„Zostałem prezesem, bo szlag mnie trafił” – tych słów Andrzeja Urbańskiego użyły Agnieszka Kublik i Monika Olejnik do zatytułowania swojego z nim wywiadu. W obszernej rozmowie, która ukazała się w weekendowym wydaniu Gazety Wyborczej Urbański zdradza swoje plany dotyczące TVP, a także zaprasza do współpracy m.in. Bronisława Wildsteina, Andrzeja Titkowa i braci Karnowskich.
– Członkowie rady nie mogli zaakceptować, że prezes Wildstein nie informował ich o istotnych dla spółki sprawach i nie odpowiadał na pytania np. o kontrakty osób przez niego zatrudnionych, strategiczny rozwój firmy czy kwestie finansowe – mówi Urbański pytany o powody nocnej dymisji poprzedniego prezesa. Jak twierdzi, w pewnych obszarach są kłopoty, ale w niektórych sytuacja jest dobra. Dodaje również, że odpowiedzialne są za to „pewne osoby” ale nie sam Bronisław Wildstein.
Jednocześnie p.o. prezesa TVP zapewnia, że nie może i nie ma zamiaru odwoływać któregokolwiek z członków zarządu – „chyba, że nastąpi sytuacja, w której po konsultacji z ministrem skarbu, właścicielem TVP SA, obaj uznamy, że brak działań grozi poważnymi konsekwencjami”.
W wywiadzie Urbański konsekwentnie unikał odpowiedzi na pytania dlaczego odwołanie Wildsteina nastąpiło w nocy. Przyznał również, że wielokrotnie już był pytany, czy nie zająłby się telewizją publiczną – jak twierdzi nawet przez szefową KRRiT – Elżbietę Kruk. Odmawiał, bo jak mówi „nie miał zamiaru przychodzić na Woronicza”. Dlaczego więc jednak zdecydował się zająć miejsce Wildsteina?
– Trafił mnie szlag, kiedy oglądałem telewizję. Zbyt dużo informacji było o tym, że Tusk pogryzł Rokitę, a Rokita pogryzł Tuska. (…) Więc potem zacząłem porównywać informacje telewizyjne z gazetowymi i z internetu. I zobaczyłem, czego nie było w telewizji, a co jest ogromne ważne, np. decyzje Komisji Europejskiej, dane Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, analizy naszej gospodarki – zdradza dziennikarkom. – I wtedy po raz pierwszy od miesięcy pomyślałem, że warto się tym zająć – dodaje. Na pytanie kto tym razem zaproponował mu funkcję prezesa TVP, Urbański odpowiada „nie powiem”.
W wywiadzie mowa jest również o zmianach programowych. Według Urbańskiego, w „Wiadomościach” powinny znaleźć się „sprawy ważne dla milionów ludzi, którzy oglądają ten program”. Incydentom między politykami audycja poświęci ostatnich kilka minut. – TVP nie może się ścigać ze stacjami komercyjnymi w tej dyscyplinie. Jej obowiązkiem jest pozostać instytucją trochę staromodną, ma podawać fakty bez otoczki żartobliwie-felietonowej – mówi, tłumacząc, że upodabnianie „Wiadomości” do „Faktów” TVN było błędem.
P.o. prezesa nie widzi problemu w powrocie na antenę „Stawki większej niż życie”, „Czterech pancernych”, czy „Wielkiej gry”. Urbański ma też nadzieję, że do telewizji publicznej wróci „wiele osób związanych z TVP za różnych prezesów”.
Pytany przez GW, o to czy Bronisław Wildstein będzie mógł robić programy w telewizji publicznej, Andrzej Urbański odpowiedział, że „marzyłby o tym”. Mogłaby to być audycja w której Wildstein prowadzi rozmowy ze światowymi autorytetami, o przyszłości cywilizacji. – Ale gdyby miał ochotę prowadzić program polityczny, też dałbym mu pełną swobodę, zresztą jak każdemu innemu. Komentując decyzję braci Karnowskich o rezygnacji z prowadzenia własnego programu na antenie TVP, Urbański zapewnia, że da im takie same gwarancje niezależności, jakie otrzymali od poprzedniego prezesa.
Według p.o. prezesa TVP, telewizja publiczna powinna stawiać na kulturę i sztukę, natomiast nieporozumieniem są konkursy audiotele. Urbański mówi, że błędem jest zabieganie o reklamodawców, którzy chcą tylko młodych, pięknych i bogatych widzów. Dodaje jednocześnie, że będzie walczył o to, aby TVP była dla wszystkich.
Komentując doniesienia mediów na temat odejścia niektórych dziennikarzy telewizji publicznej, Andrzej Urbański mówi, że o wszystkim wie jedynie z prasy, i że żadna rezygnacja oficjalnie nie wpłynęła. Zapewnia też, że nikogo nie zachęca do odejścia, a każdego będzie wręcz zapraszał do pozostania w TVP.
Pytany o wpływy polityczne, p.o. prezesa twierdzi, że nie będzie robił „wazeliniarskiej telewizji”. A także, że TVP, nie będzie wspierać ani opozycji, ani koalicji. Urbański zapewnił też, że dziennikarze telewizji publicznej mają prawo krytykować rządzących. – W każdy sposób, który jest merytoryczny. Dodaje też, że TVP „nie jest telewizją rządową czy koalicyjną, jest telewizją publiczną”.
Komentując słowa Wildsteina, który za czasów swojej prezesury mówił, że od polityków telefonów nie odbiera, Urbański zadeklarował, że będzie słuchał każdego. – Nie boję się rozmów telefonicznych, ale ta telewizja nie będzie działać na telefon.