– Odmawiam odpowiedzi na pytanie – tak na każde kolejne pytanie komisji odpowiadał zadowolony z siebie Lew Rywin. Miał pełne prawo do takich odpowiedzi, ale tylko pod warunkiem, gdyby ich udzielenie naraziło jego, bądź osoby mu najlbliższe na odpowiedzialność karną. Jaka odpowiedzialność karna mogła mu jednak grozić za udzielenie odpowiedzi na pytanie o to, kiedy poznał Adama Michnika?
Na początku posiedzenia komisji Rywin wydał oświadczenie. Wyparł się w nim jakiejkolwiek winy. Stwierdził, iż wszystko jest zręcznie uknutą intrygą Agory, wycelowaną w kompromitację premiera. A nagrania jego rozmowy z naczelnym Gazety Wyborczej? Nagrania zostały, jak określił to Lew R., „zmanipulowane”. Tak, z całą pewnością Agora przymierzała się do inwestycji w rynek filmowy, a dialog Michnika z Rywinem był po prostu próbą jednego z najnowszych scenariuszy dla nowego dzieła sensacyjnego. Raczej kiepski dowcip.
Rywin wydał swoje nader ciekawe oświadczenie, ale odmówił udzielenia odpowiedzi na wszystkie pytania z nim związane (na inne zresztą też), uznając tym samym, iż naraziłoby go to na odpowiedzialność karną. Można zatem uznać, iż owo oświadczenie to najzwyklejszy stek bzdur i pobożnych życzeń niegdyś najbardziej uznawanego producenta filmowego w Polsce, a dziś człowieka, z którym raczej niewielu chciałoby mieć cokolwiek wspólnego.
Rywin, nie wspominając już jego bystrych pełnomocników, skompromitował się tym samym tak przed komisją, jak i przed milionami telewidzów, którzy śledzili sobotnie przesłuchanie na antenie TVP3.
Tajemna taktyka gry prowadzonej przez tego Pana polega na próbie odwrócenia kota ogonem. Z tym, że on z góry już wie, iż taka próba się nie powiedzie. Kto uwierzy np. seryjnemu zabójcy, którego zbrodnie zostały uwiecznione na kamerze VHS, iż „to nie on je filetował”, a wszystko to „nikczemna manipulacja” nieprzychylnych mu osób? Panu Rywinowi chodzi raczej o jak największe zagmatwanie sprawy i ogłupienie opinii społecznej. Ale najbardziej jest to gra na czas.
Rywin nie będzie milczał wiecznie – będzie milczał tak długo, jak długo „jego sprawa” na tym nie ucierpi. Kiedy już będzie musiał przemówić, bo nie będzie innego wyjścia, zabawa zacznie się od nowa. W ten sposób proces może ciągnąć się latami, a z miesiąca na miesiąc szanse na to, iż poznamy prawdę będą malały.
Przed Rywinem przed komisją zeznawał Robert Kwiatkowski, prezes TVP. Jego wypowiedzi nie powinny dać nikomu wątpliwości – powinien on zostać zawieszony w pełnionej funkcji i to jak najszybciej. Tak stałoby się w każdym demokratycznym państwie, jednak nie w Polsce! Tutaj „silne plecy”, jakie Kwiatkowski ma w postaci rady nadzorczej publicznego nadawcy, nie dadzą mu zginąć, choćby dopuścił się największych przekrętów. Co z tego? Każdy popełnia przecież błędy…
W całej sprawie jest coraz więcej niejasności i znaków zapytania. To, czy kiedykolwiek dowiemy się w czyim imieniu Rywin złożył propozycję łapówkarską Agorze, pozostanie zagadką na długo.