Aleksandra Bajka przez ponad trzy tygodnie była zamknięta w swoim rzymskim studiu. – Wszyscy – nie tylko my – z RMFu – daliśmy z siebie wszystko. Nie spaliśmy po kilka nocy z rzędu, nasze umysły starały się ogarnąć wszystko, co się dzieje – kolejne płynące z Watykanu fakty, ludzkie emocje towarzyszące odejściu papieża, skoordynować pracę reporterów w Rzymie i w Polsce, znaleźć gości – komentatorów – opowiada nam dziennikarka. – Do tego dochodziły nasze – dziennikarskie emocje, które jakoś musieliśmy trzymać na wodzy, bo naszym zadaniem było: informować – dodaje.
Była korespondentka rozgłośni w Rzymie wspomina, że bywały takie chwile, gdy trudno było powstrzymać łzy, panować nad łamiącym się ze wzruszenia głosem. – Bardzo często, w przerwach miedzy moimi relacjami, włączałam włoską telewizję, aby zobaczyć, co dzieje się w Watykanie i niektóre obrazy – rozpaczający czy modlący się ludzie, smutek na twarzy papieskich współpracowników – powodowały moje ogromne wzruszenie – mówi nam Bajka.
Aleksandrze Bajce raz udało się wyrwać ze studia. – Któregoś dnia późnym wieczorem poszłam do bazyliki św. Piotra, aby pożegnać Jana Pawła II. Gdy zobaczyłam z bliska papieskie zwłoki – jego martwą, naznaczoną cierpieniem twarz zrozumiałam, że to rzeczywiście się stało – tłumaczy.
– Nie jest już dziś tajemnicą, że różne redakcje przygotowywały się na śmierć Jana Pawła II – gromadziły materiały, miały napisane „gotowce”. Ja nie przygotowałam sobie „gotowych” relacji, choć niektóre rzeczy można było przewidzieć, zaplanować – opowiada nam dziennikarka, która sądziła, że tylko w chwili, gdy nastąpi to, co nieodwołalne będzie mogła czuć i przekazywać słuchaczom relacje z danej chwili. – Takich relacji nie dało się – moim zdaniem – przygotować wcześniej. Ale, niewątpliwie kosztowało mnie to wiele nerwów, bo tempo pracy było rzeczywiście niezwykle i czasem ledwo zdążałam zebrać myśli przed kolejnym serwisem „o pełnej” – dodaje.
Dziennikarka, zapytana czy dziś – z perspektywy czasu – zmieniłaby coś w swoich relacjach, uważa, że postąpiłaby podobnie. Ma natomiast inne spostrzeżenie. – To absolutnie nie był dobry moment na ściganie się w podawaniu smutnych newsów. RMF akurat wcale w tym nie przodował, ale zauważyłam wtedy, ze dla wielu dziennikarzy ważniejsze niż przekazanie emocji była chęć podania szczegółów dotyczących umierającego papieża jako pierwsi – przed konkurentami – mówi nam Bajka. Jej zdaniem o palmę pierwszeństwa w tego rodzaju newsach nie powinno się walczyć.
– Nad smutkiem i emocjami tamtych dni tak naprawdę miałam możliwość zastanowić się dopiero kilka miesięcy potem. Jakoś szczególnie przeżyłam zeszłoroczne święto zmarłych, gdy na spokojnie obejrzałam, posłuchałam i poczytałam wspomnienia z rzymskiego kwietnia – opowiada nam Aleksandra Bajka.