Magdalena Bajer, przewodnicząca Rady Etyki Mediów, uważa, że taki sposób pisania jest bardzo mało wiarygodny i szkodzi samej idei lustracji. Zwróciła uwagę, że autor artykułu Jakub Urbański pisze w tonie oznajmującym, jakby jego tezy były niezbicie pewne. Według niej, w tekście jest też ukryta sugestia, że w tamtej epoce wszyscy byli uwikłani, nawet autorytety, wobec czego nie warto zajmować się takimi sprawami.
Zdaniem przewodniczącej REM publikacja tygodnika Wprost jest przykładem bardzo nierzetelnego dziennikarstwa śledczego. Zaznaczyła, że autor artykułu powołuje się na słabo określone materiały i ignoruje całkowicie wszystkie poprzednie ustalenia. Dodała, że nie jest to nowa sprawa i oskarżenia odnośnie Zbigniewa Herberta zostały już oddalone, a jeśli są jakieś nowe materiały na ten temat, to należy o tym inaczej pisać. Według Rady Etyki Mediów, jest to przykład naruszenia zasad szacunku i tolerancji oraz dobra odbiorcy zapisanych w Karcie Etyki Mediów.
Wprost napisał, że Zbigniew Herbert donosił, by uzyskać paszport i móc podróżować po Europie. Według tygodnika, poeta przekazywał SB informacje głównie o środowisku polskiej emigracji w zachodniej Europie. Kontakty Herberta z peerelowską bezpieką miały rozpocząć się w 1967 roku i trwać prawie do końca 1970-ego.
Autor artykułu we Wprost Jakub Urbański twierdzi, że swój tekst oparł nie tyko na dokumentach IPN. Według dziennikarza chodzi o raporty, zawierające wnioski i analizy, przeprowadzone przez funkcjonariuszy SB, którzy kontaktowali się ze Zbigniewem Herbertem. Dodaje, że swój tekst oparł też na rozmowach z ludźmi, którzy znali Herberta w tamtym okresie.