Jesienią 2000 roku Canal+ zwolnił 19 częstotliwości telewizyjnych tłumacząc, że podczas gdy ludzie coraz częściej kupują dekodery do odbioru sygnału satelitarnego, są one zbyt kosztowne w utrzymaniu. Mówiono, że nadajniki w Bydgoszczy, Gdańsku, Gdyni, Katowicach, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu będą łakomym kąskiem m. in. dla powstającej wówczas Telewizji Puls. Dziś wydawać się może, że Pulsu nie stać byłoby na utrzymanie rozbudowanej sieci nadawczej.
W kwietniu 2000 Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji część z nich rozdzieliła pomiędzy TVN i TV4 i TV Puls. Jednak od ponad roku Rada nie podjęła decyzji kto mógłby nadawać na pozostałych dziewięciu zwolnionych przez C+ częstotliwościach. Część członków Rady twierdzi, że należy poczekać do czasu, gdy rozpocznie działalność cyfrowa telewizja naziemna – wtedy będzie można wykorzystać nie używane pasma. Ich przeciwnicy twierdzą, że wolne częstotliwości mogłyby być wykorzystane przez mniejszych nadawców w poszerzeniu ich zasięgu.
Wydaje się jednak, że więcej jest przesłanek za rozdzieleniem wolnych częstotliwości już istniejącym nadawcom, nie czekając na powstawanie naziemnych platform cyfrowych. Przewodniczący KRRiT, Juliusz Braun, już dawno stwierdził, że proces przystosowania Polski do całkowitego odbioru naziemnej telewizji cyfrowej będzie długotrwały i kosztowny; potrwa on, według Brauna, nawet 10 lat. Trzeba ponadto zaznaczyć, że naziemna telewizja cyfrowa to przedsięwzięcie niesamowicie kosztowne i ryzykowne; świadczyć może o tym fakt, że tylko cztery kraje europejskie mają tego typu telewizje, z czego dwie, brytyjska i hiszpańska, stoją już na skraju bankructwa.
Czy zatem dziewięć zwolnionych przez Canal+ częstotliwości będzie leżeć odłogiem? Ostateczna decyzja, odkładana miesiącami, miała zapaść 21. maja. Być może opieszałość Krajowej Rady nie pozwoliła rozwinąć skrzydeł upadającej TV Puls. Jedynym pocieszeniem dla TV Puls może być fakt, że jej krakowski nadajnik zwiększy moc. To chyba jednak kropla w morzu potrzeb stacji.