Dark Mode Light Mode

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami!

Naciskając przycisk Subskrybuj, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszymi zasadami Prywatność Prywatności oraz. Regulamin. Możesz się też z kontaktować z nami.
Obserwuj nas
Obserwuj nas
Giełda Świętych Mikołajów
Wróciła sprawa trotylu w "Super Expressie"
W obronie dziennikarzy
Wróciła sprawa trotylu w "Super Expressie" i 2690 big Wróciła sprawa trotylu w "Super Expressie" i 2690 big

Wróciła sprawa trotylu w "Super Expressie"

Byli szefowie "Super Expressu" będą ponownie sądzeni za prowokację dziennikarską: nielegalne kupno materiałów wybuchowych od policjantów – orzekł Sąd Okręgowy w Warszawie.

Wczoraj sąd uwzględnił apelację prokuratury, która odwołała się od wyroku umarzającego postępowanie z powodu znikomej szkodliwości społecznej czynu.


Sąd przyznał, że w I instancji nie przesłuchano policjantów i dziennikarzy gazety, którzy o całej sprawie mówili inaczej niż szefowie.


Oskarżeni nie kryli rozczarowania wyrokiem. – Teraz można wszystko robić, a prokuratura i sąd nie znajdzie winnych. Nikt nie oskarżył policjantów, którzy sprzedali nam trotyl – powiedział Grzegorz Lindenberg, jeden z podsądnych.


W 1995 r., gdy w Warszawie zdarzały się wybuchy bomb, „Super Express” postanowił w ramach tzw. prowokacji dziennikarskiej dotrzeć do sprzedających materiały wybuchowe i opisać ten proceder. W lutym tamtego roku nieujawniony do dziś dziennikarz kupił 450 g trotylu od policjantów z jednostki antyterrorystycznej na warszawskim Okęciu. Następnie przewieziono trotyl do redakcji, gdzie miała odbyć się konferencja prasowa. Przedtem do redakcji wkroczyła policja i zabrała trotyl.


Ówczesna naczelna gazety Urszula Imielińska i prezes wydającej ją spółki Grzegorz Lindenberg (oboje już nie pracują dla Super Expressu) zostali oskarżeni o nielegalne posiadanie materiałów wybuchowych i wprowadzenie powszechnego zagrożenia dla zdrowia i życia ludzkiego.


W 2000 r. warszawski Sąd Rejonowy umorzył jednak postępowanie w sprawie obojga oskarżonych uznając, że było ono nieszkodliwe społecznie.


Od wyroku odwołała się jednak jeszcze w grudniu 2000 r. prokuratura. Sprawa wpłynęła na wokandę dopiero dzisiaj.


Obecny w sądzie prokurator uzasadniał, że jeśli zarzucone przestępstwo mieści się w katalogu czynów przeciwko bezpieczeństwu publicznemu, to nie może być mowy o umarzaniu sprawy z powodu znikomej szkodliwości społecznej.


Przekonywał też, że sąd nie dopuszczając wniosków dowodowych prokuratury o przesłuchanie policjantów, a także innych dziennikarzy SE, którzy mieliby opowiedzieć o tym, w jaki sposób przechowywano trotyl w redakcji, spowodowały, że sąd nie znał wszystkich okoliczności sprawy i nie mógł wydać prawidłowego wyroku.


W konkluzji prokurator wnosił o uchylenie wyroku i ponowny proces w I instancji. Obrońcy prosili sąd o nieuwzględnienie apelacji prokuratora i utrzymanie decyzji o umorzeniu.


– Myślałem, że po dwóch latach od pierwszego wyroku prokuratura będzie w stanie pokazać dowody na to, kto z policji sprzedał dziennikarzom trotyl, czemu nie było nadzoru i jak w ogóle doszło do tego, że materiały wybuchowe były w nielegalnej sprzedaży – mówił mec. Maciej Bednarkiewicz.


Przypomniał, że już Sąd Rejonowy stwierdził w wyroku, iż kupienie materiałów wybuchowych przez dziennikarzy spowodowało „zdjęcie z rynku” takiej ilości trotylu, co przecież powinno być im zaliczone na plus.

Bądź na bieżąco z najważniejszymi wiadomościami!

Naciskając przycisk Subskrybuj, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszymi zasadami Prywatność Prywatności oraz. Regulamin. Możesz się też z kontaktować z nami.
Add a comment Add a comment

Dodaj komentarz

Previous Post

Giełda Świętych Mikołajów

Next Post

W obronie dziennikarzy





Reklama