– wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego.
W Małopolsce – w porównaniu z Mazowszem – przeciętne wynagrodzenie było w końcu minionego kwartału o prawie 1000 zł niższe i wynosiło 2373 zł (w ciągu ostatniego roku wzrosło o 4,5 proc., inflacja w tym czasie wyniosła 0,7 proc.). Warto jednak pamiętać, że Mazowsze jest znacznie większe (ponad 2 razy) i ma o około 2 mln więcej mieszkańców. Jest też bardzo zróżnicowane pod względem płacowym, w Warszawie średnia pensja wynosi prawie 5 tys. zł.
Lepiej niż w Małopolsce płacą również na Śląsku – 2631 zł (wzrost w ciągu roku o 4,7 proc.), na Pomorzu – 2557 zł (o 5 proc.), na Dolnym Śląsku – 2461 zł (o 3,3 proc.). Najchudszy portfel mają mieszkańcy Podkarpacia – 2068 zł (o 3,4 proc.).
Poziom wykształcenia ma w Polsce ogromny wpływ na zarobki. Zdecydowanie najwięcej pieniędzy trafia do kieszeni osób, które legitymują się przynajmniej tytułem magistra. Tak wykształcone osoby, ale pracujące w sektorze prywatnym i będące mężczyznami, zarabiały ponad dwa razy więcej niż średnia krajowa.
Równie dobrze wykształcone kobiety w sektorze prywatnym pobierały średnio około 190 proc. Jednak przedstawicielki płci pięknej z tytułem co najmniej magistra i zatrudnione w sektorze publicznym, musiały się zadowolić pensją tylko o 26 proc. wyższą od średniej krajowej.
Ponadprzeciętne wynagrodzenie pobierali jeszcze tylko inżynierowie oraz dyplomowani ekonomiści. Z ich grona najwięcej zarabiali mężczyźni zatrudnieni w firmach prywatnych (173 proc. średniej krajowej), a najmniej kobiety w sektorze publicznym – 102 proc. Kto nie ma wyższego wykształcenia to – statystycznie rzecz biorąc – zarabiał mniej od przeciętnej ogólnopolskiej.
Średnie wynagrodzenie osób legitymujących się wykształceniem policealnym, średnim oraz średnim zawodowym, wynosiło około 90 proc. przeciętnej pensji. Absolwenci zawodówek, szkół podstawowych i osoby, które nie ukończyły żadnej szkoły, musiały się zadowolić sumami sięgającymi około 70 proc. średniej płacy.