O sprawie informuje w dzisiejszym wydaniu Życie Warszawy. Zeznania na ten temat znajdują się w aktach sprawy byłego oficera Centralnego Biura Śledczego, prowadzącego kiedyś Masę Piotra W. Jest on oskarżony o ujawnienie tajemnicy służbowej. Świadkiem w tej sprawie ma być Wojciech Nomejko. – Nie brałem od nikogo żadnej łapówki mówi gazecie Nomejko.
Wieczorem w grudniu 1999 roku policjanci z warszawskiego oddziału antymafijnego wkroczyli do domu Masy w podwarszawskim Komorowie. Funkcjonariusze mieli zatrzymać gangstera, ale zdążył uciec. Po wejściu policji żona Jarosława S. zadzwoniła rzekomo do adwokata i przekazała informacje o policyjnej rewizji. Kilkadziesiąt minut później pod domem Masy pojawiła się ekipa TVP z Wojciechem Nomejką. Dzień później zrobił on nagranie w siedzibie firmy Aleksandra Gawronika z udziałem m.in. żony Masy.
Według zeznań Jarosława S., dziennikarz dostał za „przysługę” 20 tys. zł. Pieniądze miały pochodzić z tzw. funduszu operacyjnego, jaki on z Gawronikiem mieli mieć m.in. na opłacanie dziennikarzy. Masa zeznał, że dowiedział się od żony o przyjeździe Piotra W. i natychmiast zadzwonił do Gawronika, aby ten coś zrobił, bo rodzinę nachodzą mu pijani funkcjonariusze – relacjonuje dziennik.
– Gawronik powiedział, że ma znajomego dziennikarza o nazwisku Nomejko, ale to będzie kosztowało. Potem senator powiedział mi, że musiał mu zapłacić 20 tys. zł i ja mu te pieniądze zwróciłem – tak Masa zeznawał w olsztyńskiej prokuraturze i przed słubickim sądem, w czasie procesu Gawronika.
O kontaktach z Nomejko wspominał też Gawronik. Nomejko twierdzi, że takie zeznania to bzdura – czytamy w Życiu Warszawy.