w którym ukazało się dość nietypowe oświadczenie artysty na temat śmierci internetu.
„Internet jest całkowicie skończony. Nie widzę powodu, dla którego miałbym dystrybuować moje nowe nagrania przez iTunes czy gdziekolwiek indziej. Nie zapłacą mi za nie z góry, a później będą mieli pretensje o to, że ich nie dostają” – stwierdził Prince, szokując opinię publiczną.
Muzyk twierdzi, że jego nagrania nie staną się kolejnym internetowym przebojem, ponieważ będą w podobny w sposób dystrybuowane również w innych europejskich krajach.
Oświadczenie Prince’a spotkało się z ironiczną krytyką użytkowników internetu, który wysunęli nawet propozycję, żeby o domniemanej śmierci internetu zacząć dyskutować na… internetowym forum.
Prince (który w swojej 30 letniej karierze sprzedał ponad 100 milionów nagrań) podkreśla, że w muzyce albo stawia się na jakość, albo na ilość. W cyberświecie, gdzie muzyka jest za darmo, możemy znaleźć bez trudu kolejne tysiące darmowych plików mp3. Nie ma za to miejsca na osobiste uczucia, np. przywiązanie, jakie może odczuwać pasjonat do płyty kompaktowej, czy bezpośredni kontakt z artystą. To właśnie powód, dla którego artysta postanowił „skończyć” z internetem i udostępnić swoje nagrania w innej formie.
Jeszcze kilka lat temu Prince czerpał krocie z grania prywatnych koncertów w jednym z resortów w Las Vegas, za które ludzie potrafili zapłacić nawet ponad 300 dolarów. W zeszłym tygodniu, na francuski występ artysty, sprzedano ponad 20 tys. biletów w cenie 106 dolarów i 3 tys. po 157 dolarów.