„Rozmowy rolowane” powstały w oparciu o znaną indiańską maksymę, głoszącą, że każdy mówi to, co niekoniecznie mówi. Realizowanie „Rozmów rolowanych” polega na wycinaniu, sklejaniu i dopowiadaniu wszystkiego, co tylko przyjdzie nam do głowy.
Naszym sprzymierzeńcem jest komputerowa technika w postaci Grzesia Grochowskiego, który potrafi za pomocą myszki wyczarować takie cuda, że samej myszce nie przyszłoby to do głowy. Z naszymi bohaterami możemy być wszędzie.
Z Korwinem-Mikke byliśmy swojego czasu plemnikami zmierzającymi do upragnionego celu, Andrzejowi Olechowskiemu wlepialiśmy jako Straż Miejska mandat za złe parkowanie Platformy Obywatelskiej, a z panią prezydentową bawiliśmy się wspólnie na dancingu, by potem wracać do domu na palcach nie budząc przy tym lwa, czyli Olka.
Z Edytą Jungowską, z którą przychodzi mi spędzać teraz czas w studio i dzielić się z nią zarówno deserem, jak mikrofonem, dochodzi czasem do ścierania poglądów. Ale na tym polega specyfika tej pracy. Kiedyś nagranie jednego odcinka zajmowało nam dużo czasu.
Nasi bliscy nie mogli uwierzyć, że dla takich kilku minut musimy prawie pół dnia spędzić w pracy. Nie piszemy scenariuszy, bo wszystko rodzi się w trakcie pracy nad audycją. Dopowiadamy, obcinamy, wymieniamy – to taka radiowa układanka, w której liczy się słowo klucz. Szukamy go, przesłuchując kilometry ścieżek dźwiękowych.
Nasi goście to przede wszystkim osoby, o których wszędzie się mówi i wszędzie pokazuje. Najliczniejszą kategorią są politycy, którzy potrafią się tak ustawić, by być ciągle na świeczniku – niezależnie od tego, czy rządzą czy są w opozycji. W każdej sprawie mają jakieś zdanie, nawet jeśli tak naprawdę nie mają nic do powiedzenia.
Niektórzy naprawdę myślą, że zapraszamy gości do realizacji naszych programów i pytają mnie, jak to robię, że ludzie występujący w naszych audycjach odpowiadają na, zdawałoby się, nienormalne pytania.
Ostatnio nawet pewien rozsądnie wyglądający młodzieniec spytał mnie, co ja tutaj robię rano, skoro przecież lecę teraz w radio. Jeśli rzeczywiście tak wiarygodnie brzmimy, to świadczy tylko o tym, że coraz mniej już ludzi dziwi. Nawet najbardziej zaskakujące rzeczy mogą przyjąć za prawdę. I w tym tkwi nasza szansa.