– Rezygnacja Arnaulta mocno zaważy na radzie nadzorczej Vivendi. Jasnym jest, iż Arnault uważa, że Messier jest skończony – mówi na łamach Financial Timesa osoba będąca blisko sprawy. – Arnault zrezygnował, gdyż uznał, iż niemożliwym jest zajmowanie stanowiska w radzie nadzorczej firmy, której sytuacja jest tak zagmatwana.
Nie należy wykluczyć, że odejście Arnaulta pociągnie za sobą szereg kolejnych dymisji na wysokich stanowiskach Vivendi. To znacznie osłabia siłę Messiera, co w efekcie może doprowadzić do usunięcia go ze stanowiska szefa wykonawczego.
Akcje Vivendi wzrosły na początku wtorkowej sesji o 5 proc. po poniedziałkowym krachu, kiedy – spadając o 23 proc. – zanotowały najniższy poziom od 1989 roku. Aby poprawić nastroje inwestorów i ich obawy, co do płynności finansowej spółki, Vivendi postanowiła sprzedać warte 1,7 mld euro 15,6 proc. udziałów w Vivendi Enviroment niemieckiemu Deutsche Bankowi.
Arnault jest drugim członkiem rady nadzorczej, który w ciągu ostatnich dni podał się do dymisji. Dzień wcześniej ze stanowiska zrezygnował Philippe Foriel-Destezet, były prezes Adecco. Wiosną z rady nadzorczej firmy odeszli Rene Thomas, były prezes BNP Paribas, i Jean-Louis Betta, prezes Saint Gobain. Zmieniło to układ sił w Vivendi na korzyść przeciwników Jean-Marie Messiera.
Wszystkich francuskich członków rady nadzorczej łączyły dobre stosunki. Dowodem tego jest fakt, iż sam Messier zasiadał w radach spółek innych członków zarządu Vivendi, m.in. w LVMH, BNP, czy Saint Gobain.
Teraz w siłę rosną członkowie rady nadzorczej powiązani z rodziną Bronfmanów, która przed dwoma laty sprzedała Vivendi swoją spółkę Seagram, właściciela wytwórni filmowej Universal Studios.
Tymczasem rosną domysły na temat utraty przez grupę płynności finansowej. Przedstawiciele konglomeratu zaprzeczają. Według nich, firma dysponuje niewykorzystaną linią kredytową rzędu 3,3 mld euro. – Nie ma kryzysu finansów spółki – komentuje krążące po rynku doniesienia Marc Vienot, prezes banku Societe General, który nadzoruje audyt firmy.