Mężczyźni na Wyspach przeznaczają zaledwie 57 mln funtów na produkty do pielęgnacji skóry, takie jak krem nawilżający, płyn do mycia twarzy czy peeling, wynika z badań Mintel. Suma ta wypada blado przy 602 mln funtów wydawanych rocznie przez Brytyjki. Sprzedaż kosmetyków wzrosła w latach 2005 – 2007 o 21 proc., przy czym produkty dla mężczyzn stanowią tylko 7 proc. tej wielkości.
Firmy kosmetyczne inwestują ogromne sumy pieniędzy, by spopularyzować produkty dla mężczyzn. Najlepszym przykładem jest koncern L’Oreal Paris, który zatrudnił do swojej kampanii między innymi byłego Jamesa Bonda czy serialowego dr. Jacka Shepharda. Podobne wysiłki czyni Gillette, ambasadorami marki są gwiazdy sportu – David Beckham, Thierry Henry, Tiger Woods oraz Roger Federer.
Niechlujny, nieogolony wizerunek przeciętnego Brytyjczyka staje się coraz bardziej popularny, szczególnie wśród mężczyzn powyżej 65. roku życia, którzy już niedługo staną się największą grupą wiekową na Wyspach. Tylko 17 proc. z nich popiera używanie produktów do pielęgnacji skóry, przy tym aż trzech na czterech badanych nadal wiernych jest wyłącznie kostce mydła.
– W tych czasach niechlujny wygląd, którego przykładem jest Russell Brand, staje się coraz bardziej popularny i akceptowalny wśród młodych Brytyjczyków, co oznacza, że zmniejsza się ich zapotrzebowanie na kremy czy płyny po goleniu – komentuje wyniki badań Alexandra Richmond, starszy analityk Mintel. – Starzejąca się populacja Wielkiej Brytanii oraz niechęć starszych mężczyzn do używania nowych kosmetyków grają wielką rolę w rozczarowujących wynikach firm tej branży.
Richmond sugeruje również, by producenci skupili się na tradycyjnych produktach, które odnosić się będą do starszych konsumentów, kierując jednocześnie reklamy bardziej zaawansowanych kosmetyków do młodszych odbiorców, mając nadzieję, że będą oni używać ich nadal w swoim dorosłym życiu.