„Gazeta Wyborcza” donosi, że zajmowanie się skargami to – jak dotąd – najbardziej widoczna działalność b. szefowej KRRiT Elżbiety Kruk. Kruk publicznie mówiła, że to obowiązek Rady i żadna skarga nie może zostać bez odpowiedzi.
Zmieniło się to, gdy do Rady wpłynęła skarga fundacji Otwarta Rzeczpospolita na Radio Maryja za nadanie antysemickiego felietonu Stanisława Michalkiewicza – czytamy w dzienniku.
Pierwszym krokiem wyjaśniania przez Radę, czy zarzuty w skardze są prawdziwe, jest pismo do nadawcy z żądaniem przesłania Radzie programu, którego skarga dotyczy. I tu powstaje problem: ustawa o RTV powiada, że „żądać” może tylko przewodniczący Rady. A tego w tej chwili nie ma, bo Trybunał Konstytucyjny zakwestionował zapis ustawy o RTV, na podstawie którego prezydent powołał Kruk na szefa Rady.
„Gazeta Wyborcza” pisze, że Rada może nadawców prosić o przesłanie materiałów (mogą przysłać lub nie) i je analizować, czy faktycznie skarżący miał rację, że doszło do naruszenia prawa. Jeśli tak, Rada może w tej sprawie podjąć uchwałę: może nadawcę wezwać do zaniechania nadawania takich programów lub wymierzyć mu karę pieniężną. Ale uchwała będzie musiała poczekać na nowego przewodniczącego (będzie, gdy Sejm znowelizuje ustawę o RTV), bo tylko z jego podpisem staje się tzw. decyzją administracyjną, która jest obowiązująca dla nadawców.
Za tydzień Rada ma postanowić, co będzie robić z napływającymi skargami. Problem w tym, że nadawcy mają obowiązek przechowywać wyemitowane programy 28 dni. Oznacza to, że jeśli Sejm szybko nie znowelizuje ustawy medialnej, to nadawcy mogą programy zniszczyć. I Rada nie będzie miała czego sprawdzać.