Otóż w ubiegłym roku rządząca na Wyspach Partia Pracy przeznaczyła na reklamę aż 211,9 mln dol., wyprzedzając takich gigantów jak Procter & Gamble (166 mln dol.), British Telecommunications czy Ford Motor Co. Jeszcze w 1998 r. politycy na Wyspach zajmowali siódmą pozycję w rankingu reklamodawców.
Dzieje się tak po raz pierwszy w historii brytyjskiego przemysłu reklamowego. Co więcej, jest to ewenement na skalę globalną. W pierwszej ósemce rynków reklamowych świata rządy – z wyjątkiem brytyjskiego – nie są tak aktywne. Specjaliści podkreślają, że w zeszłym roku Partia Pracy ponownie wygrała wybory.
Z kolei Peter Buchanan, wiceprzewodniczący rządowego centrum komunikacyjnego, tłumaczy na łamach „AdAge Global”, że reklamowe wydatki brytyjskiego rządu są scentralizowane, zatem łatwiej jest je zmonitorować. Wszystkie polityczne budżety promocyjne są administrowane właśnie przez centrum komunikacyjne. W innych krajach różnego rodzaju kampanie reklamowe, jak np. przygotowania do wprowadzenia euro czy walka z używkami, często nie są kwalifikowane jako rządowe.
W Polsce monitorowanie kampanii rządu jest bardziej złożone. Wrocławska firma badawcza Expert Monitor ma wprawdzie kategorię Centrum Informacyjne Rządu, do której włącza m.in. promocję wielkich reform, czyli emerytalną, zdrowotną czy oświatową, ale samorządy stanowią w jej bazach już inną kategorię. Kolejną osobną kategorią są wybory.
Wydatki partii politycznych są badane osobno. I tak – według danych Expert Monitor – Centrum Informacyjne Rządu wydało w ubiegłym roku na reklamę 25,06 mln zł brutto (bez rabatów i upustów). Rok wcześniej wydatki te były większe i wyniosły 35,42 mln zł. Lwią część pieniędzy pochłonęła promocja wielkich reform. Na liście największych reklamodawców nasz rząd znajduje się w okolicach 40. pozycji.