30-letnia Marta z Warszawy (mama 4-letniej Agnieszki i półrocznego Adasia) przyznaje, że podłączony do sieci domowy komputer jeszcze rok temu był podstawowym lekarzem w rodzinie: – Gdy tylko Agnieszka zaczynała kaszleć, miała wysypkę albo gorączkę, leciałam do komputera. Inni rodzice radzili mi, żeby zoperować dziecko, bo chrapie, strofowali że jestem złą matką, bo nie zaszczepiłam dziecka przeciw grypie, i straszyli, rozpisując się o przypadkach powikłań, o których gdzieś usłyszeli. Ja wierzyłam, panikowałam, latałam od lekarza do lekarza, zupełne bez powodu. Przeszło mi, gdy odkryłam, że jeden z radzących był przedstawicielem firmy, która chciała sprzedać swoje preparaty.
Więcej na http://www.metro.gazeta.pl