Daniel Grzesiuk, strategic planner, Hypermedia (Isobar Polska):
Jak oceniam nową stronę Premiera RP? To jasne, odpowiedź nie może być inna. Bardzo mi się podoba! W końcu przecież koncepcja strony została zaczerpnięta z kraju o najbardziej rozwiniętym marketingu politycznym, czyli z USA. A w zasadzie nie zaczerpnięta – TO JEST kopia prawie 1 do 1 serwisu Białego Domu.
W sumie fakt wzorowania się na USA w tej dziedzinie już nie dziwi tak bardzo – reklamowe spoty wyborcze, konferencje rządowe, itp., czerpanie inspiracji z krajów i rynków bardziej rozwiniętych, jest w marketingu normalną praktyką. Moją niechęć wzbudza natomiast ślepe kopiowanie rozwiązań i pomysłów, bez dodania minimum kreatywności i indywidualnego podejścia do celów komunikacji. Ze strony Białego Domu skopiowana została przede wszystkim architektura informacji: układ strony, rotowany key visual, poziome menu oraz stopka.
To, co zwraca uwagę w koncepcji serwisu, to na pewno jego PR-owy charakter. Aktywności rządu i jego dokonania są najbardziej eksponowanymi elementami serwisu. I w sumie tak ma być. Część informacyjna dotycząca struktury, składu i funkcjonowania rządu – która do tej pory dominowała na serwisach rządowych – obecnie znajduje się w tle serwisu.
Na duży plus otwarcie na inne platformy i kanały komunikacji. To ewidentny znak naszych czasów i cieszę się, że obecny rząd korzysta z takich rozwiązań, nawet jeśli jest to tylko kopiowanie światowych trendów.
Na minus koncepcja budowania wizerunku wyłącznie w oparciu o osobę premiera. Wzorowanie się na strategii komunikacji prezydenta USA sprawia wrażenie, że osoba polskiego premiera jest eksponowana głównie w kontekście przyszłych wyborów prezydenckich – zresztą, w serwisie na próżno szukać informacji o realizowanych zadaniach i relacjach Rząd – Prezydent RP.
Andrzej Szewczyk, dyrektor zarządzający Artegence:
Nowy serwis premiera i jego kancelarii jest czysty i uporządkowany. W porównaniu z wersją poprzednią, strony prezentują wyższą wartość informacyjną – architektura informacyjna jest znacznie lepiej przemyślana. Cieszy chęć wykorzystania materiałów wideo, a duże wizerunkowe zdjęcia nie pozostawiają wątpliwości, kto firmuje Urząd własnym nazwiskiem.
Otwarcie na serwisy społecznościowe to bardzo dobry i odważny ruch władzy, będącej blisko wyborców. Dla osób zarządzających komunikacją premiera będzie nie lada wyzwaniem poruszanie się w niewdzięcznym i ryzykownym świecie social media. Warto obserwować szybkość i sposób reakcji osób prowadzących serwis w sytuacjach kryzysowych i podczas politycznych przesileń.
Trudno dyskutować z zarzutem, że design serwisu przypomina strony prezydenta Stanów Zjednoczonych. To bardzo dobry wzorzec, a kilka miesięcy temu tym samym serwisem zainspirowali się twórcy serwisu Prezydent.pl. Dzięki podobieństwu do stron Baracka Obamy osoba odwiedzająca serwisy polskiej głowy państwa i szefa naszego rządu nie będzie miała wątpliwości, że niebieski należy do naszych barw narodowych.
Serwis kompleksowo informujący o pracy premiera i jego kancelarii to ogromna ilość treści, której na razie w serwisie jeszcze brakuje. Jeżeli uda się z sukcesem przenieść zawartość poprzedniej wersji serwisu, a informacje bieżące będą zawsze aktualne i odpowiednio kompletne, to portal Kancelarii Prezesa Rady Ministrów może być dobrym i użytecznym kompendium wiedzy o jego pracy.
Dominik Cymer, dyrektor kreatywny Netizens:
Wyniki swojej krótkiej analizy mógłbym zacząć stwierdzeniem, że najważniejszą rzeczą jest funkcjonalność. Rozwiązania zastosowane na Premier.gov.pl w dużej mierze są trafne, jak np.: karuzela z najważniejszymi informacjami, prosta konstrukcja newsowa (podkreśla, że sednem są informacje), łatwy dostęp do materiałów wideo, podkreślenie obecności premiera w serwisach socialmedia (jak Facebook czy Twitter), stopka podsumowująca, która rozpisuje najważniejsze treści (sam często i chętnie korzystam z takiego rozwiązania) oraz wersja wai (dla niepełnosprawnych).
Z funkcjonalnego punktu widzenia wadą jest zbyt duży obszar przeznaczony na top ze zdjęciem, który przesuwa pozostałe, istotne informacje na drugi plan. Mógłbym się także przyczepić do zbyt fantazyjnych animacji, które niczemu nie służą.
Autorzy strony, chcieli oddać klimat kancelarii umieszczając w serwisie tapetę w kolorze ecri – robi się naprawdę ciepło i domowo ;-). „Rodzinnego klimatu” dodają zdjęcia w bloku „Dowiedz się więcej”, stylizowane na stare (które dodatkowo są nieczytelne). Według mnie zabiegi graficzne zastosowane na stronie budują wizerunek premiera odwrotny do kreowanego w pozostałych mediach. Nie kojarzą się z obrazem osoby nowoczesnej, świadomej współczesnych rozwiązań. Mam wrażenie, że przy tworzeniu serwisu grafika została potraktowana dość lekko, a autorzy nie dążyli do zachowania spójności komunikacji premiera.
