– To pomysł na miarę XXI wieku – mówią o projekcie „slotMusic” przedstawiciele SanDiska, największego na świecie producenta kart pamięci flash. Spółka dogadała się z najważniejszymi graczami muzycznymi: Universal Music, EMI, Sony BMG i Warnerem. Chce sprzedawać płyty artystów na produkowanych przez siebie kartach pamięci flash. Mają mieć pojemność 1 GB, co wystarczy na upakowanie ok. stu plików MP3 w stosunkowo wysokiej jakości 320 kbps.
Karty będą sprzedawane razem z przejściówką USB, która umożliwi przegranie muzyki na komputer.
SanDisk liczy na to, że slotMusic się przyjmie, bo w praktyce każdy nowy telefon ma możliwość wrzucenia do środka takiej karty, można też jej użyć w odtwarzaczu muzycznym (z wyjątkiem iPhone’ów i iPodów – komórek i odtwarzaczy firmy Apple, które do tej pory sprzedały się w ponad 150 mln sztuk). – Większość odtwarzaczy ma już miejsce na karty pamięci. A telefonów umożliwiających odsłuchiwanie muzyki i z wejściem na karty pamięci sprzedaje się rocznie 750 mln sztuk – mówi Daniel Schreiber, wiceszef SanDiska.
Szczegóły dotyczące cen i tego, jakich artystów będzie można posłuchać na kartach pamięci SanDiska, mają być ujawnione w najbliższych tygodniach. Według nieoficjalnych informacji za album trzeba będzie zapłacić ok. 15 dol. A na pierwszy rzut pójdzie 29 płyt, głównie współczesnych wykonawców jak Rihanna, Usher, czy Akon. Ale na karcie MicroSD znajdzie się też płyta Elvisa Presleya.
Na razie karty slotMusic będą sprzedawane tylko w USA (m.in. w sieci sklepów z elektroniką Best Buy i sieci Wal-Mart). SanDisk przymierza się do startu slotMusic także w Europie, ale nie wcześniej niż w przyszłym roku.
Dla koncernów fonograficznych ten eksperyment ma duże znaczenie – w ostatnich latach sprzedaż muzyki na fizycznych nośnikach (głównie na płytach CD) spada na łeb na szyję. Rośnie za to popularność muzycznych e-sklepów – najpopularniejszy w sieci sklep iTunes należący do Apple w tym roku prześcignął w tej kategorii sieć handlową Wal-Mart. Problem w tym, że w internecie schodzą głównie pojedyncze utwory za 99 centów, a nie całe albumy, na których wytwórnie mają dużo wyższe marże.
Więcej na http://www.wyborcza.pl