przeprowadzonego przez portal pracuj.pl.
Pracuj.pl badanie „Politycy do pracy” przeprowadził w pierwszej połowie marca (przed pojawieniem się pogłosek o powstaniu „Partii Borowskiego”).
Ankietowani – dyrektorzy personalni 20 dużych przedsiębiorstw i 5 doradców personalnych – mieli wskazać czterech polityków: dwóch najlepszych i dwóch najgorszych kandydatów do pracy.
W kategorii „najlepszy pracownik” na pierwszym miejscu znalazła się Zyta Gilowska – jedyna kobieta w całej stawce. Wskazało na nią aż 47% ankietowanych. Dwaj kolejni kandydaci, którzy ex aequo znaleźli się na drugim miejscu – Aleksander Kwaśniewski i Donald Tusk – otrzymali już tylko po 27% głosów.
Trzecie miejsce zajął Jerzy Hausner (20% wskazań), który aż trzykrotnie zdystansował swoich partyjnych kolegów – Leszka Millera i Józefa Oleksego.
Ani jeden pracodawca nie chciałby zatrudniać liderów Samoobrony, PiS, PSL, LPR i UW.
W kategorii „najgorszy kandydat” furorę zrobił Andrzej Lepper. Aż 73% uznało, że to najgorszy kandydat do pracy. Kolejni na liście Marek Pol i Roman Giertych muszą się zadowolić aż trzykrotnie niższym poziomem antypatii.
Wybór Zyty Gilowskiej pracodawcy musieli uzasadnić, wymieniając jej atrybuty przydatne w pracy. 100% osób, które wskazały wiceprzewodniczącą PO jako najlepszego kandydata, uważa że ma ona wysoki iloraz inteligencji i predyspozycje przywódcze.
Czterech na pięciu badanych uważa, że ma zdolności negocjacyjne i potrafi się skutecznie komunikować. Trzech na pięciu ceni ją za zdolności negocjacyjne. Co ciekawe, tylko co piąty badany uznał ją za osobę pracowitą i uczciwą. Również tylko co piątemu pracodawcy podoba się prezencja Zyty Gilowskiej.
– Każdy z nas jest pracodawcą. Ja – podobnie jak 27 milionów innych dorosłych Polaków – zatrudniam prezydenta, 460 posłów, 100 senatorów, kilkudziesięciu ministrów i wiceministrów, polityków samorządowych. Większość z nas nie myśli jednak takimi kategoriami, jak faktyczni pracodawcy. Postanowiliśmy więc sprawdzi, co myślą o politykach dyrektorzy personalni i doradcy – Rafał Szczepanik, wiceprezes firmy Communication Partners
Okazuje się, że wybór pracodawców odbiega od sondaży politycznych. Co prawda wygrywa Zyta Gilowska z prowadzącej PO, ale już lider tej partii, Jan Rokita, wypada niemal trzykrotnie słabiej. Jeszcze większą różnicę widać u Andrzeja Leppera. Wyborcy chcą na niego głosować, pracodawcy mówią: byle nie Lepper.
Wygląda na to, że nikt nie chciałby mieć pracownika, z którym kojarzą się takie pojęcia jak „demagogia”, „pieniactwo” i „roszczeniowość”. Bo na pewno nie chodzi tu o zbyt silny charakter – w tej kategorii Zyta Gilowska też nie wypada słabo.
Ciekawe, jak wypadliby politycy, gdyby zamiast selekcji kandydatów do pracy pod nazwą „wybory” musieli przejść prawdziwą rozmowę kwalifikacyjną i testy rekrutacyjne.
Gdyby badać ich predyspozycje do pracy, do kierowania ludźmi, umiejętności pracy w zespole, zdolności organizacyjne czy analityczny umysł. Nie przez przypadek organizatorzy wszelkich testów na inteligencję mają kłopoty, by namówić do udziału w nich polityków. A jeśli już się uda, to nie liczmy że polityk publicznie ujawni uzyskany wynik.