Korci mnie, aby tę stronę – abstrahując od moich poglądów politycznych – porównać do serwisu uważanego za konkurenta premiera – prezydenta RP. Prezydent.pl poddana podobnej analizie jest dużo bliższa temu, czego spodziewałbym się po stronie prezesa Kancelarii Rady Ministrów. Dzięki bardziej ascetycznej grafice jest przejrzysta, nowoczesna, pozbawiona przaśnych ozdobników, oddając tym samym powagę urzędu.
Dawid Szczepaniak, dyrektor kreatywny Pride & Glory:
Nowy serwis internetowy Kancelarii Premiera RP na pierwszy rzut oka wyróżnia się pośród stron związanych z polską sceną polityczną. Przejrzysty i przemyślany układ elementów, stonowany, elegancki design – nawet tych podstawowych elementów brakuje w większości politycznych serwisów.
Ładnie wyeksponowano serwisy społecznościowe, w których prowadzone są profile. Co więcej, po przejściu na poszczególne profile rzeczywiście znajdujemy tam swieże informacje. Kolejnym z małych plusików jest zadbanie o takie szczegóły jak własny branding profilu na YouTube. Jednym słowem jest poprawnie. I tylko poprawnie. Bo tutaj pojawia się łyżka dziegciu. A nawet kilka.
Po pierwsze serwis jest uproszczoną wersją strony WhiteHouse.gov. Trochę wstyd. Po drugie, gdyby ten serwis powstał np. w Stanach Zjednoczonych, nie byłby jedynie poprawny. Wykorzystywałby dużo mocniej multimedia. Przemyślanoby funkcjonalności umożliwiające interakcję z wyborcami. Dużo silniej opierałby się o realny dialog polityka z internautami. Fan page w serwisie Facebook nie korzystałby jedynie z opcji udostępnionych domyślnie, ale zawierałby dodatkowe aplikacje.
Po trzecie uszczypliwość. Miejmy nadzieję, że obecna zawartość serwisu nie wyznacza kierunku na przyszłość. Większość dostępnych newsów opowiada o ostatnich konferencjach prasowych premiera – zamiast eksponować ostatnie dokonania jego kancelarii. Zamiast walczyć z łatką przypinaną przez opozycję, buduje wizerunek polityka, dla którego najważniejszy jest kolejny wywiad w Tok FM czy spotkanie z dziennikarzami mediów lokalnych.
Kamil Niemira, team leader, Agencja Social Media
Tak jak w przypadku strony prezydenta: cieszy to, że w końcu coś się dzieje. Graficznie jest podobnie do strony Białego Domu, ale trudno z tego czynić zarzut. Ta strona bowiem jest doskonałym wzorem do naśladowania. I jeżeli administratorzy serwisu polskiego premiera będą z niej czerpali pomysły pełnymi garściami, to tylko lepiej dla nas.
Ale to muszę powiedzieć: strona Whitehouse.gov stoi tak naprawdę na jednej rzeczy, dla której chce się na nią wchodzić codziennie. Są to genialne zdjęcia Pete’a Souzy i jego kolegów. To dzięki nim widać Baracka Obamę jako zapracowanego, sympatycznego, odpowiedzialnego faceta. Brak w nich – widocznych na zdjęciach Donalada Tuska – oficjalności, nudy, politycznej sztampy. Poza tym: mści się okrutnie – podobnie jak w przypadku strony Kancelarii Prezydenta i wszystkich innych urzędów państwowych, brak… CI Polski. Tutaj orzeł, tam flaga, tutaj beżowo, tam niebiesko. Do wyboru, do koloru. W prywatnej firmie – rzecz nie do pomyślenia.
Cieszy fakt, że na stronie są linki do działających kont premiera w serwisach społecznościowych. Brawo za ograniczenie się do czterech platform. To tak i tak będzie bardzo dużo pracy, aby je odpowiednio obsłużyć. W tym wypadku więcej – wcale nie znaczy lepiej.
Pierwszy problem: nudne jak flaki z olejem treści na samej stronie Premiera. To choroba tocząca chyba wszystkie strony urzędów w Polsce. Brak chęci rozmawiania z czytelnikiem jego językiem, napuszone nazwy programów bez chęci wytłumaczenia o co w nich chodzi lub tłumaczenie tego hermetycznym, prawniczym językiem. Zanudzanie wielkością wypowiedzi.
Po pierwszym dniu trudno jest oceniać jakość prowadzonej komunikacji w serwisach social media. To co się pojawia na stronie premiera – znajduje się również na tych platformach. I OK, tylko… co dalej? Na szybko mogę tylko powiedzieć, że niepokoi fakt, że – na razie – te media są wykorzystywane po prostu jako kolejny, jednostronny, kanał komunikacji. Widać to zwłaszcza na Blipie, gdzie już padło kilka pytań i uwag, które zostały bez odpowiedzi.
Social media to rozmowa. Jeżeli się to nie zmieni, to radziłbym zamknąć te konta. Nic nie denerwuje bardziej niż próba rozmowy z kimś, kto Cię nie słucha. Ale poczekajmy – może te rozmowy się rozkręcą.