Tak, według Dziennika, twierdzi dyrekcja Programu Pierwszego Polskiego Radia, która w minionym tygodniu podjęła decyzję, że miejsce dla kobiet na antenie jest dopiero po godzinie 14.00.
W oświadczeniu przesłanym do redakcji serwisu Mediarun.pl dyrekcja odcina się od informacji Dziennika. – Kobiece głosy nie są mniej wiarygodne i nie brzmią gorzej – usiłują uspokajać dyrektorzy. Dlaczego więc usunęli wszystkie serwisantki z „Sygnałów Dnia”?
Dyrekcja przekonuje, że podejmując tę decyzję brała pod uwagę wyniki słuchalności. – W okresach gdy w „Sygnałach Dnia” serwisy czytali mężczyźni, słuchalność była wyższa, niż ostatnio gdy czytały je tylko kobiety – mówi nam szefostwo Jedynki.
Atmosfera w Polskim Radiu jest napięta. Kobiety usiłowały rozmawiać z dyrekcją, ale wskórały tylko tyle, że będą mogły zagościć o poranku w weekendy. W rozmowie z szefem Jedynki, Wincetnym Pipką, usłyszały, że nie powinny o tej sprawie „szczekać po mieście”, bo psują wizerunek firmy.
Z decyzją przełożonych nie zgadzają się też redakcyjni koledzy zdegradowanych dziennikarek. – Większość mężczyzn w redakcji uważa, że nie wolno ich dyskryminować. Gdy to powiedzieliśmy, zagrożono nam obcięciem zarobków – wyjaśnia Dziennikowi jeden z dziennikarzy Programu Pierwszego.
Kozyra: To absurd
Nowemu grafikowi radiowej Jedynki nie mogą się nadziwić konkurenci z branży. – Decyzja Polskiego Radia jest dla mnie absurdalna i nie poparta żadnymi merytorycznymi dowodami – mówi w rozmowie z Mediarun.pl Robert Kozyra, szef Radia Zet.
Kozyra twierdzi, że w badaniu słuchalności radia nie ma żadnych danych, które potwierdzałyby, że słuchacze wolą głosy męskie od kobiecych. – W XXI wieku ludzie różnią się tylko talentem. Zdolny dziennikarz to po prostu zdolny dziennikarz, niezależnie od tego czy jest kobietą czy mężczyzną – mówi nam szef Radia Zet.
Jego zdaniem osoba, która w BBC wydałaby taką decyzję, następnego dnia musiałaby podać się do dymisji. – Moim zdaniem, w tym przypadku z urzędu powinna interweniować Państwowa Inspekcja Pracy – uważa Robert Kozyra. Taka kontrola rzeczywiście się odbędzie, o czym poinformował portal Gazeta.pl. Tego jednak dyrekcja Jedynki się nie boi, bo, jak twierdzi, każda jej decyzja jest zgodna z prawem i normami moralnymi.
Dziennikarek z Jedynki bronią również koledzy po fachu. – Pomysł jest oczywiście kuriozalny – zgadza się Jarosław Kuźniar, gospodarz „Poranka TVN24”, wcześniej przez wiele lat związany m.in. z Radiem Zet i z Polskim Radiem.
– Nie ma dla mnie znaczenia od kogo słyszę wiadomości – kobiety czy mężczyzny. Podobnie jak nie ma dla mnie znaczenia czy to są wiadomości poranne, czy wieczorne. Mają być dla ludzi po ludzku przedstawione. Wszystko zależy od tego, czy ktoś, kto je prezentuje, ma coś do powiedzenia, czy tylko odklepuje z kartki czy promptera – mówi w rozmowie z Mediarun.pl Kuźniar.
Tadla: Polskie Radio straciło już jedną ze słuchaczek
Beata Tadla spędziła w radiu 15 lat, teraz prowadzi „Fakty” w TVN i programy TVN24, a także jest lektorką filmów dokumentalnych. Podziału na głosy męskie i żeńskie nie popiera. – Jeśli szefowie PR tłumaczą, że głosy męskie brzmią bardziej wiarygodnie, to dlaczego nie są konsekwentni i nie zwolnią wszystkich pań czytających wiadomości? Bo na razie to wygląda tak, że antena jest wiarygodna tylko od 6.00 do 10.00 – zastanawia się Tadla.
– Pracę w radiu zaczęłam w 91 roku. Nigdy nie spotkałam się z oceną, że słuchacze wierzą stacji tylko wtedy, gdy z głośnika słychać mężczyznę. Nigdy też sama – jako słuchaczka – nie oceniałam wiarygodności informacji po tym, kto je czyta. Zawsze interesuje mnie – jak wiadomości są przekazywane. Umiem wychwycić, czy osoba czytająca wie, o czym mówi. W równym stopniu potrafi mnie zirytować prezenter, jak i prezenterka. Tak samo też potrafię się nimi zachwycić. Może ukoić mnie i głos kobiecy i męski – tłumaczy w rozmowie z nami dziennikarka TVN.
Beata Tadla w kwalifikacje pań-dziennikarek nie wątpi, ale stawia pod znakiem zapytania kwalifikacje dyrekcji. – Zawsze chciałam wierzyć, że praca w Polskim Radiu jest ogromnym prestiżem, że trafiają tam ludzie o najwyższych kwalifikacjach i że dopuszczenie ich do anteny oznacza, że przeszli już przez ostatnie, najmniejsze oczko sita. Wiele ostatnich przykładów pokazuje, że kierownictwu rozgłośni wcale na prestiżu nie zależy, a dyskryminacja pań jest dowodem na to, że nie zależy im także na audytorium – mówi Tadla. – Jedną słuchaczkę właśnie stracili.