Spędził Pan cały dzień w redakcji portalu Onet.pl. Jak wrażenia?
To inne medium. Podobne i niepodobne do telewizji. Podobne w części redakcyjnej, ponieważ po drugiej stronie medium, w którym dzisiaj mi przyszło pracować, też jest odbiorca, tak samo jak w programie „Fakty”. A inne dlatego, że rządzi się innymi prawami, po pierwsze jest znacznie bardziej pojemne.
Główna strona Onetu to kilkadziesiąt informacji przetwarzanych kilka albo kilkanaście razy dziennie, co daje kilkaset tworów umieszczanych na tej stronie. „Fakty” to jest melodia pisana na innej partyturze. To jest coś, co cyzelujemy, pieścimy i dbamy o kształt cały dzień, planujemy rano, po to żeby potem przez 26 minut zawracać ludziom głowy i żeby ludzie nie chcieli sobie zawracać głowy niczym innym. Wiec to zupełnie inna orkiestra i zupełnie inne brzmienie, ale to ciągle dziennikarstwo.
Co należało do Pańskich obowiązków? Czym się Pan zajmował?
Zajmowałem się „dziwieniem się”, że temat, który wymyśliłem i byłem przekonany, że będzie hitem, wcale takim hitem się nie okazał. Mówię o materiale o chirurgii rekonstrukcyjno-onkologicznej, który puściliśmy rano. Było oczywiście zainteresowanie, ale sądziłem, że będzie dużo większe. Może moim błędem było to, że materiał poszedł jako pierwszy, a jednak jest on dość ciężki. Nie każdy chce od rana czytać, że ktoś na przedramieniu hoduje tkankę, która potem jest podstawą sztucznego nosa. To są skomplikowane rzeczy, może na porę śniadaniowa trochę za drastyczne…
Zajmowałem sie także odpieraniem ataków blogerów, bo wykonałem zamach na ich anonimowość, a przynajmniej na część z nich (szczegóły). Czytałem także o sobie różne ciekawe rzeczy na forum…
Moja praca nie zaczęła sie dzisiaj o 6 rano, ale kilka dni wcześniej, kiedy planowaliśmy to wydanie. Przed przyjściem do Onetu wymyślałem tematy, nadzorowałem prace nad nimi. A dzisiaj czekała na mnie praca czysto redakcyjna: poszukiwanie informacji, potem sugerowanie ewentualnych zmian w już powstałych tworach i w tym co się na stronie znalazło, korygowanie tego, co mogłoby uczynić tytuł jeszcze bardziej atrakcyjniejszym, kiedy wiedziałem, że ciągnie się za nim atrakcyjna treść i warto kliknąć akurat w to miejsce a nie w inne. Po prostu kawałek dziennikarskiej roboty.
Coś Pana zaskoczyło podczas pracy nad „jedynką” portalu?
To, że Onet to duża maszyneria, że to nie jest internet, który może kojarzyć się niektórym z „wytnij-wklej”, czyli jedną osobą siedzącą przed komputerem. To też profesjonalne ekipy telewizyjne, to licencje na zakup rozmaitych teksów, artykułów ze światowej prasy, to ciężka praca fotoedytora. Całkiem duża fabryka.
Tak duży portal internetowy jak Onet.pl ma jakąś przewagę nad wieczornym serwisem informacyjnym?
Nie namówi mnie Pani na porównywanie tych mediów. Różnią się od siebie, są skierowane do innego odbiorcy, albo do tego samego odbiorcy, ale w innej porze, inaczej absorbują uwagę, wymagają innych środków technicznych. Wiec chyba nie dojdziemy do mądrych wniosków próbując je porównywać.
Czy w przyszłości chciałby Pan mocniej związać swoją aktywność zawodową z internetem?
Złowieszczo ktoś powiedział, że wszyscy skończymy w sieci, może to nawet byłem ja. Na pewno dzisiaj jest mi bardzo trudno to sobie wyobrazić, nie dlatego, żebym lekceważył, albo nie chciał internetu w swoim zawodowym życiu, ale dlatego, że to co robię w tym tradycyjnym medium, jakim jest telewizja, to fascynująca robota.
To co prezentuje TVN od godz. 19.00 do 19.26 to produkt najwyższej jakości. I jest to jedyna bezczelność i zarozumialstwo, na którą sobie pozwalam w tym momencie. Dopóki to wszystko daje mi także frajdę, nie chcę zmieniać pracy. Ale myślę, że z czasem sieć będzie coraz bardziej obecna w naszym życiu zawodowym, więc prędzej czy później się tam odnajdziemy, w większym stopniu niż ma to miejsce dzisiaj.
Rozmawiała Katarzyna Gembalik