„Pańska prezydentura i rządy PiS wzbudzają wielkie nadzieje w dużej części społeczeństwa. Są też one dla części społeczeństwa źródłem poważnego niepokoju. I proszę mi wierzyć: nie tylko wśród złodziei, cwaniaków, ubeków i aparatczyków PZPR. Zresztą, nadzieje zwolenników mogą się okazać dla Waszego obozu bardziej niebezpieczne od obaw, niepokoju drugiej Polski. Ona bowiem może tylko utwierdzić się w czarnych oczekiwaniach albo też przyznać, że po wyborach nadmiernie dramatyzowała. Rozczarowanie Waszych zwolenników będzie znacznie bardziej destabilizujące i demoralizujące(…)”
„(…)Pańska prezydentura będzie oceniana właśnie ze względu na poczucie sprawiedliwości, które szerzej zamieszka w polskich domach. Nie może to być tylko sprawiedliwość dla własnych zwolenników, w tym dla lustratorów, dekomunizatorów i słuchaczy Radia Maryja, ale również dla liberałów, byłych komunistów, bezbożników, gejów i lesbijek. Nikt nie może czuć się pokrzywdzony, upokorzony przez państwo.(…)”
„Życzę Panu i Pańskiej formacji politycznej, abyście służyli integracji społeczeństwa poprzez zapewnienie pełnego obywatelstwa ludziom, środowiskom i grupom, które w Polsce po 1989 r. czuły się wydziedziczone. (…) Życzę Panu, aby Polska prowincjonalna awansowała do standardów metropolii. Oczywiście nie w sensie zamożności (…). Nie tak zresztą mierzy się różnicę między prowincją a metropolią. Jej miara jest stosunek do świata, otwartość, spokojna afirmacja własnej wartości.”
Nie mu tu miejsca na pobożne życzenia, ani miłe fakty, które i tak się mają zdarzyć. Jest głęboka, nieraz ostra, refleksja nad tym, jakie nadzieje społeczeństwa ziścić może prezydent wszystkich Polaków. „Z szacunkiem uznaję podstawowe cele, jakie sobie stawiacie – taki bowiem dostaliście mandat, taka Polska wraz z Wami w tych wyborach wygrała. Jednakże Wasze rządy będą ocenianie ze względu na zdolność dokonania syntezy, którą będziecie w stanie zaproponować. Wygrywa się na skrzydłach, rządzi się w centrum; dla rządzenia potrzebne jest znacznie szersze przyzwolenie niż poparcie zwolenników. (…) Każda władza musi dbać o zakorzenienie, o tworzenie warunków nadziei, o pokój społeczny.”
„Warto pamiętać słowa Simone Weil, która pisała, że „sprawiedliwość jest wiecznym uciekinierem z obozu zwycięzców do obozu przegranych”. Niech Pan porzuci żale i pretensje wiecznie przegrywającego. Jest Pan, Panie Prezydencie, zwycięzcą! Sprawiedliwość nie może już do Pana przyjść. Ona jest w Pańskich rękach, od Pana w dużym stopniu zależy jej los. Może od Pana odejść, jeżeli nie będzie się Pan z nią obchodził tak, aby nie cierpiało poczucie sprawiedliwości innych, nie Pana. Bowiem miarą sprawiedliwości jest zawsze stosunek do innych, nie do siebie.(…)”