„W związku z następującymi na rynku telewizyjnym zmianami zmuszony byłem podjąć następującą decyzję dotyczącą wprowadzenia ograniczeń w udostępnianiu czasu reklamowego w telewizjach TVN i TVN Siedem” – tak brzmi oficjalne pismo podpisane przez Andrzeja Tyborowicza, członka zarządu TVN wysłane do klientów stacji.
Maciej Stec, dyrektor zarządzający Polsat Media handlującego czasem reklamowym stacji Polsat oraz TV 4, przyznaje, że mimo, iż „Polsat jak dotychczas realizuje wszystkie zlecenia reklamodawców”, to zdarza się, że ich spoty lądują nie w tych blokach reklamowych, których by sobie życzyli.
Telewizja „zatkała się ponieważ chcąc utrzymać obroty i klientów, stacje ciągle obniżały ceny reklam. W rezultacie ceny spadły tak nisko, że w telewizji pojawiły się spoty firm, których wcześniej nie było stać na reklamę w telewizji. Stacje telewizyjne nie są w stanie przyciągnąć przed telewizory tylu widzów, ilu obiecywały jeszcze niedawno swoim reklamodawcom. – pisze GW.
Wiosną, gdy pogoda się poprawia, ludzie ruszają w plener i nie przesiadują przed telewizorami. Stacje jeśli obiecają większą widownię, niż są w stanie przyciągnąć, muszą później wielokrotnie emitować tę samą reklamę. A tego też nie mogą robić, ponieważ reklamodawców jest zbyt wielu.
Przepełnienie większych stacji reklamami może zaowocować tym, że firmy będą szukały czasu w mniejszych telewizjach. Sytuację dodatkowo komplikuje to, że wyprzedane są także tablice uliczne, które największą popularnością cieszą się właśnie wiosną i latem.
Gazeta wskazuje na to, że na „zapchaniu” telewizji może zyskać prasa, która jest w stanie jako jedyna bez ograniczeń dodrukowywać nowe strony z reklamami. Może zyskać także radio. RMF FM już podnosi ceny. Problem mogłaby rozwiązać podwyżka cen, ale o niej nikt nie chce mówić. Nieoficjalnie domy mediowe przyznają, że prawdopodobnie właśnie na podwyżkach się zakończy. Gdyby tak się stało, to ceny reklamy telewizyjnej – należące do najniższych w Europie – pójdą w górę po raz pierwszy od trzech lat – komentuje Gazeta.