruk napisała, że „uznając prawo nadawcy do krytyki uczestników życia publicznego, za niedopuszczalne uważa formułowanie obraźliwych, gorszących wypowiedzi, zwłaszcza jeśli dotyczą one głowy państwa”.
Nie wiadomo, o którego prezydenta chodziło słuchaczowi TOK FM, bo w listopadzie było ich dwóch: urzędujący Aleksander Kwaśniewski i elekt Lech Kaczyński.
Kruk zarzuciła także, że 30 listopada redaktor radia w rozmowie ze słuchaczem odnosił się „w sposób lekceważący do nauki Kościoła oraz osób, które stanęły w jej obronie”. I dalej pisze: „Redaktorzy prowadzący zobowiązani są do przestrzegania zasad etyki dziennikarskiej, w tym poszanowania dóbr osobistych, dochowywania standardów dziennikarskiej rzetelności i obiektywizmu.
TOK FM w piśmie wysłanym do szefowej KRRiT broni się przed tymi zarzutami. Tłumaczy, że „Woobie doobie” to program satyryczny, a więc można w nim się naśmiewać z jakichś zjawisk. Nadawany na żywo, a więc nadawca nie ma wpływu na jego ostateczny kształt. I zwraca uwagę, że nowy zapis w ustawie, który do zadań KRRiT dołożył „inicjowanie i podejmowanie działań w zakresie ochrony zasad etyki dziennikarskiej”, nie oznacza prawa KRRiT do „urzędowej kontroli przestrzegania zasad etyki dziennikarskiej”.